Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Droga przez piekło

Autor: Sulfur
Odsłony: 633
Data: 14-03-2005

Usłyszałem charakterystyczny dźwięk wydawany przez zegarek, co mogło oznaczać tylko jedno: pora wstawać. Jak zawsze, szybko uniemożliwiłem mu wydawanie tego nieprzyjemnego dźwięku. Równie szybko dotarła do mnie myśl, że dzisiaj wtorek, a co za tym idzie - 9 lekcji, w tym 2 to język polski. Dlaczego ja tak nie trawię tego przedmiotu? Nie obchodziłoby mnie to aż tak bardzo, gdyby nie fakt, że jest on obowiązkowy na maturze. Zawsze tak ustawiam budzenie, żebym mógł chwilę poleżeć. Dzisiaj nie obudziłem się z pozytywnym nastawieniem. Perspektywa dziewięciu lekcji po prostu mnie zabijała. Nawiedziły mnie myśli, które ostatnio zbyt często zatruwają mój umysł. Dlaczego ja w ogóle żyję? Po co to wszystko? Jaki jest mój cel? Czy jestem przeznaczony do wyższych celów, czy też całe życie mam funkcjonować jak zwykły zjadacz chleba, szary człowiek, który tak naprawdę jest nikim? Po przeprowadzeniu standardowej porannej procedury, wyszedłem z domu. Niemalże codziennie robiłem to trochę za późno. Często jedna minuta powodowała, że musiałem przemieszczać się co najmniej szybko. Jeżdżę autobusem, który zapewnia mi dotarcie do szkoły nie wcześniej niż pięć minut przed dzwonkiem. Wymusza to na mnie dosyć nerwowe obserwowanie, jaki numer widnieje na każdym pojawiającym się w strefie mojego widzenia.

Jako że wyszedłem trochę później niż powinienem, autobus jak na złość jechał punktualnie. Przyzwyczaiłem się do tego. Dokonałem natychmiastowej oceny jak szybko dojedzie na przystanek, jak długo będzie tam stał (liczba osób na przystanku) oraz jakie są moje możliwości biegowe. Musiałem spróbować. Wystartowałem, co sił w nogach. Przemieszczałem się sprawnie, widząc obserwujących mnie ludzi z autobusu. Cel był coraz bliżej. Jeszcze tylko jakieś dwadzieścia metrów. Wszyscy ludzie wsiedli, a ja widziałem już oczami wyobraźni jak w pełnym biegu chwytam się rury i z wielkim impetem wskakuję do autobusu. Gdy odległość zmalała do dziesięciu metrów drzwi zamknęły się i pojazd ruszył jakby nigdy nic. We mnie aż zawrzało. Kierowca nie widział mnie, a może sprawiło mu to przyjemność. Dlaczego ja muszę mieć zawsze takiego pecha? A może to mój mózg dokonuje takiego przefiltrowania rzeczywistości, że widzę tylko dotykające mnie nieszczęścia, będące tak naprawdę błahostkami.

Do szkoły dotarłem dziesięć minut po dzwonku. Podczas drogi miałem przyjemność potrenować mięśnie czoła i policzków, aby zapobiec dotarciu dręczących promieni słonecznych do moich oczu. Powodowało to charakterystyczny grymas twarzy podobny u wszystkich pasażerów. Postępowanie kierowcy wywołało u mnie szereg przemyśleń dotyczących zakłamania, chamstwa i braku zrozumienia u niektórych ludzi.

Pierwsza lekcja to matematyka. Nie licząc W-F-u najbardziej lubiany przeze mnie przedmiot. Wszedłem do sali i powiedziałem standardową formułkę. Akurat dzisiaj pani wpadła na pomysł, żeby zrobić kartkówkę. Wszyscy pisali już pewnie od kilku minut. Udałem się na pozycję, widząc, jak mój kolega z ławki już szykuje się, żeby zadać mi pytanie, a siedzący przede mną ma pustą kartkę i zapewne będzie systematycznie wykonywał dynamiczne obroty głową z przerażeniem i nadzieją wpatrując się w moje obliczenia. Nie zdążyłem dobrze zacząć pisać, a już usłyszałem przytłumione głosy. Jeden z nich był dziewczęcy. Bez problemów rozpoznałem czyj. Agnieszka należała do osób, które naprawdę działają mi na nerwy. Jak czegoś potrzebuje, to zachowuje się wobec mnie tak, jakbym był jej najlepszym przyjacielem. W przeciwnym razie jestem dla niej po prostu nikim. Spojrzałem na nią ze zgrozą w oczach. Chyba zrozumiała.

