Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

W poszukiwaniu (bez)sensu

Autor: Sulfur
Odsłony: 1087
Data: 8-02-2010

Zacznijmy od trudnego do podważenia, a zarazem smutnego stwierdzenia: z biologicznego punktu widzenia życie nie ma sensu. Co tu dużo mówić: sprawa jest z góry przegrana. Jakiekolwiek by nie były nasze przekonania i cokolwiek byśmy z naszym życiem nie robili, jedyną, obok podatków, pewną w nim rzeczą jest śmierć. Czy więc z definicji skazani jesteśmy na życiowy bezsens, a jakiekolwiek próby jego negacji uznane mogą zostać co najwyżej za oszukiwanie siebie i próbę wdeptania w ziemię starej i niezmiennej prawdy, która wcześniej czy później i tak odrośnie?

Przyszliśmy na ten świat, choć nikt nie pytał nas o zgodę. Trudno zresztą mieć do kogoś o to pretensje, bo nikt nie miał możliwości poznania naszej woli, zanim zostaliśmy poczęci. To z kolei prowadzi nas do jeszcze bardziej smutnego wniosku, że nie tylko poza naszą mocą pozostaje to, czy umrzemy, ale i to, czy się narodzi(liś)my. Dalsze podążanie tym pesymistycznym tokiem rozumowania pozwala na uświadomienie sobie, że rodzice, wiedząc o nieuchronności śmierci zarówno własnej, jak i niepoczętego jeszcze dziecka, zadecydowali o przyjściu na świat nowego człowieka, dla którego z góry nieuniknione były nieświadomość i ubezwłasnowolnienie w narodzinach oraz śmierć. W pewnym sensie każdy z nas może więc decydować, mając wpływ na fakt powstania życia i zaistnienia śmierci... tyle że nie w przypadku samego siebie.

Taki tok rozumowania może sugerować, że w naszym życiu nie tyle jest kluczowe, jak je przeżyjemy, ale czy zdecydujemy się zaryzykować i przyczynić się do narodzin nowego człowieka, którego życie, jak już to zostało wspomniane, z biologicznego punktu widzenia również pozbawione będzie sensu (bo czy jest nim zrodzenie kolejnego potomstwa, które też umrze, przyczyniając się zapewne wcześniej do zrodzenia kolejnego potomstwa?... które też umrze).

Skoro już jednak jesteśmy w tym położeniu o ograniczonym polu manewru w odniesieniu do naszego własnego życia, czy jest możliwe znalezienie odpowiedzi na pytanie o jego sens i czy ewentualnie to, co nim nazywamy, tak naprawdę nim nie jest, stanowiąc jednak mimo wszystko motor napędowy i uzasadnienie do podejmowanych działań, a zatem... mając sens? Tego typu pytania rodzą z kolei następne: czy zadawanie sobie takich pytań ma w ogóle sens? Można odnieść wrażenie, że trudno by było poszukiwać w odpowiedziach elementów optymistycznych - w najlepszym razie byłyby raczej neutralne, a być może doprowadziłyby do bardzo nieciekawych, acz słusznych wniosków.

