Gram na gitarze 5. rok i jak dotąd zawsze słuchałem muzyki alternatywnej, progresywnej, podziemnej oraz ciężkiej. Zespół, w którym jestem gitarzystą, to kapela stricte hardcorowa. Dlaczego więc od dwóch tygodni na moim winampie nie pojawiło się nic innego, niż najnowsze kompozycje, nie przymierzając, Britnej Spears- nie wiem. Całkowity rozbrat stylowy, a także w pewnym sensie ideologiczny, może wydać sie dziwny, czy wręcz śmieszny i będzie to wrażenie jak najbardziej poprawne. Opinia o pop'ie, a już najbardziej o Britney, jest w pewnych kręgach po prostu okropna. Mówi się, że to komercyjna przedstawicielka najstarszej profesji na świecie, że się sprzedaje, że jest dobra dla 12-stolatek, że jest artystycznym zerem oraz że oprócz ładnej buźki nie reprezentuje sobą nic. Ludzie uważający się za inteligentnych jak i osoby, które w swoim własnym przekonaniu są obdarzone tak zwanym gustem muzycznym, trzymają sie od niej z daleka, podkreślając przy każdej nadarzającej się okazji, że nie mają nic wspólnego z tą uszminkowaną Barbie. Zaczynam zastanawiać się, ile w tej antypatii jest szczerości, a ile wymuszenia, czy może raczej bardzo skutecznej sugeracji. Są bowiem ludzie,którym zależy, aby czyjść wizerunek był jak najlepszy i są też tacy, którzy ten sam wizerunek z całych sił starają się zniszczyć. Dlatego być może odwrót od komercji jest w rzeczywistości powrotem (działanie przeciwko komercji nie znaczy tyle samo, co antykomercja, już na pewno nie tyle samo, co alternatywa). Sprawa dosyć skomplikowana i, szczerze powiedziawszy, nie mam jeszcze wykrystalizowanego zdania, lecz kiedy tak oglądałem sobie teledysk do "Toxic" i każdy z moich znajomych po pierwszych 20-stu sekundach uciekał w popłochu oby jak najdalej, zrozumiałem nieco inną, moim zdaniem niesłychanie ważną rzecz. Zastanówcie się, jak można najprościej podzielić społeczność ludzi w wieku powiedzmy 12-21, jako środek podziału używając muzyki. Otóż są ludzie słuchający pop'u we wszystkich odmianach, stylach i objawieniach oraz fani szeroko pojętej muzyki rockowej, czyli takiej tworzonej zgodnie z literą definicji "nie tylko dla czystej hedoistycznej rozrywki widza". Z muzyką praktycznie zawsze wiąże się okreśłony i charakterystyczny światopogląd, tak zwana ideologia oraz ubiór, słownictwo, gusta itd ... Moim zdaniem to źle. Muzyka powinna być konsekwencją charakteru i wyznawanych wartości, a nie ich źródłem. Zbytnie zwracanie uwagi nie na to, czego się słucha, lecz na to, kto to śpiewa, jest w moim skromnym przekonaniu jakąś straszliwą pomyłką. W naszym pięknym nad wyraz kraju kształtowanie osobowości bardzo często wygląda tak: hipotetyczny X ma sąsiada, który wieczorami ostro zapodaje Sex Pistols, któregoś pięknego dnia, kiedy już naście lat mu stuknie, zaczyna widzieć świat całkowicie inaczej i ten dziwnie ubrany koleś zza ściany, co w piłkę nigdy nie chciał grać, zaczyna być dla naszego nastoletniego X kimś bardzo interesującym. Pożycza od sąsiada kilka płytek i po wysłuchaniu postanawia zostać punkiem, więc wchodzi na jakąś e-przeglądarkę, w którą wpisuje punk i na pierwszej lepszej www zostaje mu gładko i szybko wyjaśnione, że punki to subkultura z tradycjami i burzliwą historią, a każdy dobry punk musi nienawidzieć polityki, komercji i pluć na cały machinacyjny system kapitalistycznego świata. No Future krótko mówiąc. Teraz nasz X nie jest już taki zagubiony, wychodzi na podwórko i mówi: już nie gram z wami w piłkę, idę wybijać szyby w szkole, bo jestem pancol i wywrotowiec (przepraszam za cyniczne uproszczenia). Podobnie bywa z każdą inną młodzieżową subkulturą w Polsce. Czym liczniejsze są grupy skupione wokół pewnego zbioru myśli, tym więcej w nich ludzi totalnie nie zdających sobie pojęcia z wyznawanych prawd. Undeground'owe stowarzyszenia ludzi podkręślających swą intelektualną wyższość, brzydzących się komercją i kłamstwem, bywają coraz częściej bandami ślepców. Co innego mieć własne antykomercyjne zdanie, co innego powtarzać to, co jakiś fajny koleś ma namalowane na koszulce. Kiedy widzę te zastępy wyznawców nu-metalu z całkowicie skrępowaną pewnym konwenansem osobowością, to zaczynam się bać, że obwieszczony dosyć niedawno powrót alternatywy nie jest dobrym wydarzeniem. Ostatnio po koncercie podszedł do mnie jakiś koleś i zapytał, czemu nie gramy coverów Metallici, bo to jego ukochana kapela. Powiedziałem, że nie przepadam za Metallicą i toleruję tylko okres, kiedy wszyscy z tego zespołu mieli długie włosy. Wtedy ów fan Jasona i spółki zrobił wielkie oczy, po czym zapytał: To oni mieli długie włosy.... Choć sam wyrastam z tradycji całkowicie odwróconej od świata popu, jestem chyba gotów podjąć się jego obrony, bo jak mówił Salvador Dali: "Każdy człowiek ma pewien horyzont postrzegania, kiedy ten horyzont zmniejszy się do jednego maleńkiego punktu, mówi wtedy: Oto mój punkt widzenia". Światu i muzyce należy się analiza.
PS: Nie mam nic do punków (to tylko przykład, a wybrałem punk, bo to chyba teraz najbardziej na andergrandowym topie), to wspaniali ludzie zazwyczaj, ale i wsród nich ilość pozorantów jest baaardzo wysoka. Generalnie jedną z tych ostatnich rzeczy, w które wierzę jest tolerancja, chociaż czasami- przyznaje się- mam ochotę krzyczeć z całych sił, że ludzie to idioci.
|