Na początek chcę zaznaczyć, że nie piszę tego, żeby się nad sobą użalać. Chcę po prostu opowiedzieć wam swoją historię i poniekąd wyrzucić to z siebie.
Zaczęło się w gimnazjum. To było drugie półrocze I klasy. Zakochał się we mnie jeden chłopak. Nazwijmy go M. Tak więc M się we mnie zakochał, a ja dałam mu kosza i wtedy wszystko się zaczęło. Na początku myślałam, że mu przejdzie, że to tylko chwilowe. Zaczął mnie traktować jak dziwkę. Mówił, że jestem suką, że się puszczam, że jestem dziwką, że się prowadzam z dziadkami za kasę. Jakoś przetrzymałam.
Klasa II gimnazjum była o wiele gorsza. Wymyślił sobie (a właściwie nie zdziwiłabym się, gdyby to była prawda), że w sieci krążą moje porno-foty. Mówiąc, że bym się nie zdziwiła, mam na myśli to, że on mógł zrobić fotomontaż, bo zdecydowanie byłby do tego zdolny. Z początku nie zwracałam na niego uwagi, ale z czasem, kiedy cała klasa o tym huczała, zaczęłam się bać. Zwierzyłam się przyjaciółce. Zaproponowała, żebym komuś powiedziała. Niestety, nie było wtedy takiej dorosłej osoby, której mogłabym to powiedzieć. Tzn. ufałam jednej nauczycielce, ale nie potrafiłam jej tego powiedzieć. Bo niby co miałabym powiedzieć? „Proszę pani, bo w sieci są moje nagie zdjęcia”? Przecież ja nawet nie miałam pewności, że one tam są. W drugim półroczu dał sobie siana. Chyba zrozumiał, że tak nic nie osiągnie...
Klasa III. Ten rok był i ciągle jest najgorszy. Początek był super. Zostałam przewodniczącą szkoły i było naprawdę ekstra. Ale po miesiącu to znów się zaczęło. Znowu zaczęli to wygadywać. Przesyłali sobie coś na komórki, ale tak na prawdę to nie wiem co, bo nigdy mi nie pokazali. W każdym razie miałam wrażenie, że ciągle mnie obgadują. Do ego doszła nieciekawa sytuacja w domu, o której tutaj nie chcę i nie będę pisała.
Wtedy pierwszy raz to zrobiłam. Pocięłam się. Widziałam to na jakimś filmie. Chciałam zobaczyć, czy rzeczywiście pomaga. Pomogło. potem zrobiłam to znowu i znowu i znowu. Aż w końcu ktoś zauważył ślady i napisał e-maila do takiej mojej nauczycielki od zwierzeń. Zawsze mi pomagała, ale nigdy nie powiedziałam jej, co się dzieje. Mówiłam jej tylko o błahostkach. Wiem, że wtedy miała wolne. To był czwartek, a jej nigdy w czwartek nie ma w szkole. W każdym razie tego dnia przyszła. Była piąta lekcja. Zwiałam z historii. Nie wiedziałam, że będą mnie szukać. Nie wiedziałam nawet, że oni wiedzą. Zwiałam, ale do domu nie poszłam. Czekałam jedną lekcję na przyjaciółkę, która miała się urwać ze mną z ostatniej. Nagle do toalety weszła pani O (tak ją nazwijmy). Powiedziała mi, że wszędzie mnie szukają. Byłam w szoku. Zapytałam, dlaczego, a ona na to, że musimy porozmawiać. Od razu wiedziałam, o co chodzi. Bałam się. Ale poszłam z nią, jak gdyby nigdy nic. Weszłyśmy do gabinetu pani pedagog, a ta opuściła salkę. Zostałam sama z panią O.
Zapytałam, czy coś zrobiłam. Ona na to, że nie zrobiłam nic złego, tylko chce mi pomóc. Zaczęłyśmy rozmawiać. Powiedziała, że dostała taką informację, że robię sobie krzywdę. Zaprzeczyłam. Kazała mi pokazać ręce. Nie mogłam tego zrobić. Nie cięłam się już ponad tydzień, ale ślady miałam. Siedziałyśmy tam przez 3 godziny. Rozmawiałyśmy długo. Właściwie rozmową tego nazwać nie można, bo ja nic nie powiedziałam przez całe 3 godziny. Na koniec ona zaproponowała, że jak nie chcę powiedzieć, dlaczego, to ona będzie zgadywać. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że i tak nie zgadnie. Pytała i pytała, a ja wciąż zaprzeczałam. Na koniec zapytała, czy ktoś mnie molestuje. Spojrzałam na nią, a po chwili odpowiedziałam, że nie. Pewnie zastanawia was, dlaczego od razu nie zaprzeczałam. Otóż miałam w życiu taki epizod, o którym nikomu nie powiedziałam.
Następnego dnia miałam z nią zastępstwo. Nie spojrzałam jej w oczy ani razu. Kazała mi zostać po lekcji. Powiedziała, że ma do mnie sprawę. Nikogo to nie dziwiło, bo jest opiekunką samorządu, więc nikt nie pytał mnie, o co chodziło. Powiedziała, że zdecydowały z panią pedagog dać mi spokój, ale powiedziała też, że jak tylko będę miała jakiś problem, to mam do niej przyjść albo dzwonić, nawet o północy. Nigdy nie zadzwoniłam, ale przyszłam. Nie z moim problemem, a przyjaciółki. Ta nauczycielka to skarb w naszej szkole. Szczerze mówiąc, jest chyba najbardziej otwarta na uczniów z całej szkoły. Pomogła i N (moja przyjaciółka).
Ale po południu wezwali rodziców. To był najgorszy dzień w moim życiu. Wróciłam do domu wcześniej. Potem godzinne rozmowy z mamą, a na koniec zasnęłam wykończona tym wszystkim. Wbrew pozorom mama zachowała się okropnie. Zamiast pytać, dlaczego, pytała, czy wiem, jak ona się tam czuła i do dziś mi to wypomina. Żałuję, ale tak naprawdę to ja przecież nie chciałam takiego zamieszania.
Prawdy do dziś nie zna nikt. Jednak zdecydowałam, że jeśli M zrobił fotomontaż, to go zdobędę i zaniosę do pani O.
Nie wiem, czy był sens to wszystko pisać. Nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale ulżyło mi trochę. Załączyłam do działu „szkoła”, bo wszystko zaczęło się w szkole. Mam nadzieję, że wam nic takiego się nie zdarzy. Opisałam to dość powierzchownie, ale gdybym zamieściła tu szczegóły, to nikt by tego nie przeczytał, bo by było 4 razy dłuższe.
|