Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Kwiaciarka

Autor: Nieznany
Odsłony: 1740
Data: 2-10-2004

Przygnębiająca rzeczywistość, magia marzeń i anioł. Takie połączenia przytrafiąją się najczęściej w wielkich i mechaniczych miastach. I to opowiadnie nie jest wyjątkiem, zresztą dobrze napisanym wyjątkiem.

Zawsze siedziała w tym samym miejscu. Codziennie rozkładała małe białe krzesełko na końcu targu, tam, gdzie docierali tylko najbardziej wytrwali klienci i turyści. Nieważne było jak wcześnie przyjdzie się na targ i jak późno się z niego wyjdzie, to ona zawsze tam siedziała w schowanym, mało widocznym miejscu. Wszyscy przyzwyczaili się już do jej obecności. Przechodząc, patrzyli na nią pustym, tępym wzrokiem, myśląc o czymś innym. Nie zwracali na nią uwagi.

Sprzedawała tulipany. Zazwyczaj były żółte, chociaż czasem miała też czerwone. Była wątpliwą konkurencją dla pobliskiej kwiaciarni – „Santorski”, która była wielka, kolorowa i droga. Przed wejściem stał mężczyzna w granatowym uniformie i krawacie w złote paski. Osobnik ten otwierał i zamykał drzwi za klientami, posyłając im czarujący uśmiech. „Santorski” był kwiaciarnią dla bogatych ludzi. Zazwyczaj przychodziły tu damy w futrach oraz mężczyźni patrzący na wszystkich z pogardą i wyższością. Zakup w „Santorskim” dla niektórych był powodem do dumy, dla innych szczytem marzeń. Kwiaciarnia stała się symbolem miasta i każdy, kto je zwiedzał, pragnął zobaczyć również ją. Oczywiście sprzedawczyni tulipanów nie miała najmniejszych szans z „Santorskim”, jeśli chodzi o zdobywanie klientów. Mimo to, uparcie i wytrwale trwała na swoim stanowisku, zamyślona i zapatrzona w gołębie.

Chłopiec miał 9 lat. Był dzieckiem ulicy – włóczył się po mieście godzinami, rzucając kamieniami w szyby i napadając bezbronne osoby. Wychowała go ulica, wzbudzając w nim agresję i brutalność. Wkrótce kradzieże i rozboje weszły mu w krew, czyniąc go jednym z wielu niewrażliwych małych potworów. Chłopiec często przebywał na targu. Jego matka sprzedawała tam garnki i patelnie, natomiast ojciec grał z innymi mężczyznami w karty. Rodzice nie troszczyli się o swojego syna i gdyby nie fakt, że dostawali za niego zapomogę, pewnie już dawno oddaliby go do sierocińca. Byliby zdolni nawet do utopienia małego w pobliskiej rzece.

Tego dnia niebo było zachmurzone, wiał lekki wietrzyk i nadchodząca jesień zaczynała dawać się we znaki. Kwiaciarka siedziała na swoim miejscu, drżąc z zimna. Była ubrana jedynie w kwiecistą, letnią sukienkę. Chodziła w niej przez cały rok i zagadką było, jak udawało jej się nie zamarznąć podczas mroźnych zim. Tego dnia usiłowała przykryć się cieniutkim brązowym kocem, który stanowił mizerną ochronę przed chłodem. Obserwowała gromadkę dziewczynek grających w klasy obok stoiska z kołdrami. Po chwili dzieciom znudziła się zabawa i odeszły. Kobieta przeniosła wzrok na grupkę chłopców rzucających kamieniami w okno jednego z mieszkań w zestarzałej kamienicy. Nagle zza firanki wychyliła się jakaś kobieta i zaczęła krzyczeć w ich kierunku, wymachując rękami i wyzywając od hultajów i rozbójników. Gromadka rozpierzchła się w pośpiechu w różne strony. Najmniejszy z chłopców gorączkowo rozglądał się wkoło, szukając ukrycia. Nagle dostrzegł stoisko kwiaciarki i umknął za kosz z tulipanami. Gdy zdenerwowana kobieta znikła za oknem, chłopiec ostrożnie wyszedł zza kosza.
- Dlaczego to robisz? – spytała kwiaciarka.
- Robię co? – odburknął chłopiec.
- No, rzucasz w okna kamieniami. Możesz przecież zrobić komuś krzywdę.
- No i co? – chłopiec odwrócił się i zaczął iść, lecz kobieta chwyciła go za ramię. Była zaskakująco zwinna i silna.
- Nie, poczekaj, poczekaj, nie odchodź. Chcę wiedzieć, dlaczego to robisz. Będziesz tu siedział, dopóki mi nie wytłumaczysz.
Chłopiec spojrzał na nią ze wściekłością. Nie wiedział, co odpowiedzieć tej staruszce. Nie mógł jej powiedzieć, że chce popisać się przed kolegami. Że sądził, że jeśli on ma tak ponure życie, to inni też powinni takie mieć. Że dokuczając innym, odczuwał ponurą satysfakcję.
- Granica między dobrem a złem często zostaje zatarta – przerwała ciszę kobieta. – Tak jest również w twoim przypadku. Czy nie mógłbyś po prostu cieszyć się życiem? Chodzić po świecie z uśmiechem na twarzy? Pomagać staruszkom przechodzić przez jezdnię i karmić bezdomne koty?
Chłopiec nie odpowiedział. Taka możliwość nigdy nie przyszła mu do głowy. Przełknął ślinę, nie wiedząc, co powiedzieć. Odwrócił się więc i odszedł bez słowa.