Kartkówka z ciągów wydała mi się spacerkiem i nie sprawiło mi większych problemów rozwiązanie zadań. Otoczenie jak zwykle potraktowało mnie jak nieomylną maszynę i rozwiązało zadania analogicznie. Osoba siedząca przede mną, nie obrażając nikogo, wykazała się gigantycznym bezmózgowiem. Zamiast spojrzeć na kartkę i pomyśleć logicznie, obraca się i bezmyślnie przepisuje. Można to porównać do mnożenia na kalkulatorze 5 razy 10.

Po zebraniu kartek rozpoczęła się analiza i wypytywanie mnie, co i jak trzeba było zrobić. Pytania nakładały się, bądź przychodziły jedno po drugim:

- Jak zrobiłeś drugie?
- Ile ci wyszło w pierwszym?
- Ej, Kuba, dobrze to zrobiłem?
- Kuba!... Kuba!...

Miałem wrażenie, że zaraz mnie coś trafi. Dlaczego bycie tzw. dobrym uczniem musi być takie męczące? Po przeprowadzeniu analizy okazało się, ku mojemu zdziwieniu, że zrobiłem coś źle. Siedzący przede mną Krzysiek, był dość mocno zagrożony oceną niedostateczną. Zaczął więc się mnie pytać:

- Jak mogłeś to zrobić źle? Przecież to chyba nie było takie trudne? Przez ciebie mogę dostać kolejną szmatę i nie zdam. Jak taki geniusz jak ty mógł zrobić taki błąd? - powiedział z ogromną pretensją w głosie.

Nie udzieliłem mu odpowiedzi, ponieważ moja psychika była już bardzo mocno nadwerężona. Nienawidziłem, jak ktoś nazywał mnie geniuszem lub traktował jak chodzącą encyklopedię. Miałem ochotę zacząć się drzeć na niego, dając do zrozumienia jak bardzo nienawidzę takiego zachowania. Nie dość, że praktycznie ma gdzieś matematykę i prawie całkowicie nie kuma, co się dzieje na lekcjach, a ja udostępniam mu swoją pracę, chwilami dodając komentarz słowny pod jego naciskiem, to jeszcze obarcza mnie winą za złe rozwiązanie. Chyba coś takiego powinien mieć wliczone w koszty. Gdybym miał nóż w kieszeni, chyba otworzyłby się i złożył kilkakrotnie. "Wyświadcz diabłu przysługę, a ci się piekłem odwdzięczy." Moje usta powoli przybierały grymas nienawiści, brwi się marszczyły, pięści zaciskały, a oddech stawał się coraz głębszy i dynamiczniejszy. Czy tego typu zdarzenia muszą mnie dotykać niemalże codziennie?

Po raz kolejny nie mogłem znieść myśli, jaki ten świat potrafi być chory. Jak niektórzy ludzie mogą być tak bezczelni? Czy znajdzie się ktoś, kto będzie potrafił mnie zrozumieć, kto będzie miał podobne problemy?

Przerwa. Wreszcie mogę trochę ochłonąć. Tym bardziej było by to wskazane, bo teraz dwa polskie. Na tych lekcjach królował Dawid. Swego czasu myślałem, że on będzie dla mnie bratnią duszą, ale odkąd miał dziewczynę, odpłynął w wir standardowego świata. Przemieściłem się pod salę i usiadłem na jednej z ławek ustawionych wzdłuż korytarza. Oczywiście tylko nieliczne osoby znalazły się w podobnym położeniu. Większość klasy bowiem musi iść "się dotlenić". Dlaczego tyle osób wciągnęło się w jeden z najbardziej idiotycznych nałogów? Wielu próbuje rzucić. Oczywiście bezskutecznie. Po co zaczynaliście palić? Do czego wam to było potrzebne? Nieprawdopodobna głupota. Dlaczego mnie to tak męczy? Dlaczego tak bardzo próbuję zrozumieć innych i siebie?

