Wszedłem do pokoju. Wkoło panowały ciemności. Kompleksy- wysłańcy ciemności- tańczyły dziki taniec koło dziewczyny, stojącej przy stoliku
Rozdział 234
Wszedłem do pokoju. Wkoło panowały ciemności. Kompleksy- wysłańcy ciemności- tańczyły dziki taniec koło dziewczyny, stojącej przy stoliku. Na biurku zostawiony list pożegnalny, przyozdobiony łzami. Żyletka w dłoni, w głowie jeden cel. Ostatnie spojrzenie w lustro. W oczach ogromna pustka. Czy ona jeszcze żyje? Tak, serce w piersi bije! Ręka wystawiona przed siebie, żyła wyraźnie odznaczona. Nie ma problemu żeby trafić i móc się wykrwawić- zbawić świat od swojego istnienia. Łzy lecą po jej policzkach. Na co czeka? Może rozmyśla? Kolejny strumień łez. Czy jest zdecydowana? Czerwona, drżąca ręka. Boi się swojego końca. Czy Kompleksy wezmą górę nad zdrowym rozsądkiem? Próbuje przekrzyczeć śmiech Kompleksów: - Zastanów się nad przewodnim wątkiem! Śmierć nie zawsze jest lepszego początkiem! Czego się boisz?- odpowiednim jest pytaniem. Nie mogę się przedrzeć przez coraz ciaśniej zaciskający się krąg tańczących Kompleksów. Jeden z nich woła do dziewczyny: - Jesteś nikim! Drugi z szyderczym śmiechem: - Nikt Cię nie kocha! Trzeci dodaje: - Jesteś brzydka i niepotrzebna! Nie wiem, co robić. Bez wsparcia nie dam sobie rady! Kompleksów jest zbyt dużo.
Karol odrabiał lekcje i zastanawiał się, czemu Kaśki nie było dziś w szkole. W ostatnim czasie była jakaś smutna. Gdzie się podziała dawna, beztroska Kasia? Do Karola przyszły Jola i Basia. - Słuchaj, zauważyłeś, że Kaśka była ostatnio jakaś markotna? - Tak, ciekawe czemu dziś jej nie było w szkole? Może coś się stało? - Pomódlmy się o nią- zaproponowała Basia. Cała trójka pochyliła głowy, prosząc w modlitwie o Kaśkę.
Stałem coraz bardziej zrozpaczony. Jej koniec był bliski. Nagle poczułem, że moje szaty zaczynają błyszczeć. Światło! Nadzieja! Modlitwa! Rozłożyłem ręce szeroko i wzniosłem je ku niebu. Blask modlitwy wypędził Kompleksy i pokój wypełnił się Nadzieją. Podszedłem do dziewczyny. - Czego się boisz, że żyletkę w ręku trzymasz, żyły podcinasz? Jestem z Tobą! Kasia otoczona światłem zaczęła wzrastać w siłę. Nie wiedziała, co się dzieje. Odrzuciła żyletkę i zaczęła tańczyć po pokoju. Czuła się wspaniale...
Rozdział 457
Po długim locie osiadłem na dachu wieżowca. Na krawędzi stał chłopak, a obok Zawód- sługa ciemności. Chłopak skupiony wyłącznie swoją myślą, poniżej jedenaście pięter w dół. Szybki skok? Wystarczy jeden krok. Jego dłonie są mocno zaciśnięte, nogi drżące. Jedna decyzja może stać się życia końcem. Myśli sobie: - Zawiodłem na całej linii. Zastanawiam się: - Czy to uczyni, czy jest do tego zdolny? Każdy ruch... Chmury przelatują tempem błyskawicy, w dole słychać gwar ulicy. W powietrzu letni wiatr. Czy poleci? Chłopak sam dla siebie kat- ile może mieć lat?
