Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Chemiczne aspekty miłości

Autor: Nieznany
Odsłony: 8649
Data: 4-10-2004

"Trzeba było żyć w dwudziestym wieku, by nam uświadomiono, że miłość, która przez wieki była natchnieniem artystów i poetów, przedmiotem westchnień i wspomnień, to tylko działanie odpowiednich hormonów. Naukowcy odkryli, że gdy człowiek jest zakochany, gdy czuje, że go porywa, że gotów jest wzbić się w górę, to dlatego, ze go zalewa - niby powódź - substancja chemiczna, zwana fenyloetyloaminą. Dzieje się tak pod wpływem spojrzenia wybranki, gestu, a nawet wyobrażenia sobie, że oto stoi przed nami przedmiot westchnień. To ta substancja może wywołać przyspieszone bicie serca, brak tchu, ściskanie w dołku, czyli najzupełniej fizyczne, objawy zakochania. Miłość przypomina stres, ponieważ wywołuje podobne reakcje chemiczne. Nie jest to jednak stres niszczący, ale pozytywny bodziec, dzięki któremu oczy błyszczą, cera się wygładza, a umysł wyostrza. W takich momentach przybywa nam sił witalnych i jesteśmy skłonni góry przenosić. Wszystko nam się udaje, wszystkiego się chce. Na świat patrzymy przez różowe okulary, nie tylko na obiekt westchnień. Takie stany opisują poeci. Naukowcy stwierdzili jednak, że euforia, która ogarnia zakochanych jest skutkiem przepływających przez ich organizmy takich substancji, jak dopamina czy norephetamina. Są to podobno "cioteczne siostrzyczki" amfetaminy. To one sprawiają, że czujemy się jak na rauszu. To właśnie te substancje są odpowiedzialne za to, że człowiek zakochany żyje w pewnym oszołomieniu, nie czuje głodu ani zmęczenia, jest bardzo aktywny fizycznie i psychicznie, gotowy do poświęceń, do walki o ukochaną, do realizacji marzeń o wspólnym szczęściu i do popełnienia każdego szaleństwa. Niestety, miłosne uniesienia przemijają, ponieważ na wydzielającą się fenyloetyloaminę można się uodpornić, a po upływie 2-3 lat organizm nie jest w stanie wyprodukować jej więcej i więcej, by zapewnić człowiekowi stan ciągłego zakochania. Oznacza to koniec namiętności, koniec szaleństwa i koniec wielkiej miłości. W Ameryce przeprowadzono badania, z których wynika, że po tych właśnie 2 - 3 latach rozpada się wiele związków. Te, które przetrwały, mają duże szansę na trwałe małżeństwo do końca życia. Dlaczego ? Bo podobno nasz organizm wytwarza potem morfinopodobną substancję, pod wpływem stałej obecności partnera. Jest to endorfina. Jaki ten nasz organizm jest mądry. Po tej fenyloszaleńczej substancji, która nas oszałamia, zsyła dobrotliwą endorfinę, dzięki której wystarcza obecność partnera, byśmy się czuli szczęśliwi, bezpieczni i byli dla siebie życzliwi. Ale żeby nie liczyć na zupełną sielankę, to trzeba wiedzieć, że każdy organizm ma swój własny próg wydzielania endorfiny. Jeśli u obojga małżonków jest on podobny, to ich szczęście. Oboje jednakowo są sobą zainteresowani, mimo upływu lat i obojgu jest w tym związku bardzo dobrze. Jeśli te progi są inne, to jeden z małżonków może być zadowolony, a drugiemu jest w małżeństwie coraz gorzej. No i dochodzi do rozwodu. Jeśli ci naukowcy tacy mądrzy, to może by im się udało wyprodukować coś w rodzaju lubczyka w tabletce. Już nie mówiąc, żeby to była tabletka, pod wpływem której człowiek poczuje się znowu zakochany jak nastolatek, niech już będzie ta endorfina, co przynosi spokój i zapobiega rozwodom. Każdy dziś zakochany będzie czytał o tym rozkładaniu miłości na czynniki pierwsze z mieszanymi uczuciami. Wolelibyśmy aby nasze sercowe przeżycia, pozostały tajemnicą, żeby w odniesieniu do naszych przeżyć - dla każdego przecież jedynych i niepowtarzalnych - nie działały wspólne dla wszystkich mechanizmy.
Tak się zamyśliłam nad tym wszystkim. Naukowcy odkryli te prawdy dopiero niedawno, a nasze prababki znały je "od zawsze". Przypominam sobie, że moja babcia zwykła mawiać : "Jak się nie ożeni w parę miesięcy, to nic z tego nie będzie". No i nie było. Zdradzanym żonom radziła: poczekaj - przejdzie mu. I przechodziło. Myślę jednak, że największego sekretu naszych serc żaden naukowiec nie odkryje: dlaczego reaguje ono gwałtownie na widok tej, a nie innej osoby."