Siedziałem tak i wiedziałem, że wystarczy niewiele, żebym eksplodował. Niestety cała zabawa dopiero miała się zacząć. Nie mogłem patrzeć na te uśmiechnięte twarze osób, u których poziom żartów jest po prostu żałosny, a stałym elementem ich wypowiedzi są wulgaryzmy. Jak to powiedział uczący nas religii w drugiej klasie brat-zakonnik: "przekleństwa nie są grzechem, to tylko wyraz prostactwa". Zatem jak liczne rzesze prostaków są na tym świecie.

Dwie lekcje języka polskiego przetrwałem w ogromnych bólach i cierpieniach. Salę, w której mamy te lekcje mogę nazwać tylko w jeden sposób: przedsionek piekła. Nie jest prawdą stwierdzenie, że nie lubię tego przedmiotu. Ja go po prostu całym sercem nienawidzę. Patrzyłem to na panią, to na Dawida i nie wiedziałem, o czym o ni mówią. Słyszałem słowa, ale informacje nie były w stanie dotrzeć do mojego mózgu i zostać przetworzone. W końcowej części drugiej lekcji myślałem, że skonam. Wszyscy czekali na dzwonek ze znużeniem spoglądając raz po raz na zegarek. W końcu usłyszeliśmy ten przyjemny w tym przypadku dźwięk, będący innym razem znakiem, że rozpoczyna się 45 minut męki.

Kolejna lekcja to historia. Ten przedmiot potrafił być bardzo ciekawy, a innym razem starał się dorównać językowi polskiemu. Weszliśmy do sali i zajęliśmy pozycje. Pani zaczęła brać do odpowiedzi niektóre osoby, a przynajmniej próbowała. Wielu poddawało się już na starcie. Ktoś próbował się tłumaczyć nieobecnością na ostatniej lekcji. Jaki to ma sens, skoro i tak to nie jest przez nauczycieli uznawane? A od czego niby są nieprzygotowania? Oczywiście po to, żeby skorzystać z nich, kiedy nie chciało się po prostu przygotować. Dlaczego tyle osób stara się za wszelką ceną maksymalnie kombinować stosując przy tym szeroko pojmowaną obłudę? Może najwyższy czas, żebyście się nauczyli ponosić konsekwencje swoich działań?!

Podczas "odpowiedzi" jednej z osób zobaczyłem na ścianie przymocowaną kartkę z napisem: "człowiek wesołego usposobienia ma nieustającą ucztę, a dla człowieka smutnego wszystkie dni są złe." Ja wiedziałem swoje: "pesymista to dobrze poinformowany optymista."
Po rozpoczęciu właściwej lekcji pani powiedziała:

- No, to kto nam przypomni, co sobie powiedzieliśmy o sytuacji politycznej Polski w latach 1923-25?... Nikt?... No to może Kuba. Powiedz, co zapamiętałeś z ostatniej lekcji.

Jasne. Standardowa procedura. Jeśli nie ma chętnych, to zawsze musi trafić na teoretycznie dobrego ucznia. Taka sytuacja ma miejsce niemalże na każdym przedmiocie. Efekt tego jest taki, że chcę czy nie chcę - muszę być przygotowany, bo w przeciwnym razie wyjdzie na jaw moja niewiedza. Przy jakimkolwiek potknięciu nauczyciel zapamiętuje, kiedy to byłem w gorszej dyspozycji. Tak było i tym razem. Moja wypowiedź była na dość dobrym poziomie do czasu aż pani zaczęła wymagać coraz dokładniejszych informacji. Gdy poległem, nauczycielka powiedziała:

- Oj Kuba, opuściłeś się ostatnio w nauce. Jeśli ty tego nie wiesz, to kto ma wiedzieć?
- To nie ja się opuściłem, tylko nauka się podciągnęła - powiedziałem żartem, choć tak naprawdę temperatura mojego ciała rosła z minuty na minutę.

