| Kilka uwag odnośnie narkotyków |
|
Autor: genalupi
Odsłony: 1309
Data: 29-01-2010
|
|
|
|
|
Jestem na tym vortalu od niedawna, aczkolwiek przeczytałem masę waszych opowieści. Byłem zaskoczony waszym spojrzeniem na narkotyki. Nie chciałem tu nic pisać, ponieważ z reguły staram się zachować swoja opinię dla siebie. Niestety, w miarę czytania, coraz bardziej byłem skłonny wtrącić swoje „3 grosze”. Zastanawiam się, od czego zacząć, widać będę zmuszony zacząć od miejsca, kiedy pierwszy raz miałem styczność z używkami. Sądzę, że tak będzie najciekawiej dla czytelnika, jak również w odpowiednich momentach będę mógł wrzucać swoje dygresje na dany temat. Chciałbym również zaznaczyć, że jest to moja subiektywna opinia. Zaczynamy.
Najpierw co nieco, co myślę na temat narkotyków, w tym alkoholu i tytoniu. Wielu ludzi mówi, że te używki są ZŁE, że rujnują ludzkie żywota itd... Śmieszy mnie to niezmiernie. Czy uważam, że narkotyki są niebezpieczne? TAK!!! Czy uważam, że rujnują ludzkie życia? NIE!!! To ludzie rujnują sobie i innym życie. Nieważne, czy użyją do tego używki, noża czy pistoletu. Narkotyki to narzędzie. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, że w zamierzchłych czasach ludzie używali substancji zmieniających stan świadomości (w tym alkohol oraz tytoń) jako rzecz świętą. Były one zarezerwowane dla garstki ludzi w danym plemieniu czy osadzie. Ludzie studiowali je i traktowali z szacunkiem. Moment spożycia był ceremonią, czymś uświęconym. Używali ich do poznania siebie i nie tylko. W dzisiejszych czasach ludzie do wielu rzeczy nie mają szacunku, do wielu rzeczy, w tym ich samych. Problem uzależnień tkwi w nas samych. Skłonność do okłamywania się wypracowaliśmy do perfekcji. Narkotyki zdecydowanie nie są dla wszystkich, tak samo jak niektórym ludziom nie daje się noża do ręki. Ważnym jest, dlaczego ludzie sięgają po nie? Masa ludzi sięga po używki, aby się zabawić. Prawda jest natomiast zgoła odmienna. Często jest to ucieczka od problemów, chęć poznania innego świata, ponieważ w tym nie jest nam dobrze. Nie trzeba długo się zastanawiać, co się stanie, jeżeli ktoś sięga po narkotyki, kierowany właśnie takimi motywami. Będzie to dla niego „złoty środek” na wszelkie problemy. Oczywiście powodów jest o wiele więcej, niestety nie jestem w stanie wszystkich wymienić z prostego względu. Każdy z nas ma inną psychikę, cele, marzenia, żądze. OK. Mówiłem, że spróbuję nakreślić obraz na własnym przykładzie.
Wychowałem się w przeciętnej rodzinie, moja matka jest dobrą kobietą, niestety jest również nerwoholiczką. Nietrudno zgadnąć, jakie to niesie ze sobą skutki. Ojciec zmarł, gdy miałem 6 lat. Od najmłodszych lat obracałem się w kręgu znajomych o wiele starszych od siebie. Czy było to dobre? Tak i nie. Na pewno było to dla mnie niebezpieczne. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale do pewnego wieku młody człowiek jest o wiele bardziej podatny na uzależnienia niż powiedzmy jako dorosły. Powód jest prosty. Dojrzałość umysłowa. Dlatego uważam, że diler, który sprzedaje dzieciom narkotyki, powinien ponieść surową karę pozbawioną litości i współczucia. Gdy jesteśmy dziećmi, nasza chęć poznania świata jest ogromna. W życiu uzależniłem się poważnie od dwóch rzeczy. Mając 8 lat, pierwszy raz spróbowałem papierosów. Ze względu, że moi koledzy byli kilka lub nawet kilkanaście lat starsi ode mnie, nie było problemu z dostępnością. Nie zaciągałem się. Sprawiało mi to wielką frajdę, jak wszystko co było zakazane i dostarczało dreszczyku emocji. Jak się zapewne domyślacie, w końcu zacząłem się zaciągać. W wieku 10 lat paliłem już nałogowo. Palę do dziś, aczkolwiek intencje, sposób i powody się zmieniły, jak również