Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Urywki z pamiętnika

Autor: Anhela
Odsłony: 2174
Data: 3-01-2010

20 lipca 2006, moje pierwsze piwo. Nie było takie dobre. Trochę zakręciło mi w głowie, ale nic specjalnego. Po drugim było dużo lepiej. Ja - zwykle wesoła, szalona dziewczyna, kto by pomyślał, że mogę się aż tak bardzo śmiać. Spodobało mi się. Chciałam więcej. Chciałam zaimponować, poczuć to raz jeszcze.

23 lipca 2006, ognisko. Była wódka. Jeszcze nigdy jej nie próbowałam. Pierwszy kieliszek, pali w gardle, piecze w żołądku. Za wszelką cenę, chciałam pokazać, że potrafię wypić więcej. Zawroty głowy, wyśmienity humor. Już wiedziałam, czemu ludzie tak chętnie do tego wracają. Skończyło się na 6 kieliszkach. Nie obchodziło mnie, że ledwo co doszłam do domu, że pół nocy spędziłam przy kiblu. Żyłam tylko tym błogim stanem. Tym, kiedy nie przejmowałam się niczym, kiedy uśmiech nie znikał z mojej twarzy.

1 września 2006, po rozpoczęciu roku, pasowało się napić. Pierwszy raz zmieszałam piwo z wódką. Wypiłam naprawdę dużo. To było okropne. Nie wróciłam do domu na noc, zasnęłam u koleżanki pod domem. Było mi tak bardzo wstyd... I od tego dnia zaczęły się kłótnie z rodzicami. Nigdy nie potrafiłam się z nimi dogadać, ale teraz już nawet się nie starałam. Nawet nie zauważyli, że nie było mnie w domu. Zawsze czułam się odepchnięta, niechciana. Często szukałam akceptacji w starszym towarzystwie. Może miałam nadzieję, że tam znajdę uczucie. Zawsze byłam tą '' Młodą''. Nigdy nie częstowali mnie alkoholem. Do czasu... Od tamtej pory żyłam tylko tym, kiedy będzie następna impreza. Kiedy w końcu będę mogła się napić.

30 lipca 2006, w końcu zaczynam zadawać sobie pytanie, czym dla mnie jest alkohol ? Czy to tylko sposób na zabawę, czy nadrzędna ciecz, która włada moim życiem? Czy każdy mój ruch zależy właśnie od niego? Co mi daje? Czy żałuję? Odpowiedz jest prosta - żałuję, ale nie potrafię się przyznać, sama przed sobą, że to wszystko co wlewam w siebie nie daje mi nic, prócz zmarnowanego każdego kolejnego dnia.

4 sierpnia 2006, moja refleksja zakończyła się tak szybko, jak się zaczęła. Wszystkie przemyślenia uleciały gdzieś. Zamieniły się w pył, ten zapomniany, niosący przez wiatr poza zasięg moich myśli.

Następną imprezę zakończyłam tak, jak wszystkie inne. Wtedy nie odchodziło mnie nic więcej, tylko wypić i zapomnieć. I tu nasuwa się pytanie, jak mogę zapomnieć o jednym problemie, stwarzając sobie drugi? Jak mam przyznać się przed sobą, że nie radzę sobie z tym wszystkim.

Zastanawiam się, czy powinnam porozmawiać z rodzicami. Czy oni naprawdę uważają mnie za egoistyczną, wyrodną córkę?

28 sierpnia 2009. Czy żałuję? Zdecydowanie, bo alkohol nie daje mi nic. Niszczy zdrowie, moją podupadłą psychikę. Każdy jeden kieliszek odbiera mi dzień życia. Nie przejmuje się tym ile mi go jeszcze zostało, próbuję zmienić tą rutynę, na coś, co wezmę ze sobą w zaświaty. I niech kończy się ten świat, dziś, pojutrze, czy za chwilę. Nie ważne, ja tylko żyję chwilą. Niekoniecznie ta chwila nadaje sens, nic nie wnosi dobrego, więc czy mogę to nazwać po prostu '' beztroskim życiem"?

Nigdy nie sądziłam, że spadnę aż tak nisko. Patrzę na siebie. Na swoje potargane włosy, na nieumalowaną twarz. Kiedyś próbowałabym coś z tym zrobić, teraz? Nie obchodzi mnie to.

