Była szczęśliwą nastolatką. Chodziła do liceum, nawet dobrze się uczyła. Miała spoko rodziców, wszyscy znajomi jej ich zazdrościli. Pozwalali jej na dużo, wymagając tylko ostrożności i szczerości wobec nich. Ona spełniała te dwa warunki i nigdy ich nie zawiodła
***
Pewnego dnia poszła ze znajomymi na dyskotekę. Świetnie się bawiła. Poznała nowych ludzi. Wśród nowych znajomych, był on. Od razu zwrócił jej uwagę. Był wysokim brunetem o pięknych zielonkawych oczach. Spodobał jej się, ale myślała, że nie ma u niego szans. Dziewczyny kleiły się do niego, mógł mieć każdą, więc dlaczego miałby wybrać właśnie ją? Siedząc przy stoliku i tak rozmyślając nawet nie zauważyła, kiedy dosiadł się do niej inny, ale równie przystojny chłopak. - Nad, czym tak dumasz?- spytał patrząc jej w oczy. Dopiero wtedy go zauważyła. - Mam na imię Kamil, a ty? - Kaśka. - Ładnie. Zatańczysz?- wyciągnął do niej rękę. Spojrzała na niego, trochę z niedowierzaniem. Podała mu rękę i wyszli na parkiet. Akurat leciał wolny kawałek. Zatańczyli jeden raz, potem drugi i trzeci i tak przetańczyli całą noc. Oboje dobrze się bawili. Trochę przy tym rozmawiali, śmiali się, no i pili piwo. Kasia myślała, że pewnie na tym się skończy, że już więcej Kamila nie zobaczy. Myliła się. Po dwóch tygodniach od tamtej dyskoteki razem z przyjaciółmi znów wybrała się do tego samego klubu. Ku jej zdziwieniu Kamil też tam był. Zobaczył ją. Podszedł, przywitał się. Była zdziwiona, że ją poznał, że w ogóle ją pamięta. Żałował, że wtedy nie wymienili się telefonami. Tym razem tego błędu nie popełnili.
Znajomi Kaśki polubili Kamila, zaakceptowali go. Kasia i Kamil zaczęli się spotykać, najpierw w dyskotece, a potem Kamil zaproponował spotkanie w jakiejś kawiarence. Od tamtej pory spotykali się już codziennie. Tak zostali parą. Ich znajomi dziwili się, że tak szybko się w sobie zakochali, ale nie mieli nic przeciwko. Rodzice Kasi także polubili nieco starszego chłopaka swojej córki. Cieszyli się jej szczęściem i szanowali jej wybór, jej decyzje. Często zapraszali Kamila na obiady, wiedzieli, bowiem że mieszka jest sam. Jego rodzice umarli, gdy ten był jeszcze dzieckiem. Wychowywał się w domu dziecka. Trochę tułał się po rodzinach zastępczych, ale jakoś nic z tego nie wychodziło. Był samotny, lecz szczęśliwy - tak myślał. Ale jak się okazało, szczęście zaznał dopiero będąc z Kasią. Kamil miał 23 lata. Nie studiował. Podjął prace i sam zaczął się utrzymywać.
Po około pół roku znajomości zaproponował Kasi wspólne mieszkanie. Kasia ucieszyła się i od razu się zgodziła. Dopiero potem pomyślała, co na to powiedzą jej rodzice. Obawiała się ich reakcji. Chciała jak najdłużej odwlekać rozmowę z nimi, ale Kamil jej na to nie pozwolił: - Raz kozie śmierć! - powiedział i zaciągnął Kasie do jej rodziców. Rozmowa nie była łatwa. Rodzice upierali się, aby zostało tak, jak jest, bo czy jest źle? Lecz młodzi byli nieugięci.
W końcu rodzice dziewczyny ulegli. Zaczęła się przeprowadzka. Żmudne pakowanie, przenoszenia, wynoszenie, przestawianie, układanie, aż w końcu wszystko znalazło swoje miejsce.
Na początku trochę trudno było im się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Wspólne mieszkanie nie wyglądało już tak różowo, jak w ich wyobrażeniach. Zaczęły się kłótnie, krzyki i płacz. Zaczęło się psuć.
Pewnego zimowego wieczoru znów się pokłócili. Kamil trzasnął drzwiami i wyszedł. Długo nie wracał, Kasia myślała, że to już koniec, naprawdę koniec. Około godziny 24 usłyszała zgrzyt zamka. Wrócił - pomyślała i zerwała się z fotela. Czekała aż Kamil wejdzie do ich sypialni, pocałuje ją na zgodę i będzie już dobrze. Ale nic takiego się nie stało. Kamil położył się w drugim pokoju, na kanapie. Kasia straciła nadzieje. Płakała.