Średnia: 3.5/5 Oceniony 17 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
Marcin9752-12-2008 22:56
Olej go i juz ;] Nie jest Ciebie wart ;)

paniusia132-10-2008 18:48
siemankooo ;))
mam problem pomocy!!!
wogóle poznałam ostatnio takiego jednego goście był zaje*****y
pytał mi sie o chodzenie 3 razy. zawsze odmawiałam bo cos mnie do tego zmusiło. gdy on wyjechał na wakcje swirował do mnie inny gosciu. oczywiscie sie o tym dowiedział. I od tego mometu sie zaczelismy kucic. po jakims czasie wszystko sie poukładało. ale i tak jest wszystko inaczej nisz na poczatku było on teraz chce zbudzic we mnie zazdrosc...jak jestesmy sam na sam to jest słodki czuły i wogóle a jak przychodzi jakas dziewczyna to od razu sie do niej przytula i wogóle jest to dla mnie strasznym bulem. teraz bardzo zaluje ze mu zawsze odmawialam ale nie mialam wyjscia. on dokladnie wie ze mnie rani.
co mam zrobic??? prosze pomuszcie

Miltado1-10-2007 13:08
Jak ktoś to ładnie zobrazował pewnym wzorkiem:

A>B>C>D>E...>Z.

"A"- kocha "B", "B" nie kocha "A", tylko "C" itd. aż do "Z".

W tym łańcuszku jest altruistyczne "A" które kocha wszystkich... a samo nie jest kochane...

Jest również "Z", która kochają wszyscy, natomiast "Z" ma wszystkich gdzieś...

Podobno we wzorku wektory mogą się odwrócić (np. A><B) ale nie udowodniono :P

patulina6-08-2007 20:56
poznałam pewnego chłopaka, fajnie nam sie gadało, to on mnie poderwał, ale jakos tak wyszło, ze nie wymienilismy sie numerami ani niczym, wlasciwie nie wiem dlaczego, chyba obydwoje bylismy lekko zestresowani, teraz tego załuje...bardzo za nim tesknie i chcialabym go odnalezc, wiem tylko jak sie nazywa i mieszka w wawie...nie wiem co mam zrobic...umieram

Buziaczek1319-07-2007 23:11
Ja kiedyś bardzo mocno się zakocahłam ale doznałam wielkiego rozczarowania.Zostałam zraniona.Zastanawiam się czy istnije jeszcze miłość w moim życiu.Wiem że to głupio brzmi w ustach takiej młodej dziewczyny jak ja.

syrahion18-07-2007 13:06
Po co badania naukowe :) Ludzie od zawsze sie Kochali :PP

asiuleczek12-07-2007 23:19
Kiedyś poczułam chemię i to bardzo silną niestety nic z tego nie wyszlo a ja sie zastanawiam czy jeszcze kiedyś go spotkam ale to raczej malo realna wizja.

Rafael Nadal21-06-2007 11:22
I jak tu nie mówić do ukochanej: "moja ty Endorfinko!" :) więc big kiss dla mojej Endorfinki, Agi M.

Ps. Precz z doktrynami.

vep23-02-2007 13:39
unknow 02

mdma to nie amfetamina tylko extaza....

"Jeśli ci naukowcy tacy mądrzy, to może by im się udało wyprodukować coś w rodzaju lubczyka w tabletce"

odkryli :):)

do mdma chcac nie chcac kazdy moze miec dostep...

... czyli jesli po tych 2-3 latach przestanie sie kochac.... hmmm

nie pozostaje nic innego jak np siegac po mdma... mogliby przepisywac na recepte jako lek na brak milosci....

... i na to wychodzi ze uzaleznienie od kokainy nie trwa dluzej niz 2-3 lata poniewaz kokaina tylko poteguje dzialanie milosci... chyba ze ludzie dalej sa od niej uzaleznieni poprzez dzialanie koki na cos innego niz milosc...