częstotliwość. Papierosy to było moje pierwsze uzależnienie. Niestety, na tym się nie skończyło. Pewnego dnia zapukał do mnie kumpel i zaciągnął na pobliski cmentarz z zamiarem pokazania mi czegoś. Był bardzo podekscytowany. Byłem wtedy w szkole podstawowej. Nie pamiętam, która była to klasa. Mój towarzysz wyciągnął swój specyfik. Specyfik, który został moim kumplem na następne 6 miesięcy. Był to Butapren. Nie wiem, kto z was zetknął się z tym świństwem. Wiem natomiast, że dla małego dzieciaka, jak ja, był to inny świat. Moim wybawieniem było to, że z racji otoczenia (wieku kolegów) oraz sytuacji w domu, dorastałem wewnętrznie o wiele szybciej niż moi rówieśnicy. Może było to w drugiej klasie szkoły podstawowej, gdy zauważyłem pewną ciekawą rzecz. Mianowicie, że ludzie są strasznie podatni na to, co mówimy i w jaki sposób. Zacząłem się tym interesować, co więcej, stało się to moim małym hobby. Nawet nie potrafię wyrazić, jak wiele korzyści mi to dało, oczywiście czasami trzeba było użyć pięści do rozwiązania niektórych spraw, ale o wiele częściej zwykła rozmowa dawała o wiele lepsze rezultaty i korzyści. Niestety, być może byłem mocniej dojrzały w kontaktach międzyludzkich i kilku innych rzeczach, aczkolwiek dalej miałem umysł dziecka.
Gdy klej zawitał do mojego życia, zaczął się koszmar i to nie tylko dla mnie. W krótkim czasie była to istna epidemia w mojej małej mieścinie. Wychodząc na przerwę, natykało się na worki z klejem na podłodze. Masa dzieciaków w tym czasie uzależniła się od kleju. Czas mijał. Pół roku minęło. Siedziałem na swojej ulubionej wysepce skalnej z kolegami i „wąchaliśmy”. Odleciałem. Gdy otworzyłem oczy, siedzieli koło mnie. Szybko poznałem, że coś jest nie tak. Ich twarze były złowieszcze, w workach zamiast kleju były zakrwawione, wyrwane zęby. Uśmiechnęli się i powiedzieli, że nie są moimi kolegami. Jesteśmy w innej przestrzeni i zostanę tam z nimi na zawsze. BOOM!!! Wybudziłem się, przerażony spojrzałem na kumpli obok. Byli normalni. Ufff... Wróciłem.
Ta podróż była dla mnie zrządzeniem losu. Odwróciłem się, wylałem tubkę i podpaliłem. Nigdy więcej nie spróbowałem kleju ponownie. Gnój to był straszny i nie problem był z uzależnieniem, bo to zafundowałem sobie sam. Najgorszy był twój wygląd. Usta i ręce oblepione klejem, z ust również cuchnęło co niemiara. Ubranie otrzymało nowe wzorki. Gdy wróciłem do domu, spojrzałem w lustro. Nic... Po prostu nie mogłem zebrać wszystkiego do kupy. Odciąłem się od znajomych na miesiąc, nie wychodziłem z domu. Na moje szczęście odstawienie kleju nie powodowało fizycznego bólu, problemem było tylko to, że byłem strasznie głodny. Miałem ochotę dosłownie wlać tubkę do gardła.
Minął miesiąc, cześć osób jeszcze kleiła, część powiększyła swój repertuar o nowe specyfiki takie jak „Pronto” czy rozpuszczalniki. Ciężki to był okres. Dla mnie i mojego umysłu. Udało się. Wróciłem do stanu, w jakim byłem przed uzależnieniem. Oczywiście dalej kontynuowałem swoje hobby. Nie byłem aniołkiem, jeżeli chodzi o lata podstawówki, to siałem niesamowitą rozpierduchę, alkohol lał się często. Matka lubiła wypić, co dawało mi ogromne pole bezkarności. Aczkolwiek alkohol nigdy nie był czymś niezbędnym. Było to dla mnie narzędzie, dzięki któremu mogłem się dostosować do swoich starszych znajomych. Dawało mi to niezłe profity, choć i były tego minusy. Jednym z nich był fakt, że moment normalnego dzieciństwa nigdy tak naprawdę u mnie nie istniał. Wtedy liczyła się zabawa, samo wyjście oknem w nocy i włóczenie się po okolicy dawało mi niezmierną frajdę. Zapalenie papierosa, napicie się piwa. Bez różnicy. Lubiliśmy świeży chleb z piekarni. Jedliśmy go w środku nocy, siedząc i dobrze się bawiąc.
