Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

„NÓŻ, żyła, kran - idę, bo mam plan”

Autor: DamiLime
Odsłony: 1425
Data: 7-01-2010

Tak, to kolejny artykuł o autoagresji, precyzując - o samookaleczaniu. Jeśli nudzi Was to, po prostu nie czytajcie...

A więc...

Jak się zaczęło? Właściwie niewinnie. 26 X 2009 rok: 6 lekcja, plastyka. Mój ulubiony przedmiot - dający mi radość. Wyjście w teren, do parku. „Zabawa” w prehistorycznych artystów - jako narzędzia pracy dozwolone tylko to, co znajduje się w parku. Zielony - trawa, brązowy - błoto lub ziemia, a czerwony? Pod jednym z drzew były owoce - czerwone. Jednak mnie nie zadowoliły... Padło z moich ust pytanie: „Ma ktoś coś ostrego?”. Nikt się nie zgłosił ze scyzorykiem lub innym ostrym przedmiotem, więc musiałam poradzić sobie sama. Potem... Przypomniałam sobie, że moi rodzice założyli nowy zamek w drzwiach - miałam więc nowy klucz. Nowy = ostry. Przyłożyłam no ręki, pociągnęłam - nic. Mocniej i jeszcze mocniej... Uszkodziłam skórę, ale krwi nie było. Nie udało się, ale to był pierwszy raz...

Potem wszystko potoczyło się zbyt szybko... Pokłóciłam się z tatą. Znalazłam klucz, znów przeciągnęłam nim po nadgarstku - tym razem mocniej. Nie było krwi, ale ja nie czułam potrzeby jej widoku. Potrzebowałam tylko bólu fizycznego, który „skutecznie” zagłuszy ból psychiczny. Pomagało... Każdy następny raz był już z przyzwyczajenia, automatycznie.

Potem przestałam. Moja najlepsza przyjaciółka zobaczyła na mojej ręce delikatne ślady - po „cięciach” kluczem. Błagała, bym tego nie robiła, a ja obiecałam, że przestanę... Przestałam. Na DWA dni. Znowu pokłóciłam się z tatą... Jedyną rzeczą, którą miałam pod ręką, były nożyczki. Niewinny przedmiot... Jedno cięcie, drugie cięcie, trzecie cięcie, czwarte cięcie... Krew. Sama nie wiedziałam czemu, ale ten widok... wprowadził mnie w błogi stan. Nie chciałam, by się skończył. Było tak dobrze...

Potem nożyczki stały się moim „przyjacielem”. Pomagały mi przetrwać. Czasem robiłam cięcia po to, by funkcjonować. Nosiło mnie jak narkomana odciętego od prochów... Cięłam coraz głębiej, krew po prostu kapała i ściekała po mojej ręce...

Chciałam przestać. Zaczynałam czuć, że to wszystko wymyka mi się spod kontroli. Zaczęłam się bać, że za którymś razem przetnę zbyt głęboko... Bałam się, że zakończę swoje życie w tak młodym wieku (chodzę do I gimnazjum). Nie chciałam tego. Szukałam pomocy. KTOŚ mi pomógł. Przestałam.

Wszystkie smutne rysunki trafiły na dno kosza, z pokoju wyniosłam ostre przedmioty. Zastanawiałam się, jak „przetrzymać” te nieznośne uczucia, nie tnąc się...

Wystarczyło jednak kilka sprzeczek z rodzicami, bym odczuła wyraźnie WSZYSTKIE negatywne uczucia: odrzucenie, brak akceptacji, złość, zdenerwowanie, żal... Nie zrobiłam jednej rzeczy, pozbywając się ostrych rzeczy z pokoju: zapomniałam o nożu do cięcia tapet. Straciłam nad sobą panowanie. Cięłam bez opamiętania - zrobiłam chyba 50 sznyt długości 2-3-4 cm. Było dużo krwi... I ten spokój. Tak, jakbym żyła we własnym świecie pełnym harmonii i spokoju. Świat przestał dla mnie istnieć, a czas stał czymś znikomym, nieuchwytnym. Pocięłam tego dnia prawie całą rękę. Chciałam jednak, by to był mój ostatni raz...

Dzień później, w poniedziałek, usłyszałam od tego KOGOŚ coś, co mnie przed TYM dziś powstrzymuje: „Jak ty nie wyjdziesz z tego doła i nie przestaniesz, to JA się potnę. Z żalu”.

