21 listopada 2009, pamiętasz? Gdy wsiadłaś do autobusu tylnymi drzwiami, podeszłaś do mnie, pocałowałaś w usta, usiadłaś. Pierwsza myśl: co ja tu robię? Od zawsze wolałem gry wideo od dziewczyn. To była moja pasja - pasja, której mogłem poświęcać dzień i noc, dzień i noc. Nigdy nie zapomnę Twojego wzroku i tego, jak pierwszy raz wplotłaś swoją w moją dłoń. Była taka delikatna...
Wysiedliśmy z autobusu, zaprowadziłaś mnie na takie okrągłe, betonowe, opowiadałaś o ogniskach, które tam robiliście. Mogłem słuchać Cię cały czas, spijać każde słowo z Twoich ust. Usiedliśmy na tych 'rurach', pocałowałaś mnie, ja jednak szybko odsunąłem usta, przytuliłem Cię. Myślałem tylko o tym, żeby moje ciało było non stop przy Twoim, pragnąłem, aby tamta chwila trwała ZAWSZE. Aby tamta chwila trwała zawsze... Spotykaliśmy się co weekend. Pozostałe dni tygodnia to była cholerna, zżerająca mnie od środka tęsknota za Twoim dotykiem, za Twoim głosem, za Twoją obecnością... Pamiętasz naszą naukę matematyki? Ja miałem uczyć Ciebie, a skończyło się na tym, że to Ty uczyłaś mnie. A noc, 1 stycznia 2010? Chyba nic piękniejszego od Ciebie w życiu mnie nie spotkało. Dotąd były same porażki.
Mówiłaś, że kochasz... Mówiłaś, że nigdy mnie nie zostawisz... Mówiłaś, że zawsze będziemy razem... Nawet planowałaś jakąś przyszłość, to było takie słodkie, takie kochane. A pamiętasz nasze kłótnie, kto jest większą pipką?
21 stycznia. Zaczęłaś rozmowę na gadu. Już parę dni myślałem, że to zrobisz. Że wszystko skreślisz. Wszystko, oprócz mojej miłości do Ciebie, która trwała, trwa. Która cały czas będzie trwać. Ale mimo wszystko myślałem, że stać Cię więcej niż to cholerne gg. Kto to wymyślił...? Pisałaś, że chcesz się uwolnić. Że to wszystko wygasło. Że już mnie nie kochasz. Nic nie rozumiałem... Zacząłem wrzeszczeć, a gdy mama weszła do pokoju z pytaniem: Kamil, co się dzieje?, ja krzyknąłem, żeby dała mi spokój, żeby wszyscy dali mi święty spokój. Chciałem być sam. Poczułem taką pustkę... Przecież ja żyłem tylko Tobą... Miałem ochotę sobie coś zrobić. Poczułem to samo, gdy nagle straciłem dziadka. Znowu przyszła myśl, żeby się zabić. Żeby to skończyć. Nie chciałem tak strasznie cierpieć.
Minął miesiąc, znalazłem sobie kogoś innego. Chciałem o Tobie zapomnieć. I owszem. Zapomniałem. Na 3 dni. Później wszystko wróciło. Ja cały czas o Tobie myślałem. Gdy 2 miesiące później powiedziałaś, że żałujesz tego, że straciłaś najważniejszą osobę w swoim życiu, że chciałabyś cofnąć czas, znów uwierzyłem, że może być tak jak kiedyś. Przyjechałem, rozmawialiśmy... Musiałaś szybko uciekać. Minął jeden dzień, drugi, trzeci, czwarty... Ty się nie odzywałaś. I znów straciłem nadzieję, że może być lepiej... Od tamtego spotkania nie mogę zapomnieć o Tobie nawet na parę minut, cały czas jesteś w mojej głowie.
Co ja zrobiłem źle? Gdzie nawaliłem? Starałem się... Jesteś moją największą miłością, nie będę w stanie pokochać kogoś tak mocno jak Ciebie. Mam Cię gdzieś. Strasznie głęboko. I zawsze będę tam miał. W sercu. Oddałbym wszystko, choćby dla jednej rozmowy... Tak bym chciał Cię znowu zobaczyć, przytulić, dać buzi w czółko... Wytrzymałem długo. Ale już tak nie potrafię. Chyba jestem za słaby.
Tak strasznie Cię kocham...
Dodaj komentarz
Komentarze
byłam w bardzo podobnej sytuacji ale niewiem co Ci radzić
nie smutaj
tak to w życiu bywa najpierw mówią że kochają później miłość ta wygasa z dnia na dzien lub przezuca sie na inną osobę....
Nie rozumiem właśnie tego jak coś ot tak moze sie poprostu rozwalic po dosyć długim czasie...
Musisz byc silny i realnie spojrzec na świat ...Gdzieś tam napewno czeka na Ciebie osoba która nigdy Cie tak nie potraktuje.
Ja robie wszystko by zapomnieć i Tobie też się uda:)
"ważne są tylko te dni których jeszcze nie znamy" 3maj sie..pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki :)