Wróciłam z obozu, pełna chęci do życia. Chciałam zapomnieć o przeszłości, wejść w resztę wakacji z czystą kartą. Mam na imię Dagmara i obecnie liczę 17 lat.
Mój brat miał dzień po moim powrocie ślub.
Pojechałam z rodzicami pod kościół, była masa gości, przywitałam się ze znajomymi, wzięłam za rączkę mojego ukochanego 7-letniego kuzyna i poszłam na krótki spacer po terenie kościoła. Wtedy GO ujrzałam. Wysoki brunet, tak około 19 lat, przystojny, jak chyba każdy w garniturze. Obok niego stała dziewczyna, troszkę niższa, blondynka, uśmiechała się. Stali objęci (obejmował ją z tyłu ręką). Wyglądali jak naprawdę szczęśliwa para. Od pierwszej chwili zwrócił moją uwagę. Przyglądałam się mu, ale pomyślałam: "Ma dziewczynę, nie mogę się narzucać i niszczyć ich szczęścia" i próbowałam się za nim nie oglądać. Nie wiedziałam, kim jest. Bałam się zapytać brata, by nie zawracać mu głowy. Zaczął się ślub.
Ślub był prześliczny, brat miał łzy w oczach. W tle grały bębny, ktoś grał na gitarze elektrycznej, ślicznie śpiewali, grali na harfie. Ceremonia dobiegła końca. Goście wyszli, obsypali płatkami róż młodych i zaczęły się życzenia.
Jakoś tak próbowałam dostrzec tego chłopaka, nie widziałam go...
Następnie z bratem panny młodej i jego kuzynem zanosiłam prezenty do samochodu. Ujrzałam go i od razu się uśmiechnęłam. Prezenty zanieśliśmy, życzenia po prawie godzinie się skończyły i pojechaliśmy do hotelu, gdzie odbywało się wesele.
Dojechaliśmy. Obyło się tradycyjne powitanie chlebem i solą, wódka, przeniesienie przez próg. Toast, odśpiewanie: "Sto lat" i usiedliśmy.
Siadam przy wyznaczonej mi wizytówce i patrzę... on siada obok mnie! Troszkę się przeraziłam, ale w środku ucieszyłam niezmiernie :). Przedstawiliśmy się sobie i dowiedziałam się, że ma na imię Dawid. Później jedliśmy kolację, był pierwszy taniec młodej pary i hasło: "Panowie proszą panie". Zagadałam się z kuzynką i nagle patrzymy, a za naszymi plecami stoi Dawid i Dominik. Poprosili nas do tańca, mnie konkretnie Dawid, troszkę protestowałam, bo moje umiejętności są nikłe, ale ostatecznie się zgodziłam. Ruszyliśmy na parkiet...
W następnym tańcu odbił mnie Dominik, później Dawid już mnie nie wypuścił, z czego bardzo się uradowałam. A moi bracia? Cieszyli się jak głupki widząc nas razem. W końcu wiedzieli, że jak posadzą nas obok to na pewno zagadamy do siebie i... znając nasze gusta spodobamy się sobie.
Tańczyliśmy aż ucichła muzyka, zjedliśmy coś, w sumie to karmiąc się nawzajem, bo jestem niejadek, a on bardzo chętnie dobrze zje. Nie opuszczaliśmy się ani na chwilę. Było cudownie, wszędzie byliśmy razem, ciągle tańczyliśmy tylko ze sobą.
Jako, że jesteśmy małoletni na stoliku nie podano nam alkoholu, ale kuzyn Dawida zwędził gdzieś wódkę i... chłopcy poszli pic, a ja jak przyzwoitka z nimi. Szczerze, nie chciałam Dawida spuszczać z oka.
Wypili może po 3 kieliszki i wróciliśmy na salę, ja jestem nie pijąca od zawsze. Później proponowali mu jeszcze kilka razy, by się napił, ale w związku z tym, że nie podobało mi się to odmówił.
Bawiliśmy się dalej, byliśmy znów we czwórkę na spacerze (Dawid, ja i jego dwóch kuzynów). Tym razem nie pili. Zjedliśmy deser, w sumie to mnie nakarmił, ale zjedliśmy.
Bawiliśmy się do samego rana coraz lepiej się dogadując. Tak około godziny 2.00 puszczane były raczej wolniejsze tańce, trochę się bałam reakcji ale.. przytuliłam się do niego, a on przytrzymał mnie mocno przy sobie, jakby bał się że ucieknę. Czułam bicie jego serca, jego oddech na karku, było mi bardzo dobrze.