Czy zatem lepiej porzucić pytania o sens, nie zastanawiać się zbytnio nad tym co, kiedy i jak powinniśmy zrobić, skupiając się jedynie na maksymalizowaniu odczuwanego przez siebie szczęścia i czasu jego trwania (w sytuacji idealnej dla świata do naszego szczęścia potrzebne jest nam także szczęście innych osób)? Czy w ogóle warto mocniej zastanawiać się nad przyszłością i skupiać na tym, aby było nam w niej dobrze? Może to przecież doprowadzić do tego, że przegra się teraźniejszość, a nawet doskonałe plany na przyszłość okażą się nagle niemożliwe do zrealizowania. W rezultacie zarówno minione, być może najlepsze, lata życia zostaną w mniejszym lub większym stopniu zmarnowane, a dalsza egzystencja może się wydać okraszona tylko ciemnymi barwami i taka też będzie. A więc co? Carpe diem? „Żyj, jakbyś miał umierać jutro, planuj, jakbyś miał żyć wiecznie”? Może i brzmi efektownie, ale czy jest wykonalne i czy... no właśnie... ma sens? A może faktycznie lepiej przestać sobie zadawać tego typu pytania, nie tracić czasu na poszukiwanie na nie odpowiedzi, na pisanie tego typu tekstów i na ich czytanie? Nie patrzeć w przyszłość, powiedzieć sobie, że jutro nie istnieje, odejść od monitora, wyjść na dwór choćby i teraz i ponownie zasmakować dziecięcej radości z leżącego dookoła śniegu? No tak, ale czy to w ogóle jest możliwe? Czy z biegiem lat beznadzieja nie opanuje naszego życia, dzieciństwo szybko się skończy, to, co sprawiało kiedyś radość, będzie wywoływało tylko uśmiech politowania lub w najlepszym razie przywoła miłe wspomnienia, których niestety nie można przeżyć ponownie w ten sam sposób, a dorosłość, która wydawała się niekiedy taka pociągająca, po głębszym przyjrzeniu i zdrapaniu wierzchniej warstwy okaże się skrywać prawdziwe problemy, o których istnieniu nie miało się pojęcia albo nie przyjmowało do wiadomości, skupiając na czerpaniu radości z lat wczesnej młodości?

Czy zatem będzie już tylko gorzej? Czy biologiczny bezsens życia przesiąknie też życie codzienne, rzeczywiste, nie mające nic wspólnego z teoretyzowaniem pesymisty? Z każdą upływającą sekundą śmierć jest coraz bliżej. Jest coraz mniej czasu, żeby udowodnić sobie i żeby zostać przez innych uświadomionym i wyprowadzonym z błędu, że o ile odpowiednio operując faktami i przedstawiając prawdę w sposób selektywny, można przedstawić życie w ciemnych barwach, o tyle odpowiednie poruszanie się w rzeczywistym świecie pozwala na osiągnięcie szczęścia, znalezienie sensu w innym wymiarze i przytłumienie faktu, że cokolwiek byśmy nie zrobili podczas naszego pobytu na ziemi, ostatecznie i tak nasze ciało stanie się jej częścią, a ci, którzy będą po nas płakać, wcześniej czy później też podzielą nasz los, być może pozostawiając po sobie potomstwo, które oczywiście też podzieli ich i nasz los. Błędne koło bezsensownego życia (a może bezsensowne koło błędnego życia?) będzie trwać, doprowadzając niejednego do ostatecznego wniosku, że może jedynym sensownym scenariuszem, jaki może spotkać rasę ludzką, jest jej wyginięcie...

Temat życia i jego sensu roztrząsany jest nieustannie i być może w dużej mierze bezcelowo. O ile więc prawdą jest, że „myślę, więc jestem”, o tyle dla własnego dobra może warto przyswoić sobie również: nie myślę za dużo, więc jestem... szczęśliwy?

„Życie to jedyna gra, której celem jest samo poznanie reguł”


Średnia: 3.7/5 Oceniony 13 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
Mag1618-05-2010 18:39
Dla mnie życie ma sens tylko wtedy, kiedy poświęcamy się dla innych, kiedy dobro innych staje się dla nas ważniejsze niż dobro nasze. Poza tym czym by było życie bez miłości, a miłość jest sama w sobie sensem naszego życia.

inna048-02-2010 22:54
Jak zaczęłam sobie zadawać pytania typu czy to ma sens, czy tamto ma sens to uznałam, że nic nie ma sensu.A odnalezienie tego sensu jest trudniejsze niż go porzucenie.Więc chyba lepiej nie zadawać sobie takich pytań, bo od tego krótka droga do beznadziei itede.


Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...