Żyła sobie kiedyś dziewczyna, a właściwie to już kobieta, chociaż była jeszcze dziewicą. Była ona w sumie zwykła, ale okazało się, że to tylko pozory. W jej głowie działo się coś niedobrego. Na pozór była nawet spoko, może trochę dziwna, nie przez wszystkich lubiana, ale była przyzwyczajona do tego, bo sama siebie nie umiała i nie mogła zaakceptować. Będą jeszcze młodą dziewczynka, w zasadzie była dzieckiem - nie miała problemów, albo nie potrafiła, bądź nie chciała ich dostrzec.
Zaczęło się to, gdy miała zaledwie 8 lat. To nie jest ani dużo, ani mało. Są tacy, którzy w wieku 8 lat żyli sobie beztrosko, bez problemów, ale znajdą się również tacy, którzy przeżyli piekło. Sama dokładnie nie wiedziała dlaczego tak jest, dlaczego to się wydarzyło, dlaczego właśnie w jej rodzinie?! Początkowo obwiniała o to swojego ojca, ale z biegiem czasu zaczęła patrzeć na to zdarzenie z innej perspektywy. Już wtedy znienawidziła ICH - swoich starych, przez nią. To była ona, kochanka ojca. Wszystko było jej winą. Byłą dziwką. Dziewczyna szybko zaczęła zauważać zło, które czaiło się wokół niej. To zdarzenie zmieniło całe jej życie. Odbiło się na jej psychice.
Zaczynało się od małych kłótni, kończyło się na "wojnie". trzaskanie drzwiami, talerzami i w ogóle wszystkich co znajdywało się w danym momencie pod ICH ręką. To stawało się być czymś normalnych w jej nienormalnym domu. Później było coraz gorzej. jej ojciec zaczął bić jej matkę, ale mimo wszystko byli razem. Było czasami dobrze, udawali szczęśliwą rodzinkę, ale w jej głowie pojawiały się obrazy wspomnień tych wszystkich kłótni. Już wtedy chciała się targnąć na swoje życie. Bała się, więc tego nie zrobiła. Z biegiem czasu awantury były już codziennością, ale to już nie między jej starymi- to ona miała wieczne konflikty z matką. Nie wiedzieć czemu to z ojcem miała lepszy kontakt, a przecież to dzięki jego skokowi w bok miała zmarnowane życie, nienawidziła.
Skończyła podstawówkę z przyzwoitą średnią- nagroda, pasek , wszystko super, ale jej było coraz gorzej. Ona sama była coraz gorsza. Pierwsze próby alkoholu, papierosów...lubiła to, podobało się jej. Była bardzo wulgarna jak na swój wiek, ale nie oskarżała o to ICH. A tak naprawdę to z dnia na dzień była gorsza i gorsza.
Później nastąpił kolejny etap jej życia. Poszła do gimnazjum. to już katastrofa. zaczęła buntować się na nauczycieli, pyskowała im, chodziła notorycznie na wagary, paliła dość często i przyszła pierwszy raz w swoim nędznym życiu pijana do domu. Zabronili jej zadawać się z jej kumpelami bo byli przekonani, że to coś da, ale dziewczyna stawała się taka jak ONI. Marnie skończyła gimnazjum, ale skończyła i cudem dostała się do liceum. Kończąc szkołę miała nowe obrazy w pamięci jak jej ojciec uderzył ją dwa razy w twarz i jak katował jej matkę. Już wtedy nikt jej nie cierpiał. Cała rodzina miała jej dość. Babcia nie mogła wytrzymać z nią przez miesiąc wakacji. Dziewczyna się zakochała, ale babcia nie umiała tego zaakceptować, twierdząc że to za wcześnie na uczucie. A ona żyła tą miłością, była szczęśliwa jak nigdy. Mimo tego szczęścia, zakazy babci nasilały jej złość. Cięła się bo to jej pomagało, koiło jej ból. W ten sposób chciała zwrócić na siebie ICH uwagę, ale te 3 szramy , nie zostały przez nikogo zauważone. Brała też tabletki, ale nigdy nie wzięła takiej ilości, żeby przedawkować, a tak o tym marzyła, chciała żeby zauważyli, że sobie ze sobą nie radzi.
Miała grono przyjaciół, znajomych, którzy lubili ją a nawet kochali. Nie wierzyła w to. Miała wrażenie, że gdyby jej nie było nikt by nawet nie zauważył. Znajomi zadawali się z nią tylko z litości, przynajmniej dziewczyna tak sobie to tłumaczyła. Często trafiała na ludzi, którzy jak się okazywało wykorzystali jej naiwność. Wiele razy tak było, ale nie wiedzieć czemu, nie uczyła się na swoich błędach.
Mimo, iż była nieszczęśliwa miała też marzenia. Ale to tylko marzenia, które zapewne się nie spełnią, ponieważ miała słomiany zapał, a poza tym miała też zbyt wygórowane ambicje, którym nie umiała sprostać. Milion pomysłów na sekundę, których nigdy nie zrealizowała albo nie doprowadziła do końca, do ostatecznego rozwiązania. W połowie drogi traciła nadzieję, pewność siebie, załamywała się, ale to było zasługą jej matki, która ją szmaciła i wyzywała. Jej matka dużo piła, bez względu na dzień czy godzinę. Piła od rana wiedząc, że musi iść na noc do pracy.
Dziewczyna nie cierpiała swojego życia, nie umiała zaakceptować siebie. Była tłusta jak świnia i brzydka jak noc- nie obrażając nocy. Nie miała rodzeństwa, a jej starzy nie pozwolili jej nawet mieć rybki w pokoju. Czuła się jak wyrzutek społeczeństwa. Przeżywała częste załamania psychiczne z różnych powodów.
Co jej pozostało? Żyć dalej- życiem pełnym nienawiści, a może postarać się zmienić, być kimś innym- co może być dla niej naprawdę bardzo trudne. Sądzę, że ona wybierze prostszą drogę i będzie coraz gorsze, twierdząc, że w ten sposób otworzy IM wszystkim oczy. To będzie jej wołanie o pomoc. Wołanie o pomoc do ludzi, których kocha i na których jej zależy. To będzie jej KRZYK - PROŚBA O ZAUWAŻENIE...
|