Już po prostu nie mogłem. Po historii dwie religie. Uff... Oby tylko pani katechetka nie wpadła na jakiś nieprzyjemny pomysł. Zanim jednak lekcja się zaczęła, miałem do przebrnięcia dwudziestominutową, tzw. długą przerwę. Wszystko przebiegało standardowo. Wyjąłem śniadanie i spokojnie skonsumowałem. Dlaczego te przerwy są takie długie? Niepotrzebne marnowanie czasu. Uczenie na nich jest dość mało efektywne.

Na religiach oglądaliśmy film o satanizmie. Oczywiście większość osób robiła wszystko, żeby tylko czasem ci naprawdę zainteresowani nie mogli za wiele usłyszeć. Pomimo licznych upomnień ze strony nauczycielki i osób zainteresowanych, natężenie hałasu nie schodziło poniżej pewnego poziomu, podobnie jak ciśnienie mojej krwi. Powinienem pogratulować Dawidowi, który podczas denerwującego, głośnego śmiechu jednej z osób, powiedział do innej:

- Znajdź coś twardego i uderz tym w nią z całych sił, to może się zamknie!

Po religiach, jak zwykle, mieliśmy do czynienia z jakże beznadziejnie ułożonym planem lekcji. 7, 8 i 9 lekcja to rachunkowość. O ile pierwsza przebiegała jak standardowa lekcja, a drugą trzeba było z trudem wymęczać, o tyle co do ostatniej zdania raczej nie były podzielone: większej katorgi nie wymyśli piekło. W dziewięciolekcyjnym dniu, który posiada takie atrakcje jak dwa polskie, a potem religie, po których nic się nie chce, testować naszą wytrzymałość trzema rachunkowościami na koniec było lekką przesadą.
Nauczycielka tego przedmiotu była nieugięta. Żyłowała z lekcji, co się dało. Do ostatnich sekund wszystko przebiegało "jak należy".

Okazało się, że wreszcie sprawdziła kartkówki. Większość miała beznadziejne oceny. 3/4 osób dostało tą najmniej pożądaną. Na mojej pracy widniała cyfra 5. Oczywiście musiało się to spotkać z odpowiednimi komentarzami typu "idź, ty kujonie". Dlaczego oni mi to robią? Dlaczego nazywają mnie kujonem, choć nie wiedzą, że tak naprawdę poświęcam niewiele czasu na naukę? Czy muszą tak podcinać mi skrzydła i podkręcać mój stopień zdenerwowania i nienawiści?

Nagle zobaczyłem, że zbliża się do mnie postać kobieca. Zapewne chciała się o coś zapytać albo wziąć moją pracę. Co by nie chciała zrobić było to mile widziane. Zbliżyła się, stanęła za moim prawym ramieniem, pochyliła się i powiedziała:

- Mogę zobaczyć jak zrobiłeś drugie? - powiedziała miłym głosem.

W trakcie wypowiadania przez nią słów poczułem coś dziwnego. Czułem to bardzo dobrze. Z każdą chwilą przepełniało mnie to coraz bardziej, aż dotarło do mnie, z czym mam do czynienia. Nie miałem już wątpliwości, że to, co na mnie tak oddziałuje, to nieprawdopodobny, negatywnie nacechowany, mocno przetworzony, ohydny smród, wydobywający się z jej ust, będący efektem "dotleniania się". To już przesada. W milczeniu podałem jej kartkę, powstrzymując się od eksplozji na szeroką skalę. Oparłem czoło na dłoni i zacząłem wykonywać niewielkie ruchy głową na boki, beznamiętnie patrząc na ławkę.

Przerwę przesiedziałem z twarzą ukrytą w dłoniach. Czułem, że istnieje ryzyko płaczu. Co niektórzy nie powstrzymali się od zachowań typu klepanie po plecach lub komentarzy: "cicho, bo Kuba medytuje", "ooo, Kuba się koncentruje". Ludzie! Ja tu cierpię! Nie byłem jednak w stanie i nie chciałem wykrzesać z siebie jakichkolwiek słów. Proszę bardzo. Żyjcie sobie w tym waszym chorym i wesołym świecie.