MIchal.xx21-11-2006 16:12
Bardzo ciekawa mysl hmm chemi zle mi sie to kojazy (mole, paly i poprawki) ale miłosc, no coz xD zastanawia mnie tylko fakt za milosc zaczela byc popularna w okresie romantycznosci predzej pary glownie dobieraly sie w kategoriach finansowych i spolecznych. Czy to kwesta ewolucji? czy moze ludziek iedys radzili sobie bez tego?

KINGA23071-09-2006 15:47
vubuSia jesteś boska a raczej twój komentarz...zapamiętam to...

Kordi893-08-2006 08:15
Nasi kochani naukowcy i profesorowie zapomnieli chyba o najważniejszym.... o przeznaczeniu tego żadna chemia już nie wyjaśni ;)

bubuSia31-07-2006 19:49
Świetny teks;d Z pozoru nie romantycnzy.. ale to tak ladnie powiedziec komus...... Tylko Twoje składniki mogą połączyć się z moimi i stworzyć trwałą substancje:D

hehe pozdrawiam;)


balagan3-01-2006 22:40
WicioP podsumowanie mozna okreslic jednym slowem: zaj.... pozwol ze zacytuje cie kiedys tam :)

WicioP30-12-2005 03:59
W sumie nie tak niedawno naukowcy to odkryli. Ja słyszałem to od dawna i przyznam, że ta racjonalna koncepcja miłości bardzo mi odpowada.

Słyszałem wiele opini wzburzenia po tych śmiałych teoriach (blirzej mi nieokreslonych) naukowców lecz rzadne oparte na logicznym mysleniu.

Dobrze, że na nastolatku młodych ludzi to przekonuje :). Bo co tu dużo mówić... to prawda, miłośc to proces chemiczny. Przewidywalny i ewolucyjnie opłacalny. A my, jak każdy zwierzaczek jesteśmy na ten i inne chemiczne procesy podatni.

Samowola to fikcja ;-). Wytwór słabego intelektu ignorującego fakty.

Fox.3886.12-08-2005 22:08
z reguly komentarz pisze sie po przeczytaniu tekstu :P jednak ja po przeczytanu kilku linijek chyba tego nie przeczytam, bo czasem lepiej nie znac prawdy, ze "stan uniesienia minie" :P nie przezylem jeszcze takiej powaznej milosci, wiec wole zyc w blogiej nieswiadomosci...;)

chadaa-155-08-2005 17:28
balagan przyznaje Ci racje!;/

love0126-07-2005 08:47
Smutno mi dowiadując się że stan "uniesienia" minie.. niedawno się zakochałam i mam nadzieję że cosik z tego wyjdzie...

balagan14-05-2005 21:47
Heh i po raz kolejny ludzkie problemy, dramaty, przezycia sens zycia i szczescia staja sie niczym gdy spoglada sie na nasze zycie jak na egzystencje intelignetniejszej malpy. ja w takich chwilach mysle po co to wszystko... jestesmy zwyklymi zwierzetami... z racji tego ze nasz mozg jest wiekszy stworzylismy sobie wiare... a milosc? czysta chemia... po co to? po co ja mam zyc skoro przebrne przez to ciag zlych wyborow i klamstw i nie ma nic dalej!? Co z tego ze sie zabawie ze bede kims! Jak umre i nic nei bedzie to co mnie obchodzi co kto o mnei mysli i co po sobie zostawie? No bo przeciez jestesmy zwierzetami i nie mamy duszy i zycia posmiertnego skoro naszym organizmem i decyzjami steruja chemiczne procesy a nie zadna dusza... sam nei wiem... :( czy ktos mi odpowie na to pytanie? sam mam swoja idee ale czasem w nia powatpiewam. :/

falkasia2-05-2005 18:02
extra!! :D

Nieznany1-05-2005 12:39
.


unknow0226-03-2005 22:29
słowo "podobno" jest tu chyba pojęciem względnym, albo autor tekstu jest znakomitym chemikiem :) pozdro

megan180426-03-2005 17:01
unknow02->>>> DOBRE!!!:):)

unknow0221-03-2005 15:53
"dopamina czy norephetamina. Są to podobno "cioteczne siostrzyczki" amfetaminy", chyba ktoś chciał powiedzieć MDMA ale mu nie wyszło

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...