Przyszedł do niej następnego dnia i wyszeptał z lękiem:
- Dałem swoja kanapkę bezdomnemu mężczyźnie. I... i uśmiechałem się. Naprawdę próbowałem cieszyć się życiem.
Kobieta nic nie powiedziała, tylko się uśmiechała. Przez kilka chwil panowała cisza. Nagle kwiaciarka spytała:
- Czy wierzysz w anioły?
- W anioły? Niee... chyba nie – odpowiedział z wahaniem chłopiec.
- W co wierzysz w takim razie?
- W samoloty. O, widzi pani, tam leciał jeden – wskazał palcem białą smugę na niebie. – Chciałbym zostać pilotem.
- A ja chciałabym wsiąść na grzbiet anioła i wnieść się wysoko nad ziemię. I zrobię to.
- Skąd pani wie? – zdziwił się chłopiec.
- Ja tego nie wiem, ja w to wierzę. Jeśli tylko wierzysz w coś wystarczająco mocno, to na pewno się to spełni.
Chłopiec milczał. Obserwował kolejny samolot wzbijający się ponad ziemię na tle zachodzącego słońca. Czy to możliwe, że on też tak poleci? ON? Chłopiec dotychczas pałający nienawiścią i wrogością do otaczającego go świata? Nagle poczuł wstyd za samego siebie. Za swoje dziecinne, buntownicze zachowanie. I zrozumiał, że życie ma swój sens, tylko trzeba umieć i chcieć to dostrzec. Że będzie żył godnie chociażby po to, żeby zostać kiedyś pilotem.

Od tego wydarzenia zachowanie chłopca uległo diametralnej zmianie. Zaczął chodzić do szkoły, gdzie starał się pilnie uczyć, a na przerwach siadał na murku na szkolnym dziedzińcu i wypatrywał samolotów. Po lekcjach chadzał na targ, do kwiaciarki. Rozmawiali o marzeniach, aniołach, samolotach, gołębiach, a czasem po prostu siedzieli bez słowa. I to milczenie, to porozumienie, które w nim zawarli, było więcej warte nic tysiąc słów.

11 grudnia, przed pójściem do szkoły, chłopiec postanowił wstąpić do kwiaciarki, by złożyć jej życzenia urodzinowe. Dziś kończyła 82 lata. Za pieniądze zarobione w sklepiku sąsiadów kupił jej małego porcelanowego aniołka. Chciał być pierwszą osobą, która złoży jej życzenia. Gdy podszedł od kobiety, zauważył, że jeszcze śpi, trzymając coś w zaciśniętych palcach. Delikatnie wyjął to z jej dłoni. Była to miniaturka samolotu ze złotym napisem: „Marzenia się spełniają!”. Do figurki przyczepiona była karteczka. Chłopiec chwycił ją drżącymi palcami i przeczytał: „Moje marzenie już się spełniło. Niech z Tobą będzie tak samo! Jeszcze się spotkamy.
PS: Weź ten uroczy samolocik i lataj nim w snach, a anioła zatrzymaj dla siebie. Niech Ci o mnie przypomina.”

Chłopiec nie rozumiał. Skąd ona wiedziała, że kupił jej aniołka? To niemożliwe, żeby sprzedawczyni jej powiedziała, w końcu nikt nigdy z kwiaciarką nie rozmawiał. I wtedy zrozumiał. Zapewne umarła z zimna. Tej nocy uniosła się na skrzydłach do krainy wiecznego szczęścia. I chłopiec już wiedział, już rozumiał. Jego marzenie też się spełni! Dlatego, że w to wierzył.



Średnia: 3.9/5 Oceniony 16 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Jak dodać własny artykuł?
Komentarze
czerwone.jab?uszko11-06-2010 13:59
Piękne...

madzialenka. xD26-01-2010 18:53
ooo.!
zajebiste.! :)


Highland_11-02-2006 18:23
Genialne opowiadanko! Proszę o więcej :-)...

mamuska12345617-12-2004 20:17
baaaardzo ladne :]

wisienka1610-11-2004 17:51
Podoba mi siem to opowiadanko. Umiałaś przekazać czytelnikowi emocje, które miałaś na myśli pisząc tekst. Pozdo i buziaki :)

Evelinta10-10-2004 14:58
Mnie by sie samej tyle nie chcialo napisac =D ale tekst wporzo! pOOzdrofki!

himera4-10-2004 20:55
choć tytuł mało przyciągający to jednak treść znacznie lepsza :)

Ogonken4-10-2004 09:38
Bardzo dobre. Prawie tak łzotwórcze jak "Dziewczynka z zapałkami".Buuuuuuuuuuuu!!!!

kasia773-10-2004 15:22
zarabiste:)


Nieznany3-10-2004 11:19
Fajne=) Podoba mi się...

Czaderka3-10-2004 10:36
Bardzo ładne :) nic dodać nic ująć

Dobrawka3-10-2004 10:06
Aaa i przypomniał mi się film "Dotyk anioła" :)

Dobrawka3-10-2004 09:16
Pocztek nudny, koniec wzruszający...

"Za swoje dziecinne, buntownicze zachowanie."- A jak inaczej zachowują się dzieci? Skoro miał 9 lat, miał prawo zachowywyać się jak dziecko, przecież nim był...

Pozdro, papa.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...