Po wymęczeniu pozostałych lekcji, jak najszybciej zacząłem przemieszczać się w stronę wyjścia, kontrolując przy tym zegarek. Po przejściu kawałka drogi, zobaczyłem przemieszczający się autobus, mój autobus. Musiałem się zrewanżować za poranną porażkę. Niestety i tym razem nie zdążyłem. Zdarza się to bardzo rzadko, a tego dnia już drugi raz. Ale... na ulicy był korek. Jeszcze ze mną kierowca nie wygrał. Z ogromnym wysiłkiem złapałem ten sam autobus na następnym przystanku. Wreszcie jakaś przyjemność w tym beznadziejnym dniu.

Po wejściu do domu, jak najszybciej przemieściłem się do swojego pokoju odburkując coś po drodze rodzicom. Rzuciłem plecak i ze wściekłością zacząłem uderzać pięścią w szafkę. Po osiągnięciu odpowiedniego bólu zaprzestałem. Rzuciłem się na wersalkę i natychmiast przyszła mi do głowy jedna myśl... samobójstwo. Po co ciągnąć dalej ten wózek? Już tyle razy miałem tego typu myśli, ale zawsze odraczałem wykonanie moich zamierzeń. Cały ten świat i jego realia męczą mnie nieprawdopodobnie. Z racji moich wyników w nauce noszę piętno. Piętno, które skazuje mnie na bycie odszczepieńcem.
Wróciły do mnie pytania, które zadawałem sobie rano. Po co to wszystko? Po co w ogóle żyję? Jakie jest moje przeznaczenie? Czy ja muszę tak cierpieć każdego dnia?

Teraz albo nigdy. Pora popełnić samobójstwo. Ciekawe tylko czy po śmierci nie czekają mnie jeszcze gorsze przeżycia. Te, z którymi mam do czynienia codziennie, mogą się okazać niczym. Musiałem spróbować. Oby to rozwiązało moje problemy. Otworzyłem okno najszerzej jak to było możliwe. Serce zaczęło mi coraz szybciej bić, na dłoniach czułem pot. Spojrzałem w dół. Widziałem swój cel. Był nim asfaltowy chodnik. Zadałem sobie pytanie, czy na pewno tego chcę. Odpowiedź brzmiała tak, bo wiedziałem, że moje życie to najprawdziwsza droga przez piekło. Zostawiłem kartkę z napisem: „powód pozostawiam w kwestii waszych domysłów”. Wszedłem na parapet. Słyszałem doskonale bicie swojego serca. Nie było na co czekać. Skoczyłem...

Obudziłem się i stwierdzałem kolejne fakty. Pierwszy był bardzo nieprzyjemny: nadal żyję. Czy to był tylko jeden z wielu nietypowych snów, których często doświadczałem? Nie... przecież nie znajduję się w domu. Nagle usłyszałem w oddali głos:

- Panie doktorze! Obudził się!

Moja głowa była tak zatłoczona od myśli, że nawet nie wykonywałem ruchów, w zamarciu analizując wszystkie fakty, wpatrując się w sufit. Po chwili do sali wszedł jakiś lekarz i powiedział:

- Nazywam się Sławomir Wasilewski. Jestem lekarzem. Znajdujesz się w szpitalu. Miałeś ogromne szczęście. Przeżyłeś upadek z piątego piętra. Mam jednak dla ciebie bardzo złą wiadomość. Jesteś... jesteś... - słowa te z trudem przechodziły lekarzowi przez gardło - ...robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, ale niestety...
- Co mi jest?! - z przerażeniem przerwałem lekarzowi.
- Nie wspominając o licznych złamaniach... jesteś sparaliżowany od szyi w dół... - powiedział z grobową miną. - ...niestety nie odzyskasz już jakiejkolwiek sprawności.

Faktycznie. Nie mogłem ruszyć żadną z kończyn. Oczy lekarza mogły zaobserwować tragiczny obrazek. Z napiętymi mięśniami twarzy i grymasem próbowałem się poruszyć. Bez efektów. Mimowolnie łzy zaczęły napływać mi do oczu. Chciałem w tym momencie zostać sam. Gdy sala opustoszała, zacząłem nieprawdopodobnie głośno szlochać.