Byliśmy jedną z trzech par tańczących do końca. My i moi bracia z ukochanymi. Wszyscy się na nas patrzyli, rodziny spiskowały, bracia byli bardzo szczęśliwi. Nie mówię już o naszej radości.
Nadszedł poranek, zaczynało świtać, muzyka ustała, ludzie zaczęli się zbierać. Wyszliśmy na zewnątrz, był z nami Dominik. Usiedliśmy na ławce, byłam w samej sukience bez ramion, powiedziałam że marznę, bez wahania oddał mi swoją marynarkę. Byłam bardzo zmęczona, położyłam się mu na ramieniu i zasnęłam... znaczy próbowałam. Dawid objął mnie swoim ramieniem, przytulił do siebie i wierząc, że śpię rozmawiał z Dominikiem. Ten powiedział: "myślałem, że takich cudownych dziewczyn nie ma już na świecie, już Ci jej zazdroszczę". W tym momencie zaczęłam się uśmiechać, na co Dawid odrzekł: "W takich momentach kobiety nigdy nie śpią" i pogłaskał mnie po głowie. Dominik został spławiony przez Dawida, ten oparł się o mnie i oboje zasnęliśmy. Było cudownie, aż nagle... flesz. Ktoś zrobił nam zdjęcie. Później jeszcze jedno i kolejne. Nie przejmowaliśmy się.
Nadszedł ranek, chwila pożegnań. Poszliśmy do wyjścia. Spojrzeliśmy na siebie i się mocno przytuliliśmy. Staliśmy tak tak długo, jak pozwolił nam na to czas. Rozstaliśmy się, połączone dłonie wyślizgnęły się i... pojechał. Chwile później dostałam SMS: "Już za Tobą tęsknię..."
Pojechałam do domu, bardzo za nim tęskniłam, pisaliśmy codziennie. Co noc , bo w dzień nie miał czasu. Coraz lepiej się dogadywaliśmy. Tydzień później, w niedzielę, pojechałam do niego... byliśmy bardzo skrępowani, ale było nam razem dobrze. Od tego dnia zostaliśmy parą...
Spotykaliśmy się co niedzielę, bo mieszkał ponad 20 kilometrów dalej i nie dało się częściej, raz u niego raz u mnie. Nasza miłość się rozwijała... było cudownie. Od września mieszkał w bursie w moim mieście, choć 10 kilometrów dalej, bo tam miał swoją szkołę. Spotykaliśmy się raz, dwa razy w tygodniu, chodziliśmy na spacery, spędzaliśmy trochę czasu u mnie, byliśmy razem niesamowicie szczęśliwi. Na moim półmetku wszyscy mi go zazdrościli, dziewczyny nie mogły się na nas napatrzeć... Tak było! Wtedy byliśmy razem już cztery miesiące. Razem uczyliśmy się z kimś być. Pierwszy raz się całowaliśmy. Tak bardzo zbliżyliśmy się do siebie, uczyliśmy się sobą cieszyć i troszczyć o tę drugą osobę. Świata poza nim nie widziałam!
Na nasz piąty miesiąc pojechałam do niego, to były urodziny jego siostry, najwspanialsze spotkanie do tej pory. Zbliżyliśmy się bardzo do siebie fizycznie, choć do stosunku nie doszło. Ustaliliśmy, że na to poczekamy dłużej, że jeszcze nie teraz. Wracając do domu, grubo po północy, odwoziła nas jego mama siedzieliśmy przytuleni do siebie, szeptał mi czułe słówka, na pożegnanie pocałował...
Od następnego dnia zaczęło się walić. Na święta nie dostałam nawet prezentu, złożył życzenia SMS-em, taki wierszyk jak do wszystkich... Nie przyjechał, choć obiecał. Nie odzywał się, a jak już to raz na kilka dni, był oschły... Nie spędziliśmy sylwestra, choć planowaliśmy go we dwoje, miał być taki idealny...
W ciągu dwóch tygodni rozsypało się wszystko, rozstaliśmy się. Znalazł inną. Do pół roku bycia ze sobą zabrakło zaledwie dwa tygodnie. Powiedział, że nic do mnie nie czuje i ma inną. Nic nie było w stanie poradzić na moje łzy.
Piszemy ze sobą, ale rzadko. Dalej go kocham, nauczył mnie z kimś żyć...
|