Jakieś półtora roku temu byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Byłeś Ty i byłam ja. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, byliśmy tylko dla siebie. Poznawaliśmy się na nowo, myślałam, że wiem o Tobie wszystko, ale niestety chyba nie. Czas z Tobą był najcudowniejszy, gra w kręgle, spacery w parku - to tam było nasze miejsce, tam się pierwszy raz pocałowaliśmy, była beznadziejna pogoda, padało, a my mieliśmy wodę w butach. Uwielbiałam oglądać z Tobą filmy, prawie żadnego nie obejrzeliśmy do końca. Twój uśmiech sprawiał, że najgorsze chwile już nie były takie beznadziejne, zawsze potrafiłeś mnie rozweselić. Razem spędziliśmy dwa tygodnie wakacji na Majorce, byliśmy tylko my, nie musieliśmy się sobą dzielić z nikim innym. Nasze spacery nocą po plaży, chodzenie do dyskotek, planowanie wydatków i tego jak spędzimy kolejny dzień. Każdego wieczora zasypiałam w Twoich ramionach. Mówiłeś, że chcesz spędzić ze mną resztę życia, wierzyłam Ci. Ale po wakacjach, kiedy poszedłeś do liceum i wróciłeś do szkoły tańca, zmieniłeś się, nie miałeś już tyle czasu, ale starałam się być wyrozumiała, wspierałam Cię, bo wiedziałam, że Tobie też jest ciężko się odnaleźć w tym wszystkim. Już nie widywaliśmy się codziennie. Na początku miałeś jeszcze czas, żeby dwa razy w tygodniu odprowadzać mnie na zajęcia, potem nagle Ci i tej jakże krótkiej chwili dla mnie zabrakło, było kiepsko. Był moment, kiedy zastanawiałam się czy to ma sens, ale bardzo Cię kochałam i wiedziałam, że damy radę. Pojawiły się problemy, moi rodzice się kłócili, a ja przez to nie chciałam z nikim rozmawiać, nie potrafiłeś tego zrozumieć. Było coraz trudniej nam się porozumieć, kiedy już wszystko się ułożyło w moim życiu, zacząłeś strzelać fochy, nie chciałeś rozmawiać, nie chciałeś się spotkać. Dopiero po tygodniu zadzwoniłeś i powiedziałeś, że możemy się spotkać. Miałam nadzieję, że dasz nam szanse, a ty powiedziałeś, że już dłużej nie możesz być ze mną i mnie już nie kochasz. Miałam dla Ciebie prezent - anioła, chciałam Ci go dać, ale nie wiedziałam czy to dobry pomysł po tym, co mi powiedziałeś, ale dałam Ci go i życzyłam wszystkiego najlepszego. Kiedyś dałeś mi piękny naszyjnik z dużym sercem z bursztynu, ale oddałam Ci je, bo Twoje serce już do mnie nie należy.
Minęły 3 miesiące od naszego rozstania, na początku było bardzo źle, ale musiałam żyć dalej. Po pewnym czasie zaczęłam wychodzić z domu, spotykać się ze znajomymi i teraz, gdy już prawie nie myślałam o Tobie przyśniłeś mi się i tego samego dnia spotkałam Cię w kinie i wszystko wróciło, teraz co noc do mnie wracasz i co noc jest inne zakończenie naszego spotkania w kinie. Teraz nie mogę się skupić na niczym, myślę tylko o Tobie, nic nie jestem w stanie zrobić, nie mam siły na nic. Te cudowne słodkie niczym miód chwile stały się ostrym sztyletem, który co chwile tnie mi na nowo serce na malutkie kawałki. Boję się, że już nie zdołam go zszyć.
Twe usta roześmiane, powściągnęła wstęga wiecznego milczenia.
Monisiaa
|