Co robię? Idę. Mijam domy, lasy, góry i wciąż idę. Dokładnie nie wiem, gdzie. Chyba gdzieś daleko. Wczoraj pytałam się o to postać w lustrze, ale nie chciała mi odpowiedzieć
Nic się nie stało, poza tym, że pękło lustro. Nie wytrzymało silnego uderzenia wazonem i wagi pytania. Postanowiłam więcej nie pytać. Pójdę, gdzie mnie nogi poniosą albo tam gdzie inni. Nie... Nie mogę tam gdzie inni, bo przecież każdy idzie w swoją stronę. Nikt nigdy z góry nie wie, z kim pójdzie, nie wie nawet, kiedy wypadnie mu stwierdzić: już jestem. Kilka razy myślałam, że dotarłam do końca. Myliłam się. Okazało się, że jednak mogę przejść przez rzekę, bo jest kładka. Po prostu późno ją zauważyłam. Wciąż uczę się spostrzegawczości i wytrzymałości. Nie mogę się winić za tamto szybkie poddanie się. Muszę przełamywać własne zmęczenie i strach przed nieznanym. Czasami czuję się doskonale jak kierowca rajdowy, innym razem jak początkujący, kurczowo trzymający ze strachu kierownicę człowiek. Nie brakuje adrenaliny. Każdy krok do przodu to dla mnie jakiś postęp. Nie mogę stać w miejscu. Stanie w miejscu oznacza porażkę, a ja nie lubię tego słowa. Wyjątek stanowi sytuacja, kiedy jestem już mocno zmęczona. Wtedy zatrzymuję się, aby odpocząć i ułożyć nowy plan działania.
Gdy tak idę, spotykam różnych ludzi. Dobrych, mniej dobrych i złych.
Dobrych spotyka się nadzwyczaj rzadko. Zresztą powszechnie wiadomo, że o ideały trudno. Jest może jeden na milion. Nie miałam jeszcze okazji takiego spotkać. Chyba, że w snach. Tak. Może tam. Sny mam niezwykle ciekawe.
Złego człowieka też tak naprawdę jeszcze nie spotkałam, ale jak już spotkam, nie dam mu się skrzywdzić. Będę drapać, kopać i gryźć. Kto powiedział, że zawsze muszę być dla wszystkich miła? Nie jestem taka całkiem bezbronna, na jaką wyglądam. Jeszcze pokażę pazurki. Skąd ta pewność? Nauczyłam się przebiegłości, gdyż wciąż napotykam ludzi „uczących się zła”. Trudno ich rozszyfrować, bo doskonale potrafią udawać dobrych i utrudniać lub niszczyć nasze życie. Czasami potrzeba nawet lat, żeby z całą pewnością stwierdzić: tej osobie nie miałem ufać. Nie muszę tego mówić. Każdy doskonale to wie. Zresztą, po co robić teraz komuś anty propagandę (wszelkie podobieństwo wyżej opisanych do moich sąsiadów– zupełnie przypadkowe).
Najczęściej trafiam na ludzi mniej dobrych. Są to ludzie po prostu zwyczajni. Tacy jak ja. Raz dobrzy, innym razem popełniający błędy. Przeciętni, ale pełni sprzeczności. U których białe może być czarne, a czarne może być białe. W dodatku w kratkę. Niby tacy sami, ale różniący się. Optymiści, pesymiści, realiści, tradycjonaliści... Do wyboru. I to chyba w nich tak naprawdę lubię.
Dzięki wędrówce mam już bagaż pełen doświadczeń i pamiątki z przeszłości. Pamiątki starannie kolekcjonuję i zapraszam do wspólnego marszu. Gorzej jest z doświadczeniami. Same wskakują do mojego plecaka, nim zdążę zaprotestować. Te uparte stworzenia czekają na mnie na każdym, nawet najmniejszym, zakręcie. Najgorsze są te stojące na skrzyżowaniach. Jeszcze nie zdążę zdecydować, w którą idę stronę, a już mam dodatkowy bagaż. Próbowałam już różnych sposobów uniknięcia ich zdobywania, ale to mnie przerasta. Zbyt trudne, albo niemożliwe do wykonania. Nie lubię takich sytuacji bez wyjścia, ale cóż, trzeba się pogodzić...
Niedawno przeszłam kolejny zakręt. Mam go już za sobą. Teraz wszystko poukładało się w jakiś magiczny sposób, w logiczny ciąg. Przede mną, przynajmniej na razie, prosta droga przez równiny. Beztroski czas wakacji i marzeń. Spotykania nowych ludzi, nowych doświadczeń, ale tym razem już nie potworów. Wyruszam dalej...
Co robisz? Idę... Co będziesz robić? Będę iść...
|