Jeśli moje dotychczasowe życie było męczące i beznadziejne, to jakie będzie teraz? Szukałem sensu i celu mojego życia. Chciałem poznać moje przeznaczenie. Teraz już je znałem. Moim celem i przeznaczeniem było przetrwać kolejne kilka tysięcy dni funkcjonując jak roślina, będąc tylko gigantycznym garbem dla rodziny. Co ja zrobiłem? Przecież moje dotychczasowe życie nie było aż takie złe. Zacząłem szlochać jeszcze głośniej, ponieważ wiedziałem, że teraz zaczyna się moja prawdziwa droga przez piekło...

***

Napisałem to jakieś dwa lata temu i teraz przypadkowo znalazłem, przypominając sobie o jego istnieniu. Przeczytałem z pewnym uśmiechem na ustach i przyznam szczerze, że nie spodziewam się zbyt pozytywnych opinii (o ile w ogóle to opowiadanie się ukaże), tak więc kto chce, niech sobie ulży. Nie, chwila... przecież powinienem napisać: to mój pierwszy tekst, nie bądźcie zbyt surowi.

Gratulacje dla tych, którzy przeczytali całe. Ja miałem z tym spore trudności.


Średnia: 2.5/5 Oceniony 4 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Komentarze
Sulfur7-07-2007 17:20
Brian_LBN:
Nie było moim zamiarem pisanie czegoś w stylu filmu "Dzień Świra", bo do tamtego czasu jeszcze go nie obejrzałem :), ale faktycznie może to tak wyglądać.
Do Twojego cytatu dodam jeszcze "nikt nie jest tak mądry, za jakiego się ma i nikt tak głupi za jakiego mają go inni"

Wiara w to, że jest się osobą podążąjącą jedyną słuszną drogą, piętnującą przy tym zachowania wszystkich innych, może okazać się zgubna.

P.S. Ale ten czas leci. Od napisania tekstu minęły już ponad 4 lata.

Brian_LBN7-07-2007 00:43
Wywód sfrustrowanego pseudo-inteligenta. Chciałeś chyba napisać coś w stylu filmu "Dzień Świra", ale Ci nie wyszło... Jeśli nie miałeś takiego zamysłu to wybacz, ale przypomina to kartkę z pamiętnika odizolowanego od innych wg Ciebie "gorszych" ludzi co kończy się na całkowitym odrzuceniu. Ocenianie ludzi wg palenie/nie palenie rozśmieszyło mnie strasznie. Ogólnie styl masz ok, ale temat i zawarte w pracy treści są co najmniej żenujące. Pamiętaj "nie udawaj mądrzejszego niż naprawdę jesteś" ;). Pozdro.

Magdziorkas27-05-2007 01:43
Kto wysoko patrzy, ten nisko spada i ciebie najprawdopodobniej również czeka taki los. Pozdrawiam

ekasia27-04-2006 16:15
Mozna odnieś wrażenie, ze główny bohater czuje sie od wszystkich lepszy. Przeszkadza mu, ze ktoś pyta sie go o odpowiedz do zadanie. Przeszkadza mu to, ze ktoś pali. Wszystko mu sie nie podoba. Przerwy to strata czasu.

"Niepotrzebne marnowanie czasu. Uczenie na nich jest dość mało efektywne." - to jest najlepsze :]
Normalnie nie mogłam z tego :]. Oczywiscie uwazam, ze w szkole powinno sie uczyc, ale bez przerw to by było chyba nawet nie zdrowo :p

Ogolnie art ok, niby rozumiem gł bohatera, ale go nie rozumiem. Bo mimo wszystko powinno sie próbowac zrozumiec innych.

Te palenie tez mnei troche dobiło. Z tym, ze to prostacy. <moze dlatego, że sama popalam?>. Bo mimo wszystko trzeba by sie zastanowic czemu oni palą? Samo palenie w sobie nie jest madre, ale nie jest wcale głupsze od popełniania samobójstwa :].

Wiem oczywiscie, ze to opowiadanie, ale jednak.

Pozdrawiam/Kasia

Sulfur11-03-2006 20:23
Miło, że nawet po upływie roku od publikacji ktoś to czyta, a nawet komentuje :).