Znów nie mam dostępu. Żeby móc chociaż chwycić go za rękę. Jednak Zawód broni zaciekle Adriana. Bezsilność. Żeby chociaż jedna pozytywna myśl! Chwila zastanowienia. W tej chwili obok mnie staje Marzenie. Światło! Zawód staje na drodze. Marzenie odpycha go i zrzuca z wieżowca... Podchodzimy do chłopca, mówię: - Czego boisz się desperat? Marzenie: - Przecież jak skoczysz, nie pomożesz już Julce w zbiórce pieniędzy na wózek inwalidzki dla Maćka! Adrian robi krok w tył. Zza krawędzi wyłania się Zawód, który zawisnął na gzymsie, chwycił chłopca i zaczął szeptać: - Zawiodłeś, nie będą chcieli kogoś, kto zawodzi... Chłopiec posuwa się ku przepaści... Marzenie rzuca się na Zawód i razem z nim spada w dół. Chłopak cofa się i siada niedaleko wentylatora. Sięga do kieszeni. Wyjmuje starą zmiętą kartkę, którą znalazł kiedyś w plecaku:
NIE MA NA ZIEMI SYTUACJI BEZ WYJŚCIA, BO GDY BÓG DRZWI ZAMYKA, TO OTWIERA OKNO.
Rozdział 1678
Stoję przed drzwiami, wchodzę. Ciemność ogarnia pomieszczenie. Niechęć i Rozpacz- słudzy ciemności- unoszą się nad młodym chłopakiem. W pokoju cisza, jak w opuszczonych mieszkaniach. W powietrzu atmosfera ludzi zrezygnowanych, na życiu zawiedzionych. W fotelu siedzi zrozpaczony człowiek. W oczach ma wypisany strach. Przymyka powieki, zdecydowany na ostateczne wyjście. To jak rosyjska ruletka, bęben wprowadzony w ruch. Lufa penetrująca jamę ust, palec wskazujący szuka po omacku miejsca, gdzie jest spust. Pot kapie mu z czoła. - Czy zdoła to zrobić? Słyszę. Ciężki oddech, czy ostatnie tchnienie? Wolne uderzenia serca. I pytanie: - Ile jest warte ludzkie istnienie? I czy ma w ogóle jakąś cenę? Nie mogę podejść, więc krzyczę: - Jest bezcenne, bo jedno! Myślisz, że nikomu niepotrzebne? To stwierdzenie błędne! Posłuchaj- żyć, nie umierać- to jedyna prawda! Niechęć tłumi mój okrzyk złowieszczym śmiechem. Nie mogę nic zrobić. Na pewno jest jakieś wyjście, bo inaczej Pan, by mnie tu nie przysłał. Próbuję przekrzyczeć śmiech Niechęci i wycie Rozpaczy. - Czego się boisz, wkładając lufę do ust, przed czym uciekasz naciskając na spust? Reakcja! Usłyszał! Czytam jego myśli: - Nic nie potrafię, nic mi się nie udaje, zawiodłem! Szuka, szukam odpowiedzi. Co on potrafi najlepiej? Analizuję jego życie, pasmo porażek, hmmm, chwila... Jest! - Świetnie grasz na gitarze! Musiałeś rzucić grę, bo w szkole miałeś zaległości! Iskierka nadziei... - A w szufladzie masz mnóstwo swoich pięknych rysunków. Wielu chciałoby umieć tak rysować... Dalsze błyski, kolejne talenty- kolejne płomyki zapalają się wkoło... Przerażone ich blaskiem Rozpacz i Niechęć uciekają przez okno... Chłopak odłożył pistolet i podszedł do szuflady. Wyciągnął swoje rysunki i uśmiechnął się. Na dnie szuflady leżało jeszcze coś. Stara Biblia, którą podarował mu kiedyś Pradziadek. - Podobno tam są wskazówki, jak mam żyć- pomyślał chłopak. Wziął z zaciekawieniem Biblię do ręki i otworzył w miejscu, gdzie akurat była zakładka. Kolorową kredką były zaznaczone słowa:
„WSZYSTKO MOGĘ W TYM, KTÓRY MNIE WZMACNIA- W CHRYSTUSIE”.
