Jestem nicością. Chcę być nicością. Nie można mnie zabić...
*
W pewnym momencie życie przestało mi się wydawać fajne. Stałem się strasznie sceptyczny w patrzeniu na świat i jego dobro, które w ogóle przestałem dostrzegać. Coraz częściej przebywałem sam na sam z nią - z samotnością, aż do tego stopnia, że ją pokochałem. Była kimś więcej niż złudzeniem jednego z głupich polskich nastolatków - była przyjaciółką, najprawdziwszą z prawdziwych, była towarzyszką rozmów. Stawałem się częścią jej i wzajemnie. W końcu stałem się samotnikiem, realistą i sceptykiem z wyboru, kochającym do szaleństwa kobietę, z którą być już nie mogłem i samotność, uwielbioną ponad wszystko towarzyszkę rozmów.
Wiedziała, że jestem słaby, że gubię się pośród czterech ścian mojego pokoju, błądząc myślami w odległych czasach, miejscach i po odległych twarzach ludzi. Błądził mój wzrok, kodując na pamięć mapę mojego pokoju - mojego emocjonalnego więzienia. W jednej z rozmów, gdy straciłem już wiarę w ludzkość i stwierdziłem, że nie kocham już i wyzbyłem się umiejętności kochania, odparła: - „Prawdziwie wielką ułomnością jest niezdolność kochania.” Dla mnie było to jednoznaczne. Muszę odejść, odebrać sobie życie i znaleźć się zupełnie gdzie indziej.
*
Usłyszałem tylko cichy szept męskiego głosu, który brzmiał tak przyjemnie, jak struny harfy, pociągane przez piękną dłoń kobiecą. Głos zdawał się szeptać: - Po co przyszedłeś? Bałem się, choć w głosie mężczyzny nie było zła. Nie było nawet samotności,którą tak ukochałem. To był Bóg, który martwiąc się o mnie, starał się pokazać mi wszystko z dobrej strony. - Popatrz, w świecie nie dzieje się nic bez przyczyny. Wszystko ma pewną wagę i pewną wartość w waszym... w naszym życiu. Synku, po co ci samobójstwo, wezwałem cię, gdyż martwię się. Wiesz, czemu tu jesteś? Bo sam tego chciałeś. Są dwa wyjścia - albo zostaniesz tutaj, w Raju i będziesz żył wiecznie, i szczęśliwie, ale zostawisz niedokończone sprawy i ludzi, którzy w ciebie wierzą i dla których jesteś kimś więcej niż tylko zwykłym człowiekiem, albo wrócisz tam i pokażesz, jak możesz kochać i jak powinieneś kochać. Ona cię kocha, wiesz o tym dobrze. Wasze drogi rozeszły się, bo sami tego chcieliście. Czemu mnie za to obwiniałeś? Idź tam i przestaw tory waszej wykolejonej miłości na wspólne tory. Idź i pokaż, jak ci zależy. Wyjdź z pokoju, odrzuć samotność, którą za nadto uwielbiłeś i która doprowadziła cię tutaj. Wracaj... - Tato, pokaż mi się, gdzie jesteś. Przytul mnie. - Zobaczysz mnie i przytulisz w swoim czasie. Czuwaj, bo nie znasz dnia ani godziny.
*
Myśli kołatały się we mnie, jak karpie w hodowlanym stawie w grudniu. Patrzyła na mnie tak, jak wtedy. Jej oczy przypominały dwa wielkie rubiny świecące w blasku promieni słonecznych, odbijających się od ich wypolerowanej przestrzeni .Usta jakby chciały coś powiedzieć, ale bały się szeptać. Patrzeliśmy sobie w oczy, nie mówiąc nic i muskając się delikatnie ustami, jakbyśmy bali się sami siebie. Już chciałem wydusić to z siebie, ale… Umarłem...
Sami zabiliśmy w sobie wszystko, co było tak piękne. Sami. Nikt nam w tym nie pomógł.
Smutne...też sie pogubiłam i nie umiem znaleźć odpowiedniej drogi... Mam ochtę zrobic to o czym piszesz na początku...zabić się... ale muszę uwierzyć w siebie i Ty też uwierz... :(:(:(
mam bardzo podobna sytuacje..nie wiem co mam robic,przyzwyczailam sie do tego ze jestem ta"druga" ta do ktorej sie idzie jak sie nie ma co robic..ta nie kochana..inna..mam nadzieje ze znajdzie sie ktos kto poda mi pomocna dlon i wyciagnie z tego dolka.. ze znajdzie sie ktos kto pokocha mnie taka jaka jestem..pozdrawiam
Dodaj komentarz
Komentarze
ale przejmujące;(