W tym momencie zatrzymam się w swojej opowieści. Napisałem o tych młodzieńczych latach, aby pokazać mniej więcej, jak to z dzieciakami jest i jak łatwo można się pogubić. Nie będę opisywał dalszego okresu tak szczegółowo, bo jest to zbędne. Były imprezy, wariacje, głupoty. Zawsze starałem się zachować rozwagę.
Czas mijał, nadeszło gimnazjum. Równie szalony okres. Kilkakrotnie spróbowałem marihuany, ciekawy był to specyfik, ale nie przywiązywałem do niego zbyt wielkiej wagi. Zainteresowałem się narkotykami, ale trochę z innego poziomu. W moje ręce wpadła ciekawa książka. Dostałem ją od osoby, która pracuje w oddziale antynarkotykowym. Książka ta zawierała bogatą historię większości używek. Zaskoczeniem było dla mnie, gdy dowiedziałem się, że praktycznie każdy dzisiejszy nielegalny narkotyk był kiedyś lekiem. Większym szokiem było dla mnie, gdy dowiedziałem się, że powody ich delegalizacji były czysto ekonomiczne i chodziło tylko o zysk. W dzisiejszych czasach jest od groma leków, które o wiele bardziej uzależniają i są bardziej niebezpieczne od demonizowanej listy używek, które dobrze znamy. W tym samym czasie zacząłem pracę nad własnym ciałem, nie tylko od strony fizycznej, ale i mentalnej. Zacząłem ćwiczyć medytację i uczyć się różnych technik kontrolowania własnego ciała i procesów w nim zachodzących.
Czas mijał, moje zainteresowanie i wiedza rosły. Przeznaczenie doprowadziło mnie do spotkania pewnego szamana. Tak, tak, wiem, jak to brzmi, ale zanim ktokolwiek to wyśmieje, proponuję zaczerpnąć trochę teorii i nie kierować się tym, co robi New Age i masa szarlatanów, jak i TV. Tak więc, ów szaman zgodził się mnie uczyć, nauczył mnie historii roślin mocy (znanych wam jako narkotyki), nauczył mnie również zmieniania stanów świadomości bez pomocy jakichkolwiek używek. Pracy z własnymi lękami i żądzami, które ma każdy z nas, tylko je skrupulatnie chowa przed sobą lub ignoruje. Nauczyłem się, jak świadomie dostrzegać otaczający nas świat, naturę, ludzi. Wiedzy i umiejętności, jakie od niego otrzymałem, nie dałaby mi żadna książka. Gdy byłem gotowy, pokazał mi, jak korzystać z takich specyfików jak choćby marihuana czy grzyby. Na co uważać i czego nie robić. Gdy zakończyłem naukę, która trwała 3 lata, ruszyłem własną ścieżką. To by było na tyle, jeżeli chodzi o moją historię.
Dlaczego to napisałem? Aby zwrócić waszą uwagę na rzeczy zazwyczaj przez was pomijane. Każdy z nas nosi w sobie chęć doświadczenia innego świata, niestety często uciekamy od tego, co nas otacza, myśląc, że to jest złe szare i przeciwko nam. To nieprawda. Nauczyłem się szukać lekcji w każdej nieprzyjemnej rzeczy, która mnie spotyka. Pamiętam, jaki byłem zdziwiony, gdy odkrywałem, że zawsze taka lekcja istnieje. Nawet w śmierci mojego ojca. Jeżeli chcecie doświadczać innych stanów świadomości, poznajcie najpierw siebie i nauczcie się żyć bez nich. Zapytajcie się, jaki jest naprawdę powód, że po nie sięgacie. Jak już będziecie to wiedzieli, cóż... sami zobaczycie.
Podsumowując, narkotyki i wiele innych rzeczy nas otaczających to tylko narzędzia. Jak to z niektórymi bywa, można skaleczyć siebie czy innych. O tym, czy ktoś jest uzależniony, nie decyduje to, jak często coś bierze, tylko dlaczego. Ważne jest zapytać się, kto włada twoim ciałem i tym, co robisz, twój UMYSŁ czy NARKOTYK?
Ciekawi mnie, jak zareagujecie, zważywszy, że na tym vortalu jest duże zróżnicowanie pod względem wieku, przekonań itd...
Pozdrawiam, Genalupi
| Średnia: 3.8/5 Oceniony 19 raz(y). |
Pokaz arty autora
|
|