Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Jak okręt pod pełnymi żaglami...

Autor: Nieznany
Odsłony: 989
Data: 5-03-2005

Jak okręt pod pełnymi żaglami...
Jak okręt pod pełnymi żaglami...

Chciałem coś napisać. Odczułem wewnętrzną potrzebę, jak za dawnych lat: usiąść i pisać. Szkoda tylko, że pisanie nie przychodzi mi tak łatwo niegdyś. Pamiętam 4 lata temu, potrafiłem usiąść w nocy przy komputerze, odpalić notatnik tudzież worda i zacząć pisać. Pisałem o różnych rzeczach, dzienik/pamiętnik, opis sytuacji z każdego dnia, moich wewnętrznych odczuć, moje problemy. Raz udało mi się napisać opowiadanie na 16 stron… Ach, jakże to wszystko kiedyś łatwo przychodziło. Pamiętam jak pisałem artykuły do e-zinów internetowych takich jak inferno, nastolatek, pomagałem w redagowaniu portalu www.nastolatek.pl - pisywałem tam dość często i dość ciekawie. Pamiętam, że każdy problem, z którym się stykałem potrafiłem przelać poprzez literki do dość sporej ilości ludzi. Szkoda, że z czasem wraz ze wszystkimi ambicjami i chęcią do życia pisanie wypaliło się tak samo, jak cała reszta.

Nie wiem, co się stało, ale był taki okres, że w ciągu jednego roku wszystko się nasiliło. Odechciało mi się kompletnie wszystkiego, a jednak nadal pozostawała we mnie jakaś wewnętrzna siła i nadzieja, które mówiły mi, że może… może jednak nie wszystko jest stracone. Jakże to wszystko było złudne… Wszystko umarło. W roku 2005, kiedy to mam robić maturę, przyłożyć się do postawionego mi zadania, wybrać dalszą drogę w życiu, studia, cholerne wykształcenie - ja nie wiem, co mam robić. Nie wiem? Nie... to chyba jednak nie to, ja to po prostu serdecznie pierdolę. Nie obchodzi mnie za bardzo czy obleję, czy pójdę na studia czy nie, co będę robił, czy w domu będzie kolejna afera, czy znowu kogoś skrzywdzę, czy się jutro rano obudzę, czy pójdę do łazienki się umyć. Nic z tych rzeczy mnie nie obchodzi. Wszystkie moje marzenia, które dosłownie jeszcze dwa lata temu iskrzyły się we mnie, wszystkie wyobrażenia o tym, kim jestem, kim będę i czym się będę zajmował - to wszystko bezpowrotnie zginęło, zniknęło... zostało odesłane z tego świata i już nigdy, ale to nigdy nie wróci. Teraz mogę odważnie stwierdzić, iż cała siła życia, wszystkie marzenia, pragnienia mnie opuściły i nigdy, ale to nigdy nie odzyskam w sobie tej napędzającej do przodu iskierki. Nigdzie nie odnajduję szczęścia, nigdzie.

Próbowałem wielu rzeczy, ale nic nie dawało mi satysfakcji, w niczym nie mogłem odnaleźć samego siebie. Szczęścia nie ma, a nawet jeżeli jest, to tak zwani optymiści, którzy cieszą ryja z każdej rzeczy i na okrągło pieprzą, że życie jest takie cudowne i kolorowe zabierają całe to szczęście. Przyciągają je do siebie i pod żadnym pozorem nie chcą oddać, bo wiedzą jak cenne ono jest. Co na to wszystko wpływa? Co jest powodem mojej długotrwałej depresji i tego, iż boję się przyznać przed światem, że chciałbym go opuścić, bo nie widzę dla siebie żadnej drogi? Czy gdybym znalazł kochającą dziewczynę, z którą w ułamku wieczności, jakim jest moje życie zaznałbym tej odrobiny drogocennego i upragnionego szczęścia, świat stałby się lepszy? Ja stałbym się lepszym człowiekiem? Absolutnie nie...

Moje zło, moja nienawiść do świata, do ludzi żyjących w tym kraju... skąd się wzięła? Czy chciałbym wszystko, co ciemne, wyplenić? Dlaczego z jednej strony potrafię dopierdolić drugiemu człowiekowi w taki sposób, że poczuje się jeszcze gorzej ode mnie? Jeszcze mniejszy i bardziej bezwartościowy... Czy właśnie po to, aby dowartościować samego siebie? Dlaczego z drugiej strony otwieram nocą okno i widzę pochmurne niebo, padające z wolna płatki śniegu i czuję, czuję wiatr na mojej twarzy, dlaczego wtedy mam uczucie idealnego piękna, spokoju i jednolitej harmonii wszystkiego, co istnieje we wszechświecie? Dlaczego nie mogę być prostakiem i chamem, nie widzącym niczego poza własnymi codziennościami? Dlaczego muszę patrzeć dalej, dlaczego muszę się zastanawiać nad sensem wszystkiego, co dookoła mnie się znajduję? I co z tego mam? Coraz większą niechęć do ludzi, alienację, pogłębiające się poczucie beznadziejności...

Marność, ogarnęła mnie wszechogarniająca marność, przed którą nie jestem w stanie się ukryć. Dekadentyzm... sztuka, piękno, błogość i nieodłączne chamstwo. Aktor na scenie, który zgubił swoją maskę. Och ... kimkolwiek i gdziekolwiek jesteś, dlaczego, dlaczego?


