Uzależnienia Subkultury Zdrowie Filozofia Miłość Szkoła Seks Inne Wywiady Opowiadania Poezja
Skok na główn±!

Ten najgorszy dzień w moim życiu :(

Autor: Fijo?ek
Odsłony: 1383
Data: 24-07-2010

To było 1 maja, w długi weekend. Razem z kilkoma przyjaciółmi spotkaliśmy się u Huberta na działce. Jest tam mała altanka, na której urządziliśmy grilla.

Kiełbaski, coś do picia, fajna nuta puszczana z samochodu - na początku było bardzo fajnie.
Około drugiej w nocy wszyscy oprócz mnie i gospodarza byli nieźle cyknięci. Jedni wygodnie spali w aucie, inni byli zmuszeni do znalezienia mniej wygodnego „lokum”. No i wtedy między mną a chłopakiem nawiązała się interesująca rozmowa. Po pewnym czasie Hubert zaproponował spacer. Trochę mnie to zdziwiło, ponieważ naokoło był tylko las, jednak zgodziłam się. Niebo pokrywały miliony migocących gwiazdeczek, było całkiem ciepło...

Roześmiani, wolnym krokiem udaliśmy się w kierunku przydrożnej kapliczki.

- Daga, a wiesz, że tutaj straszy? - odezwał się po pewnym czasie, domyślam się, że chciał mnie przestraszyć.
- Och, gdzie? Tutaj?
- Naprawdę, już 7 osób zginęło w wypadku w pobliżu tego miejsca. Stąd te kapliczki.

Odrobinę mnie to ruszyło, rzuciłam ostatnie spojrzenie na drewniane kapliczki i poszliśmy dalej. Po paru metrach zadecydowaliśmy, żeby wracać. A właściwie ja zadecydowałam, miałam takie dziwne uczucie, że coś się zaraz wydarzy. Przystanęliśmy na chwilkę, gdy nagle usłyszałam szmer w krzakach.

- Hubert, słyszysz? - powiedziałam, przybliżając się do chłopaka...

I wtedy poczułam coś na ramionach, jakby ręce, ale to nie były ludzkie dłonie. Przeraziło mnie to, a jeszcze bardziej przeraził wystraszony wzrok kumpla.

Nie wiedziałam, co to jest. Powaliło mnie na ziemię i wtedy dotarło do mnie, że to pies. Ta bestia zaczęła gryźć mnie po całym ciele, twarz ukryłam w ramionach i dzięki temu nie mam teraz na niej żadnych śladów. Gdy psisko chwytało kolejny fragment skóry i rozrywało w zębach, ja płakałam z bezsilności i błagałam Huberta o pomoc.

W końcu udało mi się wstać. Dalej walcząc ze zwierzęciem, w oddali ujrzałam znikającą postać ludzką. To mnie dobiło, przyjaciel mnie zostawił. Ja naprawdę nie wiedziałam, co mam robić... Obie ręce były jednym wielkim strumieniem krwi. Z każdą chwilą traciłam resztki nadziei. Wybaczcie, ale nie opiszę tej szarpaniny, po prostu nie jestem w stanie. I wtedy stał się cud. Usłyszałam męski krzyk, ktoś biegł w moją stronę! Później pamiętam tylko tyle, że człowiekiem, który mnie uratował, był leśniczy. Zdążyłam mu podziękować, po czym obudziłam się w szpitalu. Cała w bandażach, czułam się jak mumia. Nade mną stali wszyscy moi bliscy, wszyscy oprócz Huberta. Tchórz, nie miał nawet odwagi, aby mnie przeprosić. Cóż... Najgorsze jednak w tym wszystkim było zdjęcie bandażów. Wiecie, o czym pomyślałam, gdy całe moje ciało pokrywała sieć blizn? ZABIĆ SIĘ. Widok był tak okropny, że przez tydzień z nikim nie rozmawiałam. Wstydziłam się, a zarazem brzydziłam własnego ciała. Co gorsza, blizny z czasem będą mniej widoczne, aczkolwiek nigdy nie znikną całkowicie. Będę o tym pamiętać do końca życia.

Teraz, dzięki terapii, jest już nieco lepiej. Akceptuję siebie taką, jaka jestem, zrozumiałam, że liczy się wnętrze człowieka, a nie tzw. opakowanie. Ale do końca życia na widok psa będę dostawała ataku histerii. Od dzieciństwa marzyłam o szczeniaku, teraz wiem, że to marzenie nigdy się nie spełni.

Po wypadku od Huberta usłyszałam tylko jedno zdanie:

- Przecież byłem pijany, jak mogłaś w ogóle myśleć, że ci pomogę? Przecież to psisko by mnie zagryzło na śmierć...

I na zakończenie dodam:
I niech mi teraz ktoś powie, że przeklętych miejsc nie ma...

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany...
Login:
Hasło:
Nie masz jeszcze konta? Przypomnij hasło

Komentarze

UserStupidInLove: 24-07-2010 20:52
Ale z niego dupek . Ciebie ten pies mógł zabić . To był jego pomysł, z tą `wycieczką` . Więc mógł się zachować odpowiedzialniej .
UserAlka25: 24-07-2010 17:50
Straszne...
Nie potrafię pojąć, jak ten cały Hubert mógł Cię tak zostawić. To ma być przyjaciel? Kolega?
Nie ma przeklętych miejsc, są przeklęci i nieodpowiedzialni ludzie. Nie zasługują na zaufanie ani żadne pozytywne uczucie. ;/
A co do psa- to nie była jego wina.
Psiaki są od dawna moją pasją i wiem, że ZAWSZE winny jest człowiek, nie zwierzę. Czasem jest winny poszkodowany, czasem właściciel. W tym wypadku, Ty byłaś całkowicie niewinna. Wina właściciela. Jak można puścić do lasu psa w środku nocy? A dlaczego był taki agresywny? Może był głodny, niewychowany?
Przez jakiegoś głupiego człowieka ucierpiałaś i Ty i ten zaniedbany piesek...;/