Następnego dnia Kamil wyszedł z domu bardzo wcześnie. Nie było go cały dzień. Przez ten czas Kasia myślała, jak naprawić to, co się popsuło. Chciała, aby było tak, jak dawniej. Zanim zamieszkali razem. Późnym wieczorem wrócił. - Przepraszam - może wyda się to banalne, ale tylko tyle wymyśliła. Patrzyła na niego, czekała na jego reakcję. Z oczu zaczęły lecieć jej łzy. - Proszę nie psujmy tego, co jest miedzy nami, proszę - przytuliła go.- Przepraszam, bardzo cię przepraszam, choć to nie tylko moja wina, wiesz... - Wiem - przerwał jej. - Wiem, ja też jestem winny. Przepraszam - pocałował ją. - Powinienem to zrobić wczoraj, ale chciałem to wszystko przemyśleć jeszcze raz, na spokojnie. Przepraszam Kasiu. Kocham cię, tak bardzo cię kocham i tak bardzo cię krzywdzę. Wybacz mi tą noc. Wybacz mi, bo bardzo żałuje tego, co zrobiłem. Przepraszam, bardzo cię przepraszam i wierz mi, to już nigdy się nie powtórzy. - Co się nie powtórzy? - nie bardzo rozumiała, o co Kamilowi chodzi. - Proszę o nic nie pytaj, tylko wybacz mi. - Głuptasie! Pewnie, że ci wybaczę. Kocham cię, rozumiesz? Kocham cię i chce być z tobą bez względu na wszystko. Zaczęli się całować...
Przestali się kłócić. Znów było tak jak dawniej. Kochali się i to było widać z daleka. Byli dla siebie stworzeni i nikt w to nie wątpił. Znów razem spacerowali po parku, razem chodzili na zakupy, wszystko robili razem. Tak minęły dwa kolejne miesiące ich związku.
*** - Kamil. - Tak? Słucham? - Kamil musimy porozmawiać. - Yhy, tak tylko to skończę, ok? - Kamil, ale to jest bardzo ważne. - Tak, tak. Już kochanie, chwileczkę. - Kamil! Mówię coś do ciebie! Możesz mi poświecić chwile czasu? - Kasiu- wstał i pocałował ją.- Nie złość się. No już, mów, o co chodzi. - Kamil, bo mi się wydaje, to znaczy ja... - No?- oboje wzięli głęboki oddech. - Kamil, bo ja chyba jestem w ciąży. - Żartujesz? Przecież to niemożliwe. - A jednak. - Jesteś pewna? Robiłaś jakieś testy, badania? - Nie, ale ja to czuje. Kamil, pojedziesz ze mną do lekarza? Chce żebyś był przy mnie. - No pewnie, że pojadę- pocałował ją i przytulił.
*** - Zostaną państwo młodymi, co prawda, ale rodzicami - te słowa usłyszeli w gabinecie lekarza. Przez chwile poczuli strach, obawiali się, że nie będą dobrymi rodzicami. Szybko jednak o tych obawach zapomnieli i zaczęli się cieszyć tym, co ich spotkało. Postanowili, że się pobiorą zanim będzie coś widać po Kasi, a potem powiedzą o ciąży jej rodzicom. Ślub odbył się w małym kościółku. Blisko lasu i fajnej kawiarenki, gdzie odbyło się skromne wesele.
W końcu nadszedł ten pamiętny dzień, a raczej noc. Około godziny 22, Kasię zaczęły łapać skurcze. Szybko pojechała z Kamilem do szpitala, gdzie czekał już na nich lekarz. O godzinie 4.45, w szpitalnym korytarzu dało się słyszeć płacz dziecka, ich dziecka. Był to śliczny mały chłopczyk, któremu dali imię Damian. Jednak podczas porodu wystąpiły jakieś komplikacje i Kasia musiała razem z dzieckiem zostać dłużej w szpitalu.