Średnia: 2.1/5 Oceniony 8 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
ghostface9-04-2005 10:35
Czytając ten artykuł moge stwierdzić że mamy wiele wspólnego. Wiek, pisanie no i poczucie bezsensu istnienia. Ostatnio zauważyłem u siebie że chłonność mojego mózgu też już nie jest taka zajebista jak kiedyś. Kilka miesięcy temu dawałem rade pisać rozwalające rymy, które później czytałem z uśmiechem na twarzy. Teraz mam jakiś zastój przedmaturalny. Ani do nauki się nie garne ani do zamiłowań jakimi są twórczość poetycka (że sie tak wyraże) + bity na kompie. Sam już nie wiem do końca co mnie może ucieszyć na stałe. Mam pewne wartości i priorytety ale to się niestety nie do końca przekłada na rzeczywistość.
Przypomina mi się jednak filozofia Schopenhauera, który twierdził że sposobem na uniknięcie cierpienia jest 1)oddanie się sztuce, dzięki której tworzysz piękno i zapominasz o problemach 2)pomoc komuś innemu, gdyż wtedy twoje działanie ma sens, jest utylitarne i z tego możesz czerpać radość.
Jeśli już mowa o cierpieniu, trzeba znaleźć jego sens, a wtedy łatwiej będzie je znosić. Tutaj można podać przykład 2 wybitnych autorytetów jakimi byli Jezus Chrystus i Karol Wojtyła. Oczywiście nie mówie że masz ich naśladować bo to za wysoko podniesiona poprzeczka, ale myśle że normalny, przeciętny człowiek też poddając refleksji swoją kondycje życiową może dojść do pewnych wniosków.
Na koniec polecam lekture: Mądrość Syracha ze Starego Testamentu. Mi osobiście to pomaga jak do tego wracam podczas doła. To uniwersalne wskazówki dzięki którym można poczuć nieco mocy i nabrać sensu życia.

emblotka8-03-2005 00:17
ja bym ci radzila jezeli masz taka mozliwosc poprostu po maturze wyjedz z polski chociaz na jakis czas moze i byc do pracy gdzies na zachod abys mogl zobaczyc zycie z innej perspektywy moze da ci to cos do myslenia,moze ten pomysl wydaje sie byc glupim... ale gdy sie zdecydujesz na cos takiego zobaczysz ze nie byl.

emblotka8-03-2005 00:14
LordBlooder niezgodze sie z toba ze niepowinno sie ogladac na boki bo jak bedziemy tak biec,i poprostu dozyc do jakiegos celu tylko po to aby mniec cel to z czasem zaczniemy sie zastanawiac czy aby celem naszego biegu nie jest to zeby porpostu biec,troche motam ale mysle ze zaczajicie :P poprostu predzej czy pozniej i tak przyjdzie czas refleksji i zaczniemy sie zastanawiac czy aby napewno obralismy wlasciwa droge czy aby napewno to robilismy wszystko zgodnie z sobą,cel w zyciu jest potrzebny ale nie taki aby byl tylko taki do ktorego naprawde sami chcemy dazyc, no i fakt faktem ze bez niego wszystko jest bez sensu.

LordBlooder6-03-2005 22:30
Nowe stulecie dopiero co się rozpoczęło, więc nastroje dekadenckie nie mają tu racji bytu ;) Problemem intelektualistów, ludzi nie żyjących od impry do impry, jest to iż czasem swój czas poświęcają na refleksję nad sobą, co w dalszej kolejności doprowadza ich właśnie do stanu autora arta. Recepta na reaktywację silnika biologicznego? Obrać cel osiągnąć go, obrać następny osiągnąć go itd. a w tzw. międzyczasie nie należy spoglądać na boki tylko brnąć trzeba przed siebie. To jest metoda na "uleczenie", ale raczej nie na godne życie...

kruchy6-03-2005 11:23
Też ogarneła mnie marność nad marnościami. Moim zdaniem chyba nie trzeba zmieniać swojego życia diametralnie. Tak jak dekadentyści trzeba poszukać swojej nirwany, trzeba znaleźdz jakiś haczyk i trzymać się go moco, nawet taki najmniejszy... ale to tylko moje przypuszczenia.

UnrepeatablE6-03-2005 10:55
Potrafisz pisać, spójrz na ten art- to doskonały dowód, podnosisz poziom tekstów!
Wiesz,może kiedy zacznie się wiosna, coś się zmieni? Spotkasz kobietę swojego życia, lub nawet przejściową miłość, a to napewno doda Ci skrzydeł. Nie nastawiaj się tak negatywnie, nigdy nie mów nigdy!!!

Anonimek5-03-2005 23:19
Wiesz jestem dokładnie w Twoim wieku <też piszę w tym roku maturę> i miałem dokładnie taki sam problem... Od zawsze uprawiałem sport, aż tu nagle przyszła niechęć do wszystkiego, przestałem trenować, dbać o siebie, uczyć się itp. Ale czułem wewnątrz siebie jakąś iskre która nie dawała mi spokoju. I teraz już wszystko jest ok. Spowrotem zaczelem uprawiac sport <przed matura powinienem sie wiecej uczyc a nie trenowac ale to najmniej ważne>. Wcale nie jest tak że się ciesz jak debil z jakiegos najmniejszego szczegółu czy coś. Po prostu staram się iść przez życie i patrzeć na nie realnie. I wiesz wydaje mi się że u Ciebie też niedługo nastąpi taki przełom jak u mnie. Zobaczysz jeszcze kiedys przyjda lepsze dni.

smutas895-03-2005 20:16
siemka. Chce Ci powiedzieć zebyś sie nie poddawał i zebys nie tracił nadziei. Czasem tak jest ze wszytsko łatwo przychodzi, a czasem tak ze trzeba o to powalczyć. Więc walcz o swoje i sie nie poddawaj a bedzie dobrze :)

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...