Glanka11-03-2006 20:13
Bardzo ciekawe i z morałem. Wielki plus. ;)

szalonaanka29-09-2005 16:59
wooow troszku dlugie ... fajne opowiadanko =)

Nieznany29-09-2005 15:45
Supcio to opowiadanie!! naprawde!! Jwstem pełna podziwu! :0

psychodela18-06-2005 14:34
podoba mi sie, si git !!! Peace

agatq31-05-2005 14:24
Bardzo mi się podobało ;) Już chciałam zabierać się do pocieszania, ale no tak... przypomniało mi sie, że to tylko opowiadanie =)


krokos2317-03-2005 16:56
Artykuł bardzo ciekawy!!! Stary nawet nie wiesz ile ma wspólnego ze mną. Też w oczach klasy jestem kujonem - mam te same problemy co ty!!! Tylko u mnie jest inna sytuacja, bo gdy byłem w klasie humanistycznej tego nie było co jest teraz to znaczy piekła. Zamknąłem się w sobie. Gdyby nie 3 moje kolezanki to.... sam wiesz najlepiej. Klasa ogólna to totalna maskra - wagary alkohol narkotyki.
Swietnie Cie rozumiem ale dam rade bo poddac sie nie ma sensu. Jeszcze tylko dosłownie miesiąc z kretynami i bedzie spoko. Otworze sie na ludzi - postaram sie byc sobą. Acha słuchaj jak chcesz pogadac to klikaj do mnie na gg
8607943. Oki?????

InFeRnO16-03-2005 16:51
nie unioslem sie i sorry za te panie w texcie:P ale myslalem ze jak je walne to bardziej trafi do ludzi...!!bo jestem strasznie antysuicide:]pozdro4@ll

Edyta8716-03-2005 13:16
Muszę przyznac, że i mój wybredny gust to opowiadanie zadowoliło:) Bardzo sie cieszę, że są tutaj publikowane i bardzo wartosciowe teksty, jak ten:) Oby więcej takich artów...

akashadev15-03-2005 21:34
Świetny art, daje dużo do myślenia i nawet mnie wciągnął... pozdroffka i trzymaj tak dalej...

Sulfur15-03-2005 17:43
Widzę, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego co przeczytali, a więc dla wyjaśnienia (choć już zrobiła to chociażby dobrawka) przypomnę: to jest OPOWIADANIE, a to oznacza, że mogłem sobie napisać dowolną historię, czy to fikcyjną, czy to opartą na faktach.
Dziękuję wszystkim za komentarze.
Teraz parę słów wyjaśnienia:
dobrawka>> to opowiadanie nie jest zupełnie fikcyjne. Sam fakt, że ja coś napisałem i w dodatku opowiadanie, oznaczał, że coś się ze mną dzieje nie tak. Wręcz czytając je teraz po dwóch latach pomyślałem: "o kurde, chyba przesadziełem z odzwierciedlaniem rzeczywistości". Z tym, że rzeczywistość jest tu jeszcze podkoloryzowana i naciągnięta. Oczywiście wydarzenia od momentu powrotu do domu są już kompletną fikcją.
szyszka>> coś w tym jest, bohater (w dużej mierze ja) jest egoistą, ale jest to egoizm "nabyty" i przejawiający się w pewnych sytuacjach (w opowiadaniu występuje stan kryzysu w psychice)
InFeRnO>> nie ma co się tak unosić. Dla mnie samobójstwo też jest wielkim nieporozumieniem i jeśli popełnia je ktoś świadomie, to chyba nie zdaje sobie sprawy.
Ja miałem niestety do czynienia z idiotycznymi myślami samobójczymi, ale zawsze próbowałem sobie wbić do głowy jak głupie są to myśli i pewnego razu postanowiłem napisać to oto opowiadanie, w którym chciałem przeprowadzić autouświadamianie, że wszystko to, co mi się wydaje być problemem jest tak naprawdę niczym w porównaniu z prawdziwymi problemami i jakie mogą być przykładowe konsekwencje głupich pomysłów typu samobójstwo.

