Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Beztemacie

Autor: Sulfur
Odsłony: 1059
Data: 19-08-2008

Coś ostatnimi czasy zachwiało moją wewnętrzną równowagą. Zadręczała mnie myśl, że jest jakiś element, który ewidentnie zaburza moją intelektualną i estetyczną harmonię. Co jakiś czas stawało to przed moimi oczami, a ja nieświadom tak prostej zależności, zadręczałem moje myśli coraz dalej posuniętymi domysłami i wyszukanymi procesami analitycznymi.

Jakkolwiek doskonała by nie była moja konstrukcja myślowa w dalszym stadium przetwarzania, brakowało mi już na starcie całego procesu jakiegoś spoiwa o znaczeniu krytycznym, niezbędnego dla powodzenia całego karkołomnego, a co gorsze, bezowocnego zestawiania wszelkich faktów, domysłów i wykreowanych dzięki mieszance nadziei i desperacji poszlak oraz, wzbogacanych coraz większą szczyptą irracjonalności, przesłanek. Każda poświęcana temu chwila tylko zwiększała skalę beznadziejności mojej sytuacji, bo inwestowanie coraz większej liczby minut zamieniało chęć pokonania mojego problemu w wymóg i czyniło ewentualną porażkę jeszcze bardziej dotkliwą i nieakceptowalną.

Częstotliwość przywoływania w myślach prześladującego tematu przyrastała z każdym dniem w tempie geometrycznym, doprowadzając do skrajnego przesilenia, sprowadzającego się do przypisania mu każdego dostępnego punktu na osi czasu. Całości towarzyszyły odczucia ekstremalne – od całkowitej zapaści i zrezygnowania do euforyczno-odurzających stanów świadomości przy każdym przeświadczeniu o bliskości rozwiązania problemu. Z czasem nie dane mi było przeżywać pozytywnych doznań. Początkowa ciekawość i czysta chęć dotarcia do wszelkich zakamarków mojego umysłu, zaczęła przeradzać się w obsesję. Moja wędrówka ciekawskiego odkrywcy wpędziła mnie w pułapkę. Zarówno dalsza podróż, jak i rezygnacja niosły ze sobą dużą dawkę negatywnych konsekwencji. Powoli docierało do mnie, że kolejnemu znalezieniu się na dnie nie będzie towarzyszył dochodzący dźwięk pukania od spodu, a po dotarciu w moich poszukiwaniach nad przepaść, wykonam zapewne duży krok naprzód. Po jakimś czasie stało się już jasne, że znalazłem się w położeniu rozbitka na bezludnej wyspie, któremu pozostaje albo pić słoną morską wodę albo własny mocz...

Gdy poziom wykorzystania możliwości mojego umysłu przekroczył masę krytyczną, musiałem w końcu skapitulować, uznając poziom moich zdolności analitycznych za niesatysfakcjonujący i niewystarczający do wybrnięcia z patowej sytuacji. Wymagało to poszerzenia skali badań poprzez zaangażowanie kolejnych jednostek, których współpraca i zorientowanie na rozwiązanie, być może kluczowej dla mojej przyszłej egzystencji, zagadki, dawało szanse, że z wykorzystaniem efektu synergii uda się osiągnąć zadowalający rezultat. Każdy wygenerowany ciąg myślowy zdawał się przybliżać mnie do ostatecznego rozstrzygnięcia, jednak bywały momenty zwątpienia, które kazały podejrzewać, że całość podąża niewłaściwym torem, a coraz łatwiej dostrzegalne i jaśniejące światełko w tunelu okaże się nadjeżdżającym pociągiem.

Najbardziej zniechęcający był fakt dysponowania ograniczonym materiałem badawczym. Świadomość niepożądanego stanu, który stanowił genezę całych poszukiwań, pozbawiona była bardziej wyszukanych, a wręcz choćby zadowalających argumentów, czy potwierdzonych faktów, co tylko utrudniało uzyskanie odpowiedzi. Dawała o sobie znać jakaś wewnętrzna, podświadoma dysfunkcja, a o całym moim wewnętrznym zamieszaniu musiało decydować prawdopodobnie jakieś drobne, niezauważalne nieuzbrojonym okiem, odchylenie, którego zdiagnozowanie wymagało być może nie tyle wnikliwych analiz, co przypadkowego olśnienia.

Z każdą chwilą docierało do mnie, że należało zignorować moje początkowe odczucie i zdusić je w zarodku. Trudno jednak było oczekiwać, że już w samym zaraniu całego procesu, dokonam jedynej słusznej diagnozy o jego nieracjonalności. Każda kolejna poświęcana temu chwila zwiększała oczekiwania co do końcowego rezultatu, którego atrakcyjność musiała zapewniać odpowiednią rekompensatę i zwrot z zainwestowanego czasu.

Dotarłem w końcu do momentu, w którym musiałem zdecydować się na reanimację mojego stanu psychicznego. Nie kryło się za tym jednak całkowite zaprzestanie poszukiwań odpowiedzi na moje nigdy niezadane pytanie. Uznałem, że dzień przerwy będzie wystarczającym okresem czasu na to, aby zregenerować moje siły i przystąpić ze zwiększoną mocą do ostatecznej batalii z tym insektem, który zatruł moje myśli, działając przy tym z taką przebiegłością i wyrafinowaniem, aby wyniszczać mnie, nie ujawniając się przy tym i rosnąc w siłę z każdą chwilą.

Gdy po dniu przerwy obudziłem się rano gotowy do dalszej pracy, mój umysł zrelaksowany i skrajnie wypoczęty wszedł w stan wyższej sprawności i wydajniejszej pracy. Zwiększył swoje możliwości, włączając do pracy zapomniane i nieużywane dotychczas połacie. W całym chaosie i niespójności przelatujących przed moimi oczami danych, informacji i obrazów, wyłoniły się następujące słowa:

ocknij się wreszcie śmieszny człowieku,
przecież to już normalne w twym wieku,
nie bądź głupi, co tak wciąż szalejesz?
spójrz w lustro, ty po prostu łysiejesz!



Średnia: 3.5/5 Oceniony 6 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Komentarze
agatq12-09-2008 17:22
niczym naukowy tekst napisany przez wybitnego badacza.
[od biedy można to uznać za komplement]

Ciężko się czyta. Tekst pisany niezrozumiałym słowem dla takiego szarego, głupiego człowieka, jak ja.

Wręcz nienaturalnie naszpikowane mądrymi słowami.

Pozdrawiam

Wajper20-08-2008 18:22
Brawo. Uwielbiam tego typu przerosty formy nad trescia, przezabawne!

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...