Od tego dnia minęło niewiele czasu - nawet bardzo mało, tylko kilka-kilkanaście dni. Nie robię tego, bo nie chcę, by tej osobie stała się krzywda, a już na pewno nie przeze mnie. Czasem po kłótni czy sprzeczce automatycznie idę w stronę owego noża - jednak zawracam w połowie drogi. Wkładam na uszy słuchawki, puszczam głośno muzykę i izoluję się. Czasem płaczę. Wyciszam się, by potem się podnieść...

Właściwie, jeśli bym się nad tym głębiej zastanowiła, to wpakowałam się w to przez drobiazg. Przez ten drobiazg często bywam przygnębiona, smutna, zamyślona, nieobecna... Przez ten drobiazg na mojej ręce prawdopodobnie DO KOŃCA ŻYCIA pozostaną blizny.

Jedyne, z czego mogę się w obecnej sytuacji cieszyć jest to, że znalazłam tę pomoc. Że znalazł się ktoś gotowy mi pomóc. Że na razie mi się udaje.

Wszyscy, którzy o TYM wiedzą, są zadowoleni, że z TYM walczę. Czy się uda?


Średnia: 4.1/5 Oceniony 28 raz(y).

Pokaz arty autora

dodajdo.com
Komentarze
Nieznany30-06-2010 13:41
Moja przyjaciółka przechodzi obecnie podobną sytuacje , ale niestety nie jest tak silna jak Ty. ;/
Myślę jednak ,że sobie poradzisz.
powodzenia !

borderline_153-05-2010 10:38
Ja zaprzestałam cięcia się przez rok.. może dlatego że nie miałam większych powodów..? Ale znowu zaczęłam... cóż... Moim zdaniem to zostaje na dłuższy czas... Od pierwszego razu kiedy to zrobiłam na widok noża, żyletki lub innych ostrych przedmiotów myslałam czy by tego nie zrobić. Ale mam nadzieję że Tobie się uda. Pozdrawiam

Kate1627-01-2010 19:37
To ja tu trochę blado na tle innych wyjdę, ale ja CHCIAŁAM się zacząć ciąć, lecz nie znalazłam w sobie dość siły... Wierzyłam, że to zaspokoi mój ból psychiczny... Życzę powodzenia .

Anhela9-01-2010 17:21
Nikt tak na prawde nie wie, czy się uda. Ja nie tnę się już od ponad miesiąca, bo tak postanowiłam. Wstydziłam się swojego uzależnienia, swoich ran czy blizn i postanowiłam skończyć, lecz co jakiś czas kiedy się mocno wkurzyłam zaczęło mnie telepać i tylko szukałam jakiegoś noża czy cokolwiek ostrego. Dziś jestem z siebie dumna, bo bez żadnego skrępowania mogę odsłonić rękaw i nikt nie patrzy na mnie z odrzuceniem. Aby z tym wygrać trzeba mieć motywację. Myślę że każdy młody znajdzie w sobie taką siłę, która mu pomoże.

DamiLime9-01-2010 11:06
Dziś mija 30 dzień od ostatniego dnia, kiedy się cięłam. Po drodze zdarzyły mi się potknięcia, ale znowu kilka osób mi pomogło. Skutecznie Dziś jestem zupełnie inna niż w tamtych dniach. Uśmiecham się, śmieję się, mam dobry humor, nie rysuję już smutnych obrazków, nie patrzę godzinami w jedno miejsce, jeden punkt na ścianie. Teraz wszystko jest inne. Lepsze.

whatever4ever9-01-2010 10:33
Miałam bardzo podobną sytuację, tylko że ja cięłam się żyletką. Odkąd przestałam minęło ok. 9 miesięcy. A blizny nie znikają... Jeśli masz silną wolę, to skończysz z tym :) Powodzenia!

louise8-01-2010 19:58
Nie warto... ja walczylam z tym 2 lata.

Velina ;*7-01-2010 21:51
Jestem pewna , że Ci się uda . Ja też przez to przechodziłam , też się cięłam i to porządnie . Żyletki , noże i te sprawy .. Nie możesz o tym myśleć , mi tez chłopak powiedział , że jak jeszcze raz to też to zrobi .. Dziewczyno dasz radę , musisz dać ! Nie znam Cię ale w Ciebie wierzę ;*

lie7-01-2010 18:58
Powodzenia DamiLime. Sama teraz przechodzę przez coś takiego. Gdybyś chciała jeszcze z kimś (prócz Twoich przyjaciół) porozmawiac o tym, napisz do mnie.

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...