Wspomnienia wróciły i tego najbardziej się obawiałam. Starałam się zapomnieć, wypierdolić Cię z pamięci, lecz wystarczyło jedno Twoje spojrzenie, jeden głupi uśmiech, jedno głupie „cześć”, by wszystko wróciło, wszystkie chwile spędzone razem.
Wszystko zaczęło się 11 czerwca 2007 r. Byłam wówczas w I klasie gimnazjum. Postanowiłyśmy wraz z koleżanką, że po szkole pójdziemy nad jezioro - tak też zrobiłyśmy... Nad jeziorem zobaczyłam Ciebie – zwykłego, a jednak tak bardzo niezwykłego. Serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Nieśmiało się do siebie uśmiechnęliśmy. Pokazałam Cię mojej koleżance, okazało się, że mieszkasz naprzeciwko niej i masz na imię M. Zrobiło się późno, postanowiłam, że pójdę już do domu. A. odprowadziła mnie. Na schodach siedziałeś Ty, chłopak z jeziora - idealny byłeś..
- Cześć wam. A., jak Twoja koleżanka ma na imię? - W. - Aha, dobrze wiedzieć.
Odeszłyśmy. Cały czas o Tobie myślałam, nie mogłam przestać myśleć, że spotkałam takiego ślicznego chłopaka. Nawet mama to zauważyła, że taka wesoła jestem, jak nigdy dotąd.
Następnego dnia w szkole A. opowiedziała mi trochę o Tobie. Pamiętam, miałam wtedy fizykę...
Po kilku dniach zostaliśmy parą. Szliśmy wtedy całą paczką na mostek. Złapałeś mnie za rękę, uśmiechnąłeś się do mnie. Zostawili nas na tym mostku samych. Pocałowałeś mnie, byłam w siódmym niebie. Był to piękny, nieśmiały pocałunek... Spytałeś mnie wtedy, patrząc prosto w oczy, czy zostanę Twoją dziewczyną. Bez namysłu zgodziłam się...
Nie będę opisywała każdego dnia związku, bo jest to według mnie zbędne. Opiszę teraz dzień, który najchętniej wyrzuciłabym z pamięci, dzień, w którym zerwałeś ze mną... Nie znam nawet przyczyny, nie wiem, czy to z mojej czy z Twojej winy. I chyba nigdy mi tego nie powiesz... Ale mniejsza o to... Twój kolega napisał mi w SMS’ie: „zrywam”. Nie bardzo wiedziałam, o co chodzi. Nie dopuszczałam myśli, że to napisałeś właśnie Ty - mój ukochany... A jednak. Skończyło się.
Dzisiaj mija 991 dni od dnia, w którym wszystko się zaczęło, zaczęła się miłość. Mogę teraz szczerze powiedzieć, że moje uczucie nie wygasło, nadal Cię kocham.
Kilka dni temu widziałam Cię, widziałam mojego M. Zrozumiałam, że nie mogę tego zostawić, że brakuje mi Ciebie... Pisaliśmy, bałam się, ale wyznałam Ci, że się nie odkochałam. Bałam się Twojej reakcji. Teraz piszemy jak przyjaciele. Napisałeś mi, że mam pamiętać, że mnie nie przekreślasz, ale aktualnie przeżywasz zły okres w życiu, Twój związek się rozpada... Napisałam, że życzę szczęścia i żebyś pamiętał, że zawsze będę na Ciebie czekać...
Nie wiem, czy zrobiłam dobrze czy źle. Nieważne to teraz. Cieszy mnie to, że wyrzuciłam to z siebie, bo już nie wytrzymywałam.
PS: Kocham Cię ;(
|