1 września 1009, z każdym dniem stawiam krok ku zagładzie. Czy Nowy Rok przyniesie coś lepszego? Czy mogę mieć nadzieję, że wybudzę się i zastanę wakacje 2006 roku, a pościel znów będzie miała ten sam, stary dobry zapach? Teraz próbuje być szczera ze sobą. Uświadamiać sobie wszystkie ważne sprawy. Chyba boli to bardziej, niż niewiedza. Niż życie bez świadomości, że każdy szary dzień zabija miliony moich szarych komórek, a szara skóra próbuje krzyczeć. ''Obudź się z tego koszmaru"! (...)

10 listopada 2009, teraz, kiedy jestem starsza, zatrzymuję wszystko dookoła. Poświęcam jedną chwilę, stoję w czasie i myślę. Rozgrzebuję to, co było i planuję to, co będzie. Pluję sobie w twarz, że dno jest tak blisko, a ja nie mam siły, żeby zgiąć te cholerne, patykowate kolana i z całej siły odbić się od tego świństwa.

Siła? O jakiej ja tu w ogóle sile mówię? O tej, która spycha mnie coraz głębiej? Może o tej, która uleciała ze mnie już tak dawno. Każdy mój, choć niewielki ruch wprawia mnie w obłęd. Cały ten mętlik w głowie dopełnia jeszcze szum alkoholu z procentami. I gdzie tu moralność, która mogłaby dać mi ogromnego kopa, którym nazywam trzeźwością?

Po prostu tak bardzo mi żal, że straciłam ją. Tę drugą stronę, która zawsze myśląc pozytywnie, potrafiła wybrnąć z każdej sytuacji. Ta, która mimo woli przylepiała uśmiech na twarz, aż zrastał się z nią i stwarzał szczery pogląd. Czuję, że bije się z tym podupadłym czymś. Z tym, co przypomina wrak człowieka... To coś już nie walczy. Nie ma sił...

Druga "ja", wykrzyczałaby mi w twarz o wszystkim co zrobiłam. Dała ogromnego powera na życie i zaczęła układać je według swojego planu. Od początku. Nie poddałaby się.

Teraźniejsza "ja" leży gdzieś w kącie, ucieka od rozmów i nawet nie myśli, że mogłaby teraz wziąć te zasrane cegiełki i zacząć stwarzać swój własny, lepszy, bezprocentowy świat...



Średnia: 4.4/5 Oceniony 30 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Komentarze
justaelo13-03-2010 20:30
Ja zaczęłam pić w 6 klasie podstawówki a teraz jestem w 1 klasie technikum i bardzo mi się to odbija na nauce. Nie mogę się skupić a moje oceny są bardzo cieniutkie. Szczerze to nie wyobrażam sobie życia, bez wódeczki albo piwka. Teraz tylko czekam na dzień w którym się dowiem, że zdałam i ide pić..

xagness20-02-2010 20:21
Ja piłam piwo przed 8 rokiem życia, ale tylko w celach zdrowotnych i w bardzo małych ilościach. Po komunii zero alkoholu, aż do teraz. Mam 15 lat i 2 msc sięgnęłam po spirytus, cytrynówkę i szampan. Nic z tych rzeczy mi nie smakowało i teraz nie piję wogóle. Może jakby mnie ktoś poczęstował to bym spróbowała, ale nic na siłę.Też mam kumpla który pije i nie mam pojęcia jak mu pomóc, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji

blackandwhitee7-02-2010 23:07
Popieram poprzedniczkę w 100%.A co do artykułu. Rozumiem świetnie.Doskonale. Moje 'przygody' z alkoholem też zaczęły się w 2006 roku. Byłam wtedy w 2 klasie gimnazjum. Wiadomo, okres buntu.Próbowało się różnych rzeczy.Pierwsze piwo, wódka, jabol. Zdarzało się to rzadko. Potem 3 gimnazjum, już częściej ale też nie jakoś szczególnie. Wypiło się piwo, tanie wino, podczas np wagarów albo okazyjnie imprezy. Ale podobal mi się ten stan. Lubiłam alkohol. Poza tym nigdy nie miałam umiaru. Już od samego poczatku. Polecialo dopiero w liceum. Coraz wiecej imprez, koncertow, domówek, wypadów do baru. W koncu byłam już starsza. Dużo też zależy od towarzystwa w jakim czlowiek sie obraca. Alkohol byl coraz czestszym towarzyszem. Pozniej pojawily sie roznego rodzaju problemy w moim zyciu. Picie stalo sie sposobem na rozwiazywanie ich. Gdy piłam to nie wiedzialam kiedy powiedzieć stop...Zaczely sie awantury w domu, stawalam sie agresywna. Wczesniej nie mialam tak, nawet kiedy wypilam za duzo. Dopiero po czasie. Zdarzaly sie sytuacje kiedy zachowywalam sie tak jak nigdy nie postapilabym na trzezwo, mowilam rzeczy ktorych potem sie wstydzilam. Mialam tez problemy w szkole, nie uczylam sie zbyt wiele. Z czasem i moi znajomi zaczeli robic mi docinki z alkoholem. Dopiero to podzialalo na mnie jak kufel lodowatej wody. Sama juz zaczelam dostrzegac ze zaczynam miec problem ale kiedy mowili mi to juz inni...nie było dobrze. Stopniowo zaczynalam zwracac uwage na to, zmienilam swoj stosunek do alkoholu.nie chcialam wypic za duzo, chyba chciałam coś udowodnić sobie i innym. wszystko zaczelo sie najbardziej zmieniać na wakacje tego roku..Poznałam straszego chlopaka, rozpoczęłam staly, stabilny i szczęśliwy związek. On zmienił mój sposób patrzenia na życie. Wydoroślałam, zaczelam zachowywac sie inaczej, myśleć poważnie o życiu. Może to była kwestia upływu czasu, może wstrząsu w którymś momencie, może uczucia i dobrego wpływu faceta. Najważniejsze że opamietałam sie w pore. Granica jest cienka. Nigdy nie wiadomo kiedy wlasnie powoli ja przekraczasz. Zmarnowalam duzo dni i miesiecy. W tamtym okresie życia przestalam czytac ksiazki ktore tak lubiłam przedtem. Nie mialam zainteresowan. Dziś wiem że życie i młodość można, chyba nawet trzeba przeżywać inaczej. Alkohol jest dla ludzi ale w rozsadnych ilościach i okazjach. Trudno jest skonczyc... Trzeba dużo silnej woli, motywacji. To albo mija z wiekiem i przechodzi stopniowo, albo trzeba podjac trudna decyzje i trwac w niej. Zalezy jak daleko sie zabrnelo...trzymam za Ciebie kciuki. wierzę że Ci się uda. To nie prowadzi do niczego dobrego, wiem o tym aż za dobrze...

Anio?eczek :)19-01-2010 21:12
Alkohol to fajny dodatek do dobrej zabawy. Kusi, bo po nim jesteśmy wyluzowani, 'szczęśliwi', śmiejemy się, do tego fajne efekty wizualne jak kręciołki itp. Wiesz o czym mówię. Chwila zapomnienia, ukojenia. Ale pamiętaj, że to nas niszczy. Nasze zdrowie, naszą psychikę, nasze relacje z innymi.
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego, że masz problem. Ale pomyśl... Czy nadal warto pić? Jesteś coraz starsza, wiele tracisz pijąc. Tracisz piękne wspomnienia. Można inaczej spędzać czas. Wypad do kina, na zakupy, spotkanie z przyjaciółmi, jogging, może jakieś inne formy spędzania czasu? To też jest miłe. I do tego nas wzbogaca, nie niszczy.
Nie pij tyle. Okazyjnie. Tak się mówi... Ale okazja czeka na każdym kroku, prawda? Ustal sobie najważniejsze okazje, wtedy, gdy serio alkohol może być wypity. Jakaś fajna impreza, 18, coś w tym stylu. A melanże? Melanże są denne wiesz? Może jest 'zwała'. Ale przecież można się pośmiać bez tego.
Jeden nałóg ciągnie kolejne nałogi.
Papierosy, marihuana... Marihuana - odlot. Potem feta, kokaina. Warto?
Życie masz tylko jedno i nikt nie przeżyje go za Ciebie, nie cofnie czasu. Pomyśl o bliskich. Pomyśl o sobie!
Na pewno chcesz kiedyś mieć własną rodzinę. Co powiesz dzieciom o swojej młodości? 'Piłam, piłam, piłam... I piłam'. Wstyd. Na szczęście nie jest za późno!
Skończ z tym. Skończ z częstym piciem, z upijaniem się. To upokarzające. Musisz szanować siebie.
Alkohol jest dla ludzi, ale w odpowiednich ilościach i odstępach czasu. Pamiętaj o tym.
Nie daj, żeby to kierowało Tobą. Bo jesteś ponad to, wiesz?
Nawet jeśli teraz czujesz się źle, wydaje Ci się, że sobie nie poradzisz. Wydaje Ci się!
Nic nie jest stracone, możesz wszystko odbudować, gdzieś w głębi Ciebie nadal jest Twoje drugie, lepsze 'ja'.
Życzę Ci powodzenia, weź się w garść. Znajdź sobie jakieś fajne rozrywki, zainteresowania. Bo alkohol nie jest wcale fajny, wiesz o tym.
Pozdrawiam