Wziął do ręki kartkę i z zapałem zaczął rysować...
Rozdział 2341
Ciemny park. Wkoło słyszę szum Obwinienia i Smutku, Desperacja swym płaszczem oplata dziewczynę stojącą pod drzewem na jakiejś stercie skrzynek. Sznurek na drzewie zawieszony, pętla na szyi. Ciągłe kłótnie rodziców, awantury. Rozwód i poczucie winy: - Czy byłam niedobrym dzieckiem? Bieg rodziców za portfelem, jedynym celem pieniądze. Brak miłości i zainteresowania. Wyrzuty sumienia zapierają dech. Jeden nerwowy ruch i życia nić zerwana. - Czy do tego stopnia jest zdesperowana? Nie wiem, co robić gdyż Obwinienie oplotło już szyję dziewczyny. Brak Nadziei, skąd wziąć pomoc? Sam nie dam rady! Nagle podfrunął do mnie Rozsądek i Sens. Ufff! Razem we trójkę atakujemy naszymi mieczami. Smutek, Desperacja i Obwinienie nacierają z wściekłością, jednak nie dają nam rady i odlatują z wrzaskiem w głąb parku, w poszukiwaniu kolejnej ofiary. Rozsądek śpiewnie woła do dziewczyny: - Przecież masz młodszego brata, też nie może się z tym pogodzić, bez Ciebie nie da sobie rady! Dziewczyna zdejmuje pętle z szyi i biegnie do domu. Wbiega do pokoju brata. Zastaje go przy czytaniu Pisma Św. Brat mówi: - Wiesz, co przeczytałem?
PAN LECZY ZŁAMANYCH NA DUCHU I PRZEWIĄZUJE ICH RANY.
Siostra rzuciła się bratu na szyję i dalej czytali Biblie razem, i dziękowali Bogu, że pomaga im w cierpieniu.
Rozdział 2890
Stoję na odludziu. Na torach siedzi załamany chłopak. W głowie myśli mu grzechoczą, jak turkot kół pociągu. Całe życie jak podróż przed oczyma. - Czy wytrzyma? Myśli nacierają, dech zapierają. - O czym myśli? O wypadku samochodu, pęd i zakręt... drzewa. Przez kierowcę TIR’a zginęła dziewczyna niewinna. Wyrzuty sumienia gnębią, żyć nie dają, obezwładniają. Pociąg pędzi z prędkością światła, myśli przelatują przed oczyma. Z każdym dniem nowy koszmar się zaczyna, przy życiu nic nie trzyma. Obok niego siedzą na torach Strach, Ból i Wina. Śmieją się złowrogo. Ciasny krąg nie pozwala mi się przedostać do chłopaka. Jestem sam i nie mogę nic zrobić. Gdzie w tym wszystkim Sens? Jak mu pomóc wyjść z tunelu trosk? Mój niemy krzyk wznosi się ku Niebu... Z Nieba zlatuje promień. Jest Sens! Sens podchodzi, a słudzy ciemności próbują zasłonić swoje chude, ciemne twarze, by nie zginąć od blasku. Kryją się za chłopca, uciekają. Sens przemawia: - Czy myślisz, że to z Twojej winy? Kierowca TIR’a przecież był pijany, a nie Ty! Więc po co te kolejne łzy? Rodzice jej traktowali Cię jak syna, żyj! Dla nich to wytrzymaj. Nie odbieraj resztek Sensu tym, co Cię kochają! Żyć dla kogo masz, więc podnieś głowę, przecież kochasz też! Ciemności powoli zaczęły ustępować. Ciepły powiew pozytywnych myśli. Chłopak wstał w pragnieniu, że będzie żył. Że się nie podda, życia nie odda. - Powiem, że kocham i będę żyć!
C.D.N.
|