Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Stracona miłość nigdy nie wróci...

Autor: Nieznany
Odsłony: 2558
Data: 24-05-2009

Miłość, to było najlepsze, co mogło mnie spotkać... szkoda tylko, że człowiek zaczyna zastanawiać się nad sensem miłości dopiero wtedy, gdy ją traci. Tak właśnie było ze mną...

Wszystko zaczęło się ponad dwa lata temu... poznałam Go w gimnazjum, byłam jeszcze wtedy zakompleksioną, nieśmiała dziewczynką. Wydawał się dla mnie nieosiągalny, jak każdy zresztą chłopak. Ukradkiem patrzyłam na niego i marzyłam. W drugiej klasie pojechaliśmy na wycieczkę klasową i od tej pory moje całe życie zmieniło się całkowicie...

Dziewczyny powiedziały: "Zdejmij okulary, pomaluj się i wyprostuj włosy" - to wystarczyło do tego, aby chłopcy zaczęli na mnie zwracać uwagę. Po powrocie do szkoły można powiedzieć, że zrobiłam "furorę". On już nie chodził do mojego gimnazjum, ale często spotykałam Go na dworze, kiedy grał w piłkę. Ładnie ubrana, w końcu postanowiłam się mu pokazać. Chyba trochę się zdziwił. Nie pamiętam, co później dokładnie się działo i w jakim odstępie czasu... ale pamiętam najważniejsze, w końcu się spotkaliśmy! Byłam prze szczęśliwa, chociaż teraz już wiem, że zmiana wyglądu bardzo na mnie wpłynęła... pewna siebie udawałam wielką gwiazdę i dziewczynę, o którą mają walczyć.

Zaczęliśmy być razem 13 w piątek, w kwietniu.
Na początku wszystko wspaniale się układało. Kupował mi kwiaty co miesiąc, a może nawet częściej. Miałam wszystko, co chciałam. Okazywał mi uczucia na każdym kroku, ale ja zapomniałam się... Była jakaś impreza, trochę alkoholu i stało się... zdradziłam największą miłość mojego życia, ale nie powiedziałam mu o tym... Nie dowiedział się, a ja głupia cieszyłam się, że jestem "aż tak ładna, że inny chłopak chciał się ze mną całować". Później było tylko gorzej. Następna impreza, znów trochę alkoholu i kolejny raz popełniłam największy błąd w życiu...

Po wakacjach wszystko się skończyło, ale kolejna impreza bez mojego chłopaka... i znowu zrobiłam to.. trzeci raz i ostatni... bo ktoś w końcu opowiedział Mu o tym wszystkim. W grudniu albo listopadzie bajka się skończyła, zerwał ze mną i dopiero wówczas dotarło do mnie co robiłam, jak bardzo odbiło mi, jaka byłam pusta i naiwna!

Tak bardzo mnie kochał, szanował, a ja tyle krzywd mu wyrządziłam. Jednak dał mi szansę. Wybaczył, powiedział, że tak bardzo mnie kocha, że nie może żyć beze mnie... Prze szczęśliwi, spędziliśmy razem sylwestra. Później całe dnie spędzaliśmy razem, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że "wybaczam" nie oznacza "zapominam". Starałam się jak idiotka, zrezygnowałam z jakiegokolwiek życia prywatnego, cały czas poświęcałam tylko i wyłącznie Jemu, a jednak coś ciągle się sypało, coś było nie tak. Ciągłe kłótnie doprowadziły do tego, że po raz kolejny się rozstaliśmy, a później znów do siebie wróciliśmy. Kolejny raz było dobrze, wakacje spędziliśmy w Grecji, było wspaniale. Po powrocie wszystko wróciło do normy, dalej się starałam, a On zaczął to wykorzystywać. Poniżał coraz bardziej, wiedział, że kocham tak bardzo i żałuję tego, co zrobiłam, że już nie będę zwracać uwagi na jego wady i na to jak mnie krzywdzi, wdzięczna za to, że dał mi wtedy szansę.

W listopadzie znów ze mną zerwał, ciągle poniżał, ale ja jak zwykle błagałam, aby był ze mną. Czasem zastanawiam się czy nie jestem uzależniona od jego dotyku dłoni na moim ciele, od jego uśmiechu, żartów, a nawet krzyków, kiedy się na mnie wściekał. Prosiłam o to, by przychodził do mnie choćby po to, aby całować się i kochać. Wiem, źle robiłam, bo znów się poniżałam.

Nadszedł Sylwester, który miałam spędzić sama. I tak na początku było, płakałam, rozpaczałam, zastanawiałam się co może robić. Aż w końcu pomyślałam, że dość tego, że znów cierpię, a On dobrze się bawi z przyjaciółmi, których ja już właściwie nie miałam, bo straciłam ich właśnie przez Niego. Upiłam się i znów powtórzyło się to co kiedyś, całowałam się z chłopakiem z Sylwestra.

Po tym wszystkim spotkałam się z "Moim szczęściem", aby patrząc Mu w oczy powiedzieć, co zrobiłam. Nie wiedziałam, że to będzie takie trudne, wiem, że nie zdradziłam Go, ale zdradziłam samą siebie, bo właściwie nie chciałam nic takiego robić. Może znów poczułam, że mogę być "atrakcyjna" i że mogę się komuś podobać? Wtedy powiedział, co o mnie myśli, a ja po raz kolejny błagałam o szansę, którą zresztą znów mi dał.

Dzisiaj nie jesteśmy razem, a ja cierpię... płacę za błędy, które popełniłam dawno temu, nie potrafię sobie wybaczyć tego, co zrobiłam, nie mogę już nawet patrzeć na siebie. Wiem, że tym razem to nie jest wyłącznie moja wina, bo starałam się jak głupia, a On tego nie doceniał. Cierpię, bo wiem, że gdybym wtedy kochała go tak jak kocham teraz, to bylibyśmy razem szczęśliwi, może nawet na zawsze.

Piszę ten artykuł, żeby uświadomić innym dziewczynom, że nie nasza atrakcyjność, wygląd i wyrachowanie przyciąga do nas mężczyzn, ale nasza dusza i szacunek samej do siebie. Zapomniałam o tym i teraz będę już zawsze cierpieć i żałować, a czasu nie mogę cofnąć, chociaż za to oddałabym wszystko! Dalej Cię kocham... chociaż wiem, że beze mnie Ci lepiej...

Średnia: 4.1/5 Oceniony 32 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
...gwiazdeczka...29-12-2009 12:33
też popełniłam taki błąd jak Ty...

zranionaya30-05-2009 11:20
spieszcie się kochać ludzi tak szybko odchodzą
nie raz nie muszą umrzeć by odejść i poniżyć by zranić
śpieszmy się zanim odejdą kochajmy mocno i nie wstydźmy się tego
Miłość górą i przezwycięży wszystko jeśli ma po co
pozdro

PoD27-05-2009 14:29
Puenta to gówno prawda jest :P

Nieznany25-05-2009 01:55
no niewiem, co do tej koncowki ci nie wyszlo, bo najpierw napisalas, ze zauwazyl cie dopiero, jak sie odpicowalas ;p.
a ogolnie art mi sie podoba, przykra sprawa, ale prawda.. to wasza wina, byliscie nie dojrzali..;]

Agatka:*:*24-05-2009 14:38




Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...