Piercing jest jednym z tych rodzajów mody, który z czasem zaczął występować jako dodatek do praktycznie każdej grupy społecznej, gdzie zaczął być uważany za formę ozdoby, a dopiero na drugim miejscu za sposób wyrażania siebie. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie dość, że piercing jest niejako okaleczaniem swojego ciała, to w dodatku całe to zamieszanie rozpoczęło się stosunkowo niedawno, bo na masową skalę jakieś 5-6 lat temu. Ten szybki boom ciągnie za sobą i pozytywne, i negatywne skutki - społeczeństwo się zmienia, w jakiś sposób ewoluuje.
W jaki sposób na to wszystko patrzą ludzie zagłębieni w tematykę modyfikacji ciała?
Czy do zainteresowania się tematem skłonił ich boom, czy może coś innego?
Rozmowa z Robertem, piercerem z południowej Polski, na co dzień zajmującym się studiowaniem psychologii, imprezowaniem i poszukiwaniem odpowiedzi.
Witaj Robercie, po lekkim wstępie czytelnicy co nieco wiedzą czego się spodziewać po dzisiejszym wywiadzie, ale czy na pewno? Zaskocz nas, opowiedz o samopoczuciu piercingu na polskich ziemiach, co jest w nim fascynujące?
Piercing jest w gruncie rzeczy jedną z najmniej ingerujących modyfikacji ciała jakie istnieją, zakładając, że przez modyfikacje rozumiemy ingerencję w nasze ciało jako takie. Kolczykowanie ciała ma historię prawie tak długą, jak najstarsze i najlepiej zachowane dokumenty historyczne. Co ciekawe, w samej Biblii jest sporo opisów na temat piercingu, co rzuca trochę inne światło na dzisiejsze podejście starszych, religijnych Polaków na ten element mody.
Właśnie - moda. Jak wypada piercing w dzisiejszym świecie popkultury?
Moda - tak, na dobrą sprawę to dobre określenie tego zjawiska, przynajmniej przez najbliższe lata. Można to porównać na przykład do dzisiaj już całkowicie niewinnych, długich włosów sprzed 50 lat, które z biegiem czasu zaczęły być na porządku dziennym i teraz mężczyźni z długimi włosami są postrzegani jako "całkowicie normalni".
Wydaje mi się, że tak samo będzie z piercingiem za, powiedzmy, 5-10 lat. Często się nad tym zastanawiałem i uważam, że tego typu "nowości na skalę masową" muszą się przystosować przez swój pewnego rodzaju szokujący wygląd, szczególnie dla rodziców. Rodzice wydają na świat dziecko mające ich geny i widząc w nim niejako siebie, nagle widzą naruszanie tego ciała w sposób świadomy, co jest dla nich wyjątkowo bolesne. Młodzież, która jest tak naprawdę największą grupą konsumentów, nie zdaje sobie z tego sprawy. To już jest inna mentalność, inne podejście do estetyki czy moralności, co daje konflikt pokoleniowy nawet z obcymi ludźmi.
Młodzież z kolczykami jest postrzegana (na szczęście - coraz rzadziej) jako margines, bądź lekko mówiąc - jako osoby, którym by się nie zaufało. Fakt faktem, wygląd dzieciaka z wykolczykowaną twarzą niekoniecznie wzbudza zaufanie.
A jak młodzież postrzega piercing? Jakie mają do tego podejście tak moralne, jak i ideologiczne?
W gruncie rzeczy większość nie postrzega jakoś głębiej piercingu - ot, jeden, góra dwa kolczyki na twarzy najczęściej występują u ludzi, którzy robią to tylko dla ozdoby.
Jeżeli zaś chodzi o ludzi, dla których piercing jest czymś więcej - oni postrzegają to jako odejście od schematów, do tego estetyka takich ludzi jest trochę inna. Niektórzy, można by rzec, "przesadzają" z ich ilością, ale to nadal jest ich decyzja, nadal jest to dążenie do spełnienia siebie w jakiś sposób - może właśnie estetyczny - czy do pewnego rodzaju akceptowania siebie.
Nie uważasz, że to trochę szokujące, że młodzież przez ilość kolczyków chce się niejako spełnić? A co gorsza, akceptować siebie?
Wierzę, że akceptacja siebie występuje w większej czy mniejszej mierze u każdego, a kolczyki są tylko dodatkiem, dzięki któremu czują się lepiej. Póki nie wchodzą w drogę ludziom na ulicy, w klubie czy w szkole, czemu nie mogą pokazywać takiego stylu bycia?
Skoro tak mówisz, to rozumiem, że nie czujesz się nieakceptowany?
Pewnie tak, aczkolwiek często słyszę od ludzi z którymi się już jako tako znam, że na początku było trudno w pewien sposób mi zaufać. Ale z czasem poznanie człowieka jest równoznaczne z odrzuceniem pierwszego wrażenia na temat wyglądu. I to nie jest tak, że tylko w Polsce. Owszem, u nas czasami jest trochę trudniej, ale tak jak mówiłem - kolczyki są często uosabiane z niedojrzałością czy z mało poważnym stylem bycia, a paradoksalnie ludzie, którzy mają jakąś pasję, z którą w jakiś sposób się obnoszą, siłą rzeczy nie mogą być niedojrzali, bo by nie byli w stanie się spełniać. Zauważmy też, że coraz częściej nawet pracodawcy udekorowani są czy to tatuażami, czy kolczykami, co na przykład przed pięcioma laty było niespotykane. Świat się zmienia.
Dobra, powiedz mi, jakie błędy popełniają młodzi ludzie decydując się na kolczyka?
Można by całą książkę na ten temat napisać (śmiech).
Nie podchodzą do tego zbyt poważnie, często po zrobieniu kolczyka nadal nie wiedzą, jak o niego dbać, a potem jak coś się zaczyna paprać, obwiniają piercera.
Po każdej wizycie w salonie powinni albo dostać ulotkę, albo zostać ustnie poinformowani o procesie dbania o kolczyka i tego się trzymać. To nie jest miejsce na całą instrukcję na temat każdego kolczyka, o to musi zadbać sam zainteresowany.
Świetnie, jakaś puenta na koniec?
Puenta puentą, a wywiad wywiadem - to ty masz określić puentę.
To co? Powiemy, że piercing jest dla każdego, nawet jeżeli uważa to "tylko" za formę ozdoby?
Nie - powiemy, że piercing jest dla każdego, kto czuje, że ludzie mają prawo zmieniać ten świat.
|