Motyw paraliżu od szyi w dół ciągle mnie prześladuje, ponieważ dotknęło to aktora Christopher'a Reeve'a, odtwórcę roli Supermana, który pomimo takiej tragedii nie poddawał się i cieszył tym, co ma. Zawsze, kiedy dzieje się w moim życiu coś złego, nieprzyjemnego, czy beznadziejnego, mówię sobie: "co ty wiesz o nieszczęściu?"

mamuska12345615-03-2005 17:43


InFeRnO15-03-2005 15:21
Zgadzam sie z *szyszka*...moim zdaniem samobojcy to sa egoisci ktorzy nie mysla o innych...gdyby to wydarzylo sie naprawde powiedz co przezyli by twoi rodzice i znajomi?? ludzie!! kur** nie myslcie tylko o sobie bo mi sie zygac chce....jak ktos mowi ze sie zabije..wlasciwie to jaki byl twoj powod?? dobrze sie uczyles...nie byles na nic chory...miales kolegow..miales rodzine...dom...kurwa ludzie doceniajcie to co macie...niektorzy sa biedni sa slabi w nauce i ciesza sie zyciem!! skoro oni tak potrafia to dlaczego wy nie?? ehh...mnie temat samobojstwa drazni i nigdy nie zrozumiem ludzi...ktorzy to popelniaja!! poza tym samobojstwo jest potepiane przez kazda religie ( nawet satanizm) i jezeli ktos w wierzy w cos po smierci to napewno nie bedzie to nic przyjemnego..:/ pozdrawiam...moze sie myle ale to jest moje skromne zdanie!!...nara

mamuska12345615-03-2005 14:15
szyszka>> upadek z piatego pietra jest bardzo mozliwy poniewaz u mnie na dzielnicy taki chlopak skoczyl z 10 i zyl jeszcze 2 godziny no to z piatego jakby sie bardzo lekarze postarali to tez by sie udalo… no a jak juz dobrawka powiedziala, to jest opowiadanie a nie prawda !!

Justyna...14-03-2005 21:27
Barrrrrrrdzzooooo mi sie podobało:) oby tak dalej :)

Dobrawka14-03-2005 20:48
Szyszko => ten tekst jest opowiadaniem (czyli tekstem fikcyjnym)

-Azb3st-14-03-2005 20:41
Oł yeeeee bardzo mi sie podobał ten arcik jest super

Szekle14-03-2005 20:35
kiedy doszlam do momentu"Proszę bardzo. Żyjcie sobie w tym waszym chorym i wesołym świecie.". Pomyslalam, ze ty chyba sam zyjesz w takim swiecie, ze jestes totalnym egoista i malo obchodza cie inni. czytajac art do konca(choc z oporami) co raz bardziej utwierdzalam sie w tej mysli. i nie wiem moze sie myle, ale ta opowiesc o skoku, przezyciu upadku z 5 pietra:| jakos malo wiarygodna jest. jak na czlowieka sparalizowanego jakos bardzo latwo o tym mowisz. to by bylo na tyle. dla mnie nadal jestes egoista nie zwazajacym na uczucia innych;)

?miej?elek14-03-2005 20:04
podoba mi sie.i zmienilo moje spojrzenie na "kujonow".choc w mojej klasie odpisywac nie daja:D

jolka14-03-2005 19:32
bardzo fajne .

Nieznany14-03-2005 19:31
styl mi się bardzo podoba:)

Dobrawka14-03-2005 17:13
Tekst spójny i ładnie napisany. Opowiadanie udane. Widzę, że mimo długości zwabiło ludzi. Czy rzeczywiście jest on zupełnie fikcyjne?

Justine14-03-2005 16:56
Sorry bardzo - oczywiście to, że jesteś sparaliżowany, nie jest prawdą. Ten kawałek sobie dopowiedziałeś. Ale naprawdę masz myśli samobójcze tylko dlatego, że życie robi Ci na złość na każdym kroku? Po to jest, żeby nauczyć się sobie z nim radzić, żeby się znieczulać na pewne sprawy, a na inne uwrażliwiać. Samobójstwo przysparza tylko nieszczęścia innym i kończy to, co mogło rozwinąć się w coś dobrego - przecież nigdy nie wiesz.

poprostu Asia.14-03-2005 15:28
fajny art, ale chciałam wiedzieć jak teraz żyjesz i jak sobie z tym radzisz?
tak szczerze to wyluzuj, pomyśl o dobrych stronach twego życia jak np: (sądząc z opowiadania)jesteś inteligentny;), no i masz talent do pisania dłuuugich artów:)

roxanne14-03-2005 15:27
Dobry text, powinni go przeczytac wszyscy " samobójcy" :>

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...