*** - Doktorze, ale jak to możliwe?! - Nie wiem, pani Kasiu, naprawdę nie wiem jak mogliśmy to pominąć, nie zauważyć. Nie wiem, musiała zajść jakaś pomyłka. - Pomyłka?! Czy pan ze mnie żartuje? Wy się nie możecie mylić! - Pani Kasiu, proszę się uspokoić i nie denerwować. Wszystko będzie dobrze, zobaczy pani. - Będzie dobrze?! Co pan wygaduje? Już nic nie będzie dobrze, nic! - Co się stało?- do sali, w której odbywała się ta rozmowa wszedł Kamil.- Czy coś nie tak z małym?- pytał, lecz na swoje pytanie nie uzyskiwał odpowiedzi. Kasia tylko spoglądała na Kamila, to znów na lekarza, aż w końcu spuściła głowę, nie chcąc patrzeć na żadnego z nich. - Proszę porozmawiać z mężem- powiedział lekarz i wyszedł z sali nie oglądając się na małżeństwo. - O czym masz ze mną porozmawiać?- spytał po chwili Kamil - Kamil...- głos jej drżał a w oczach pojawiły się łzy. - No mów, bo zaczynam się niepokoić! - Kamil ja... ja, ja mam, to znaczy ja jestem, jestem zarażona wirusem... - Co? Jakim wirusem? Co ty gadasz? - Kamil, ja mam HIVa, rozumiesz! - Nie żartuj!- odpowiedzią był tylko płacz. Kamil wyszedł ze szpitala i tego dnia już tam nie wrócił. Kasia bardzo cierpiała, nie chciała z nikim rozmawiać. Rodzice zaczęli się niepokoić, że znów coś jest nie tak w ich małżeństwie, że znowu zaczęli się kłócić.
***
- Zdradziłaś mnie tak?!- pytał wpatrując się w okno.- Zrobiłaś to z kimś innym, ty dziwko, wniosłaś to do naszego domu. Jak mogłaś? Kurwa, jak mogłaś? Nie no... - Nie! Nie zrobiłam tego, rozumiesz? Nie zdradziłam cię! Nigdy cię nie zdradziłam! - Nie kłam! Chociaż ten jeden raz nie kłam! - Kamil!- nic więcej nie zdążyła powiedzieć. Kamil wyszedł. Nie chciał jej wysłuchać.
***
- Zrobiłem sobie test. - I co? - A jak myślisz? Boże, mam HIV cieszysz się? Nie jesteś już sama! - Kamil przestań! Mnie to też boli, zrozum to w końcu! - To może wytłumacz mi, skąd to się wzięło?! - Nie wiem, Kamil naprawdę nie wiem, ale nie odtrącaj mnie, proszę. Mi też jest ciężko, boje się. Proszę nie zostawiaj mnie, chociaż ty się ode mnie nie odwracaj! Już nie pamiętasz, co sobie przyrzekaliśmy? W zdrowiu i w chorobie do końca naszych dni razem, rozumiesz? Razem! Przyrzekaliśmy to w obliczu Boga, nie pamiętasz już? - Pamiętam i pieprze takiego Boga, który niszczy wszystko, co dobre! - Nie mów tak, proszę.
Kasie wypisano ze szpitala. Wraz z synkiem wróciła do domu, gdzie czekali na nią rodzice i Kamil. Znów zaczęli, a raczej próbowali normalnie żyć. Byli szczęśliwi, a może tylko udawali przed sobą, żeby znowu się nie ranić? Uśmiechali się, razem bawili się z Damiankiem, przytulali, kochali się.
Minął jakiś rok. Wirus zaczął działać. Najpierw „obudził się” u Kamila. Ten nawet o tym nie wiedział. Pewnego jesiennego wieczoru wyszedł z małym na spacer. Trochę zmarzł a do tego był spocony. Po prostu go przewiało, zwykłe przeziębienie.
- Zabił go kaszel, zwykły kaszel!- mówiła Kasia, miała pretensje do siebie za to, co się stało. Na pogrzebie było niewiele osób. Kamil nie miał rodziny. Wszystko, co miał, to Kasia, Damian i miłość, którą ich otaczał.
29.XI- w tym dniu poznała Kamila i może wyda się to dziwne, niemożliwe, ale i tego dnia umarła. Odeszła na zawsze, pozostawiając po sobie tylko ból, rozpacz i ostatnie słowa, zawarte w krótkim liście:
Kochana mamo! Zabiła nas nasza miłość, nie obwiniaj jednak ani mnie, ani Kamila za to, co się stało. To był przypadek, jak widać nieszczęśliwy przypadek, że się spotkaliśmy. Może gdyby nie to, nie ta dyskoteka, oboje byśmy żyli, żylibyśmy osobno nie zaznawszy nigdy szczęścia. Tak mamo, byliśmy szczęśliwi, pomimo kłótni, tego cierpienia i tylu wylanych łez, byłam z nim szczęśliwa i wiem, że one ze mną też. Proszę Cię tylko o jedno, żebyś mi wybaczyła, no i jeszcze o to, żebyś razem z tatą zaopiekowała się Damianem. Proszę wychowajcie go na kogoś lepszego, niż ja. Kocham Was! Kasia.
|