| Historia mojego życia |
|
Autor: looser1993
Odsłony: 964
Data: 25-02-2010
|
|
|
|
|
Mam 16 lat. Chcę przedstawić historię mojego życia i podnieść na duchu wszystkich tych, którzy wątpią, że może ich spotkać coś dobrego.
Jestem Polakiem z Romskimi korzeniami, czyli mam trochę ciemniejsza karnację. Miałem przez to przesraną całą podstawówkę. Wszyscy wołali do mnie "czarnuchu", "brudasie". Do tego miałem ojca alkoholika. Co prawda nigdy mnie nie uderzył ale codziennie kłócił się z mamą. Nie było dnia bez awantury. Gdy miałem 10-11 lat zaczęły się wyzwiska w moim kierunku typu "ch**u", "debilu" a najgorsze było, gdy mi powiedział, że nie ma syna tylko szmatę. Wtedy jeszcze przynajmniej jak był trzeźwy to był sobą. W tym czasie domu było jak w raju zabierał mnie i mamę do kina, mogłem z nim porozmawiać o wszystkim. Były takie dwa miesiące. Wtedy myślałem, że już tak zostanie. Lecz się myliłem. Znowu zaczął pić. Już naprawdę niedużo brakowało, a bym go uderzył. Powstrzymywała mnie matka. Powoli siadała mu wątroba. Zmienił się, nawet, gdy był trzeźwy nie dało się z nim wytrzymać, czepiał się o wszystko.
Gdy poszedłem do gimnazjum w szkole zaczęło się układać. Wszyscy mnie w końcu zaakceptowali. W połowie mojej pierwszej klasy gimnazjum ojciec zmarł. Mało płakałem, chciałem być twardy dla mamy. Miałem wielki żal do ojca, że pił i na dodatek nas zostawił. Pomimo wszystko bardzo go kochałem. Na pogrzebie nie uroniłem ani jednej łzy. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego reszta rodziny aż tak rozpacza. Uważali go za wspaniałego człowieka, lecz naprawdę aż taki święty nie był. Nie rozmawiałem z nikim o tym, jak się czuję, jak jest mi ciężko. Uznałem, że to mi nie pomoże. Obiecałem sobie wtedy, że już nigdy nie zapłaczę i na razie dotrzymuje tej przysięgi.
Ledwo zdążyłem się pozbierać, umarł dziadzio. Osoba, która była mi bliższa nawet niż ojciec. Ze śmiercią dziadzia pogodziłem się bardzo szybko. Paradoksalnie było mi łatwiej niż po stracie ojca. Może przyzwyczaiłem się do tego ze moi bliscy odchodzą?
Do tego, w międzyczasie przytrafiła mi się nieszczęśliwa miłość, która dalej trwa już prawie 3 lata. Ja i mój przyjaciel zakochaliśmy się w jednej dziewczynie. Gdy zobaczyłem ile dla niego znaczy, usunąłem się w cień. Mało tego, nawet namawiałem ją by z nim była. Udało mi się. Gdy zerwali pomyślałem, że teraz mam szanse. Po 6 miesiącach, kiedy już naprawdę było blisko, byśmy byli razem, zobaczyłem, że on dalej ja mocno kocha. Szlochał do mnie, że bardzo chce do niej wrócić.
I znowu musiałem zejść na drugi plan.
Teraz już pogodziłem się z odejściem moich bliskich. Powoli o niej zapominam i żyję sobie szczęśliwie. Dalej dobrze się uczę, gram w kosza i w piłkę. Napisałem to dla ludzi, którzy myślą, że są najbardziej zranieni przez życie. Zawsze jest ktoś, kto cierpi bardziej od nas. Nie można się nad sobą rozczulać, trzeba żyć dalej z uśmiechem na twarzy.
|
Średnia: 4.6/5 Oceniony 33 raz(y). |