genalupi18-01-2010 14:19
"Często szukałam akceptacji w starszym towarzystwie."
Może najpierw powinnaś zaakceptować samą siebie?

"30 lipca 2006, w końcu zaczynam zadawać sobie pytanie, czym dla mnie jest alkohol ? Czy to tylko sposób na zabawę, czy nadrzędna ciecz, która włada moim życiem? Czy każdy mój ruch zależy właśnie od niego? Co mi daje? Czy żałuję?"

Może wydrukuj sobie te pytania i powieś nad biurkiem. Każdego dnia na trzeźwo na nie odpowiadając. Myśl nad tym.

"Czy żałuję? Odpowiedz jest prosta - żałuję, ale nie potrafię się przyznać, sama przed sobą, że to wszystko co wlewam w siebie nie daje mi nic, prócz zmarnowanego każdego kolejnego dnia."
Wydaje mi się, że właśnie się do tego przyznałaś.

Czy jedyny sposób na zabawę to impreza i alkohol? Zamiast się nad sobą użalać zacznij coś robić, biegać, pływać. Wyjeżdżać na łono natury. Wysiłek fizyczny skutecznie pomoże ci wyrzucić myśli o alkoholu.
Nie mów sobie nigdy nie tknę alkoholu. Jeżeli tak zrobisz to bardzo szybko się zbuntujesz przeciwko samej sobie. Najpierw doprowadź się do porządku, a alkohol pij dla smaku. Na koniec tygodnia 2 piwa dla smaku. Pij i delektuj się smakiem, ale nie upijaj. Jeżeli ci nie smakuje to nie pij. Z tego co przeczytałem wyrażasz chęć przestania. Jeżeli naprawdę tego chcesz to to zrób. Nie wmawiaj sobie, że nie możesz. To ty kierujesz sobą. To od ciebie zależy kiedy napijesz się piwa i ile. Na początku będzie bolało i będzie ciężko. Wytrzymaj!!! Gdy nabierzesz sił, przełóż chęć upicia się na ciężki wysiłek fizyczny, na świeże powietrze. Znajdź inne rzeczy które sprawiają ci przyjemność.
Weź kartkę do ręki i obok pytań które zawiesisz, zawieś następną kartkę na której będą krótkoterminowe cele do których będziesz dążyć, oraz jakiś długoterminowy. Niech nie będą trudne do wykonania. Wyznacz sobie nagrodę za ich spełnienie.
Wszystko zależy od ciebie.

inna0415-01-2010 23:03
świetnie opisany art.
ten błogi stan jest najgroźniejszy.
ja co prawda często nie piję, ale nie umiem sobie odmuwić alkoholu raz na jakiś czas.
Piję się najczęściej by zapomnieć, picie doprowadza do jeszcze większej depresji, a w końcu Twoja psychika siada.


kanonierka8-01-2010 18:20
witajcie w klubie... choć czasami udaje mi się z tym walczyć, ale najczęściej... stwierdzam, że jak jest okazja, to zajaram bakę, jak nie ma, to wypiję... świetnie opisany motyw zagubienia, zatracenia...

BabyGiRL:5-01-2010 10:51
mam ten sam problem' z alko, ale nie zaluje..to zle?Xd

Anhela4-01-2010 08:10
pempol10 wiesz wstyd się przyznać ale już w wieku 13 lat spróbowałam swojego pierwszego piwa a w wieku 14 zaczęłam próbować więcej i w większych ilościach. Szczerze mówiąc daelj mam z tym problem..

pempol103-01-2010 23:24
Anhela jeśli mogę spytać to ile miałaś lat gdy zaczęłaś pić. Znam wiele osób które mają podobny problem co ty. Przykre ale prawdziwe... :(

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...